Wilfredo Leon: Polskiego uczę się dzięki żonie i aplikacji w telefonie

Wilfredo Leon, który od przyszłego roku będzie mógł grać w biało-czerwonych barwach, pilnie uczy się języka polskiego. Jak przyznał pochodzący z Kuby siatkarz, pomagają mu w tym przede wszystkim żona i aplikacja w telefonie.


"Moją pierwszą i główną nauczycielką jest żona, która powtarzała mi +musisz mówić, próbuj+. Na początku nie było łatwo, ale cały czas próbowałem. Posiłkuję się także aplikacją w telefonie. Czasem jeszcze brakuje mi słów i nie wiem, jak coś powiedzieć, ale przeważnie ludzie twierdzą, że mnie rozumieją" - opowiadał o swoich staraniach Leon. 

Reklama

Jak dodał, w jego domu, który dzieli z żoną Małgorzatą i roczną córeczką Natalią, obowiązują dwa języki - polski i hiszpański.

Kubańczyk z polskim paszportem był w środę atrakcją na konferencji prasowej poświęconej promocji zbliżającego się turnieju World Tour w siatkówce plażowej. Dał tam próbkę swojej polszczyzny. Zapowiedział też, że pojawi się co najmniej jednego dnia na boiskach Monty Beach Volley Club w Warszawie. W żartach zadeklarował nawet, że może pokazowo wystąpić w parze z prezesem Polskiego Związku Piłki Siatkowej Jackiem Kasprzykiem. 

Leon od 24 lipca 2019 roku będzie mógł występować w biało-czerwonych barwach. Kilka dni temu pojawiła się informacja, że jeszcze w tym sezonie odwiedzi polską kadrę podczas zgrupowania, a nawet potrenuje z nią.

"Rozmawiałem o tym pomyśle z trenerem i federacją. Zawarliśmy układ, że na razie trochę odpocznę, a później się pojawię na kadrze. Nie obawiam się, jak przyjmą mnie zawodnicy. Cieszę się, że będę miał okazję pojechać na zgrupowanie i spotkać się z chłopakami" - zapewnił. 

Kasprzyk zaznaczył, że temat wizyty 24-letniego przyjmującego na zgrupowaniu to wspólny pomysł PZPS i nowego szkoleniowca Polaków Vitala Heynena.

"Przy rozmowach już po podpisaniu kontraktu zapytaliśmy, czy nie przeszkadzałoby mu, gdyby Wilfredo uczestniczył w którymś zgrupowaniu. Bardzo się ucieszył i potem już sam nawiązał kontakt z Leonem. Pod tym względem nie było problemu. Wilfredo też jest chętny, wczoraj przyjechał z Kazania. Jeszcze w niedzielę był bardzo przeziębiony" - relacjonował. 

Leon najbliższe kilka dni spędzi w Polsce, po czym uda się na wakacje do Grecji, podczas których będzie wypoczywał w towarzystwie także rodziców swoich i żony. Jak dodał, raczej nie pojawi się w Katowicach i Krakowie na pierwszych w tym sezonie meczach Polaków w Lidze Narodów, bo będzie wówczas nadrabiał zaległości w świętowaniu urodzin swojej córeczki. Mała Natalia urodziła się 13 maja i siatkarz w ramach prezentu wygrał tego dnia z Zenitem w Kazaniu Ligę Mistrzów.

W niedzielę jego drużyna pokonała w finale Cucine Lube Civitanova 3:2. Stawiana w roli faworyta ekipa gospodarzy miała wiele słabszych momentów w tym spotkaniu, ale w imponującym stylu zdołała odrobić straty. Jednym z najjaśniejszych jej punktów był Leon. 24-letni zawodnik, który już wcześniej poinformował, że po sezonie odchodzi, pożegnał się z miejscowymi kibicami w najlepszy z możliwych sposobów - w ostatniej akcji meczu posłał asa. Przez kolejne dwa lata ma on bronić barw włoskiego Sir Sicoma Colussi Perugia. 

Dorobek tego zawodnika podczas czteroletniego pobytu w Kazaniu jest imponujący - cztery mistrzostwa Rosji, tyle samo triumfów w Pucharze Rosji i LM oraz trzy zwycięstwa w Superpucharze Rosji. W minionym sezonie świętował sukcesy ze swoim klubem we wszystkich rozgrywkach, w których startował, w tym także w klubowych mistrzostwach świata.

"Z Zenitem wygrałem wszystko, co się dało. Nie mogłem prosić o więcej. Teraz jednak czułem, że muszę coś zmienić. Poza tym w lidze rosyjskiej zawsze stawia się na siłę. Chciałem zmienić proporcje bardziej na rzecz techniki, bo fizycznie jestem już bardzo dobrze ukształtowany, a czuję, że potrzeba mi trochę pracy nad techniką i myślę, że pobyt we Włoszech mi na to pozwoli" - argumentował w rozmowie z dziennikarzami. 

Jak dodał, chce popracować zarówno nad przyjęciem, obroną, jak i blokiem. Nie zamierza jednak zmieniać pozycji na boisku.

"Jeśli klub będzie tego potrzebował, to się zgodzę. Ale sam z siebie nie planuję takich przenosin" - zaznaczył. 

Przyznał, że w Zenicie - ze względu na zwycięską passę klubu - oczekiwano ciągłego wygrywania, ale jemu to nie przeszkadzało.

"Mieliśmy bardzo dobry zespół, ze światowego topu. Oczywiście, była presja, ale zawsze skupiałem się na tym, że mam wykonać swoją robotę, a nią było wygrywanie. Po tak udanym sezonie w Kazaniu chciałbym kontynuować tę zwycięską serię w Perugii. Chcę dać nową jakość mojemu nowemu zespołowi" - podkreślił. 

Leon zaprzeczył, by na przeprowadzkę z zimnej Rosji do ciepłej Italii namawiała go żona.

"To nie tak, że rodzina się cieszy, że opuszczamy Rosję. Proszę mi wierzyć, że po latach w Kazaniu znali miasto, wiedzieli jak się po nim poruszać. Rozmawiałem z żoną, że jako sportowiec chcę tego, bo to kolejny krok w mojej karierze. Powiedziała wówczas +jeśli to będzie dobre dla ciebie, to zrób to+" - wspominał.

Dowiedz się więcej na temat: Wilfredo Leon | reprezentacja Polski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje