PŚ w skokach. Polacy myślami już w Zakopanem

Polscy skoczkowie narciarscy nie mają chwili oddechu. Tuż po zdobyciu brązowego medalu mistrzostw świata w lotach w Oberstdorfie udali się do kraju, gdyż kolejny weekend to zawody Pucharu Świata w Zakopanem. - Teraz dopiero będzie się działo – skomentował Kamil Stoch.

Biletów na konkursy pod Tatrami już od dawna nie ma. Dla Polaków to też szczególne miejsce. Tam spędzają dużo czasu, doskonale znają Wielką Krokiew, na trybunach są zawsze wszyscy najbliżsi, ale i oczekiwania są znacznie wyższe.

Reklama

- Konkursy w Zakopanem nie będą dla chłopaków łatwe. Jesteśmy u siebie, oczekiwania są dużo większe, do tego tysiące polskich kibiców. Trzeba do tych zawodów podejść jak do każdych innych. Wiadomo, że w tym roku najważniejsze są igrzyska olimpijskie i trzeba robić wszystko, żeby tam być w stu procentach przygotowanym i skoncentrowanym. Jak nie wyjdzie teraz, nic wielkiego się nie stanie – powiedział Adam Małysz, niegdyś znakomity skoczek, a obecnie dyrektor PZN.

Podopieczni trenera Stefana Horngachera do stolicy polskich Tatr przyjadą w znakomitych humorach. Mistrzostwa świata w lotach w Oberstdorfie okazały się historyczne w ich wykonaniu.

- Świetny wynik. Dwa medale zdobyte, pierwszy raz w historii się coś takiego wydarzyło. Ważny jest przede wszystkim ten krążek drużynowy, bo na skoczni mamuciej trzeba mieć równy, dobry zespół. Jeden słabszy punkt eliminuje z rywalizacji – skomentował prezes Apoloniusz Tajner.

Indywidualnie srebro wywalczył Stoch. To zresztą był też jedyny medal, którego brakowało mu w bogatej kolekcji. Drużyna z nim w składzie oraz z Piotrem Żyłą, Dawidem Kubackim i Stefanem Hulą stanęła na najniższym stopniu podium.

- Nastawialiśmy się na rywalizację z Niemcami, a tutaj Słoweńcy nam wyskoczyli zza pleców i trochę postraszyli Norwegów. Nawet po Danielu Andre Tandem widać było, że jest wczorajszym sukcesem osłabiony. To samo chyba odczuwał Stoch – powiedział o "drużynówce" Tajner.

Stoch, podwójny mistrz olimpijski z Soczi (2014), przegrał indywidualnie z Tandem, a miano najlepszego zespołu obronili Norwegowie.

- Skandynawowie zdominowali rywalizację, ale w Zakopanem wszystko się znowu wyrówna. Wrócimy na duży, ale nie mamuci obiekt i te różnice nie będą tak widoczne – zapewnił szef PZN.

Dziś prezes, a w przeszłości trener m.in. Małysza, liczy także na Kubackiego. Jest bowiem przekonany, że po tak dobrym występie na mamucie, teraz błyśnie w Pucharze Świata.

- Był na pewno najmocniejszym punktem naszej drużyny i widać, że jest w bardzo wysokiej formie. Teraz jeszcze łatwiej będzie mu to pokazać – uważa Tajner.

Plan Polaków na Zakopane jest bardzo napięty. Treningi, spotkanie z mediami, przymiarka olimpijskich strojów – to wszystko musi się zmieścić w ciągu czterech dni.

- A potrzebny będzie też odpoczynek, bo cztery dni skakania na mamucie potrafią solidnie zmęczy – podkreślił Małysz.

Nawet sami zawodnicy przyznają, że w Zakopanem ich obowiązkiem jest wykrzesać z siebie jeszcze więcej niż zazwyczaj.

- Na pewno ze względu na swoją publiczność konkursy na Wielkiej Krokwi są szczególne. Każdy z nas będzie walczyć jak tylko potrafi najlepiej – zapewnił Żyła.

Przyjazdu do Zakopanego nie mogą doczekać się także byli skoczkowie.

- Dla mnie to miejsce będzie zawsze szczególne. Pamiętam, jak poprawiłem rekord, jaki byłem dumny i jak bardzo mnie bolało, gdy go straciłem - powiedział PAP były rywal Małysza Niemiec Sven Hannawald, który obecnie jest komentatora Eurosportu.

Kwalifikacje w Zakopanem zaplanowane są na piątek. W sobotę konkurs drużynowy, a w niedzielę – indywidualny.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje