Kamil Stoch i spółka w Zakopanem chcą złapać formę na Pjongczang

​Karuzela Pucharu Świata po raz pierwszy w historii zaczęła się kręcić w naszym kraju. Po listopadowym skakaniu w Wiśle, gdzie nasze Orły zajęły drugie miejsce w konkursie drużynowym, a Kamil Stoch był również drugi w konkursie indywidualnym, zawody trafiają znowu do Polski, tyle że do naszej mekki - na Wielką Krokiew.

- Moje doświadczenia w skakaniu na Wielkiej Krokwi w niczym się chłopakom nie przydadzą, bo teraz, po przebudowie, to zupełnie inny obiekt. Lodowe tory najazdowe, inny profil buli zeskoku powodują, że będzie tu można skakać znacznie ponad 140 metrów. Najważniejsze, że otoczenie zostało to samo, trybuny się nie zmieniły, więc chłopaki poczują się jak u siebie - podkreśla Adam Małysz.

Reklama

Sezon 2017/2018 jest wspaniały dla naszej drużyny. Kamil Stoch lideruje w Pucharze Świata, wygrał Turniej Czterech Skoczni, z MŚ w lotach ekipa Stefana Horngachera przywiozła brąz w drużynie i indywidualne srebro Kamila. Wszyscy liczą na to, że w zimowej stolicy Polski Stoch i spółka nie będą mieli sobie równych.

- Norwegowie są do pokonania. Chociażby dlatego, że nie przyjedzie Daniel Andre Tande, który jest chory - podkreśla prezes PZN-u Apoloniusz Tajner.

- Loty to zupełnie inna konkurencja. Norwegowie zawsze byli lotnikami, Słoweńcy zresztą też. Na skoczni takiej jak Wielka Krokiew nasze szanse znacząco rosną - uważa Małysz.

Po kilkunastodniowej ciszy medialnej, która dla poprawienia koncentracji i przyspieszenia regeneracji zarządził tuż po TCS Horngacher, skoczkowie spotkali się w piątkowe przedpołudnie z mediami. I byli oblegani przez rekordową liczbę żurnalistów. Piotr Żyła dostawał pytania nawet od przybyszów z USA: "Jak to jest być przedstawicielem najpopularniejszej zimowej dyscypliny sportu?

 - Żyjemy normalnie, ale wiadomo, że ludzie czasem zaczepiają nas na ulicy. Raczej są to miłe słowa, ale zdarzy się, że ktoś zapyta, dlaczego było tak słabo - odparł Żyła.

Kadra na IO jest znana, trwa jednak zacięta, choć zdrowa rywalizacja o miejsce w drużynie. Przed MŚ w lotach na korzyść Stefana Huli stracił je Maciej Kot, który przed sezonem marzył i nadal marzy o zdobyciu medalu na igrzyskach.

- Trener Horngacher ustalił mi specjalny program, na MŚ w lotach byłem przedskoczkiem, pracowałem zwłaszcza nad sylwetką najazdową. Wierzę, że to przyniesie efekt - podkreśla Maciej.

Zakopiański COS przygotował skocznię tak, że na panujące na niej warunki nikt nie powinien narzekać. Jedyne, co może pokrzyżować plany skoczkom, to wiatr, który zwłaszcza w Tatrach bywa zmienny.

Bilety na wszystkie trzy konkursy były hitem i wspomnienia po nich zostały już we wrześniu. Na każdy z trzech konkursów sprzedało się po 24 tys. wejściówek, razem z rodziną sponsorów i czatującymi pod skocznią, na ul. Bronisława Czecha, zawody obejrzy około 30 tys. widzów.

Przed rokiem w Zakopanem w konkursie indywidualnym triumfował Stoch, ku uciesze tysięcy fanów. W drużynówce "Biało-Czerwoni" zajęli drugie miejsce za Niemcami. Nikt nie miałby nic przeciwko, by tym razem oba najwyższe miejsca na podium zajęli nasi skoczkowie.                                         

Prosto z Zakopanego Michał Białoński, Waldemar Stelmach

Program zawodów PŚ w Zakopanem:

Piątek, 26 stycznia:

16.00 - oficjalny trening

18.00 - kwalifikacje

Sobota, 27 stycznia

15.00 - seria próbna

16.00 - pierwsza seria konkursu drużynowego

Niedziela, 28 stycznia

15.00 - seria próbna

16.00 - pierwsza seria konkursu indywidualnego

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Stoch | Piotr Żyła | maciej kot

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje