PŚ w skokach. Gregor Schlierenzauer prawie rekordzistą świata

Gregor Schlierenzauer został bohaterem dnia w Planicy. Austriak skoczył 253,5 m, co byłoby wyrównaniem nieoficjalnego rekordu świata w lotach, gdyby nie fakt, że podparł lądowanie.

Tak więc Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) nie może uznać tego wyniku i Austriak Stefan Kraft może spać spokojnie.

Reklama

- Gdybym leciał niżej, to bym lepiej wylądował, ale nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa - przyznał Schlierenzauer.

- Rekord świata na tej skoczni jest możliwy, ale potrzebujesz dużo szczęścia z bramką, prędkością, wiatrem, a także wysokością przelotową. Ja byłem trochę za wysoko, ale dla mnie to wspaniale, że skoczyłem ponad 250 metrów - dodał.

Czy można skok na taką odległość ustać?

- Myślę, że można. Wszystko zależy od paraboli lotu i podejścia do lądowania. Ja niczego jednak nie obiecuję. Ja nie obiecuję, a robię - powiedział Kamil Stoch, który z wynikiem 251,5 m z zeszłego roku jest rekordzistą Letalnicy.

Podobnego zdania jest Dawid Kubacki, który w czwartek był trzeci w kwalifikacjach.

- Myślę, że można wylądować jeszcze dalej niż Schlierenzauer. Znajdzie się ktoś, kto nie wie, że nie można i to zrobi - stwierdził z uśmiechem.

Pod wrażeniem występu Schilerenzauera był też Stefan Hula.

- Nie widziałem tego skoku na żywo, tylko powtórki, ale wow. Szkoda, że go nie ustał - mówił.

Natomiast Adam Małysz, dyrektor kadry skoków i kombinacji norweskiej, ma trochę inne zdanie.

- Tak dalekie skakanie to ciężkie zadanie. Kamil skoczył 251,5 m i też miał problemy z lądowaniem. Wystarczy, że popatrzymy, gdzie będzie ta kreska wyznaczająca ten rekordowy skok, prawie na płaskim - powiedział.

Z Planicy Paweł Pieprzyca

Dowiedz się więcej na temat: Gregor Schlierenzauer | PŚ w skokach narciarskich | planica

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje