Kamil Stoch: Jestem chłopakiem ze wsi, więc łopata to dla mnie nic nowego

Kamil Stoch to swój chłop. Radzi sobie świetnie nie tylko jako sportowiec, ale też... ogrodnik. Przed uroczystą galą, Kamil wziął udział w sadzeniu "Dębu Wolności". Przed Centrum Olimpijskich Stoch razem z prezydentem Bronisławem Komorowski i Donaldem Tuskiem zasadził jedno z 25 drzewek, które mają symbolizować 25 lat, które upłynęły od wyborów 4 czerwca 1989 roku.

Z sadzonką skoczek z Zębu poradził sobie tak dobrze jak ze skocznią. Wziął łopatę w ręce zamachnął się dwa razy i dąb już był na swoim miejscu. - Jestem chłopakiem ze wsi, więc wiem jak się nią posługiwać. Miałem ją w ręku setki razy i nie wstydzę się tego. Nie boję się pobrudzić rączek pracą fizyczną - powiedział Stoch. Kamil otrzymał także symboliczny kamień węgielny pod budowę własnego domu. Skoro drzewo już zasadzone, dom niedługo będzie, to może niedługo czas na potomka? - Jeszcze nie. W pierwszej kolejności wezmę się za budowlankę - jasno zadeklarował.

Reklama

Ten sezon był wymarzony dla skoczka z Zębu. Kamil dwa razy stanął na najwyższym stopniu podium w Soczi, wygrał też klasyfikację generalną Pucharu Świata. Mimo tego nasz mistrz, nie jest w pełni zadowolony z tego, co udało się osiągnąć. - Sezon faktycznie był bardzo udany, ale nie mogę powiedzieć, że zrealizowałem wszystkie cele w stu procentach. Przede wszystkim nie zdobyliśmy medalu w drużynie, a szkoda, bo była ku temu naprawdę duża szansa. Mam jednak przekonanie, że na przyszłych igrzyskach zrewanżujemy się i będziemy na podium w drużynówce - powiedział podczas wizyty w Warszawie.

Motywacja do skoków jest w nim wciąż bardzo duża, choć teraz bardziej myśli o wypoczynku niż planach na kolejny sezon. - Nie jestem sportowcem spełnionym, ale czuję, że spełniam się w tym, co robię. Te dwa złote medale nie zmieniły mojego życia. Dalej jestem tym samym Kamilem, którym byłem - mężem, synem, bratem, przyjacielem, kolegą. Popularność nie jest dla mnie męcząca. To naprawdę duża przyjemność dać komuś autograf czy zrobić sobie zdjęcie. Nie widzę w tym żadnego problemu, choć teraz głównie myślę o wypoczynku - zapewnił.

Kulminacyjnym punktem podsumowań startów naszych olimpijczyków była gala olimpijska w siedzibie PKOl-u, w której wzięli udział prezydent Bronisław Komorowski i premier Donald Tusk. - Nie spodziewałem się takiej uroczystej imprezy. Szczerze mówiąc całe to nadęcie było dla mnie trochę krępujące.  Do mnie należy skakanie i na tym się skupiam. Cała reszta jest dla mnie inna i trochę dziwna. Ostatnio cały czas brałem udział w różnych spotkaniach. Wiem, że są potrzebne, bo wiele osób chce nas poznać. Zaskoczyły mnie prezenty od Jana Kulczyka. Razem ze Zbyszkiem Bródką dostaliśmy pamiątkowe medale, które miały w środku sztabkę złota. Te z Soczi go w sobie nie miały. Muszę jednak przyznać, że jestem potwornie zmęczony. Bardziej niż po całym sezonie Pucharu Świata - dodał.

Stoch po raz kolejny został wywołany do tablicy w kwestii organizacji zimowych igrzysk olimpijskich w 2022 roku w Krakowie. Uniknął jednak jasnej deklaracji, czy taka impreza jest Polsce potrzebna. - Nie widziałem żadnych planów organizacji tych igrzysk, jak miałyby przebiegać, gdzie dokładnie się odbywać i przede wszystkim ile kosztować. Zresztą, kiepski ze mnie organizator, więc nawet gdybym to wiedział, to i tak pewnie niewiele miałbym do powiedzenia. Organizacja igrzysk to też kwestia polityczna, a ja na polityce zupełnie się nie znam. Na pewno warto wydawać pieniądze na budowę obiektów i inwestycje w szkolenie młodzieży, a czy są potrzebne do tego igrzyska, tego nie wiem - zakończył, po czym spakował otrzymane prezenty i pojechał na zasłużony urlop.

Krzysztof Oliwa


Dowiedz się więcej na temat: Kamil Stoch | Soczi 2014

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje