Skocznia w Wiśle-Malince opanowana. Adam Małysz wysłał sygnał

Zagrożenie, związane ze sztucznym śniegiem, który nie chciał trzymać się zeskoku na skoczni w Wiśle-Malince, zostało wyeliminowane. Od tej strony weekendowe konkursy, inaugurujące sezon Pucharu Świata w skokach narciarskich, już nie są zagrożone. Chwilowo pojawił się inny problem, na który zwrócił uwagę Adam Małysz.

Rywalizacja w Wiśle rozpocznie się w piątek. Wówczas odbędą się oficjalne treningi oraz kwalifikacje, w zmienionej formule, bowiem od tego sezonu do każdorazowego udziału zobligowani są wszyscy zawodnicy. Ta zmiana ma uatrakcyjnić i podnieść prestiż kwalifikacji.

Reklama

W sobotę skoczkowie wezmą udział w konkursie drużynowym, którego faworytem będą "Biało-czerwoni", a w niedzielę odbędzie się turniej indywidualny.

W ostatnich dniach docierały niepokojące informacje, że organizatorzy zawodów, z uwagi na wczesną porę roku i warunki atmosferyczne, mają problem ze "związaniem" ze skocznią sztucznie wyprodukowanego śniegu.

Problem dotyczył przede wszystkim buli, czyli najwyższego punktu na zeskoku, który z racji nachylenia utrudniał utrzymanie się białego puchu.

Koniec końców specjalnie wykwalifikowana w swoim fachu firma zewnętrza poskromiła kłopot. O tym fakcie wszystkich zaniepokojonych postanowił poinformować Adam Małysz, dyrektor i koordynator ds. skoków oraz kombinacji norweskiej, a także patron obiektu.

- Udało się wypchać śnieg na bulę. Teraz się okazuje, że wybieg jest gotowy, ale śniegu jest dużo za dużo. Przez to nie widać band. Teraz trzeba będzie wywozić - powiedział Małysz na filmiku, opublikowanym na swoim oficjalnym koncie na Facebooku, pod wymownym tytułem: "tego nikt się nie spodziewał".

Wczoraj na obiekcie pracowały ratraki, a dzisiaj ciężka i mozolna praca należy do deptaczy, którzy ubijają i utwardzają zeskok.

Art

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje