TCS. Sven Hannawald: Stoch skakał perfekcyjnie i dokonał wielkiego wyczynu

Sven Hannawald pogodził się z tym, że nie jest jedynym narciarzem, który wygrał wszystkie konkursy jednej edycji Turnieju Czterech Skoczni. - Kamil Stoch na to zasłużył, skakał perfekcyjnie i dokonał wielkiego wyczynu – ocenił Niemiec.

- Przed startem turnieju to Niemiec Richard Freitag był w niesamowitej formie, a Kamil znajdował się trochę z tyłu i mógł w ciszy pracować. Teraz to się zmieniło, to Polak jest na topie, a inni zawodnicy są w jego cieniu i mogą spokojnie trenować. Może oni odlecą, ale nie jestem pewien, bo Kamil ma perfekcyjny system skakania, ma za sobą i wokół siebie bardzo dobry sztab – ocenił były niemiecki skoczek, a obecnie ekspert Eurosportu.

Reklama

Na półmetku rywalizacji, kiedy Stoch miał już na koncie triumfy w Oberstdorfie i Garmisch-Partenkirchen, Hannawald obiecał zawodnikowi, który pokona Polaka piwo.

- To nie zależało ode mnie. Chciałem postawić jakiś alkohol, ale inni skoczkowie nie chcieli się napić. Wygląda na to, że są profesjonalnymi sportowcami – śmiał się zwycięzca czterech konkursów TCS w sezonie 2001/02.

Tuż po tym, jak Stoch wygrał także w Bischofshofen, czyli ostatnią odsłonę turnieju, Hannawald opuścił kabinę komentatorską i podszedł do Polaka. Wziął go w ramiona i przywitał w "ekskluzywnym klubie".

- Gdy wygrywa się zawody w takim stylu, to jest moment, którego nie można opisać. Jak uściskałem Stocha, to poczułem, że jest potwornie zmęczony. Wyobraziłem sobie, jaka na nim ciążyła presja. On pewnie nawet nie wie, co się dokładnie stało. Oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że zwyciężył, ale pewnie nie do końca wie, że przeszedł do historii – ocenił Niemiec.

Trzykrotny medalista olimpijski w samych superlatywach wypowiadał się na temat Stocha.

- Zaimponował suwerennością, stabilnością, mimo że po pierwszej serii w Bischofshofen wcale nie było to takie pewne. Dokonał wielkiego, sensacyjnego wyczynu i bardzo się cieszę, że powiększyliśmy do dwóch osób nasz ekskluzywny klub, bo Kamil na to zasłużył - zapewnił.

Hannawald przyznał jednocześnie, że z każdym konkursem jego napięcie wzrastało, bo niechętnie myślał o tym, że ktoś dołączy do niego na liście triumfatorów czterech zawodów TCS.

- Widziałem jak się Kamil rozwijał, jak wygrywał kolejne zawody, jak się piął i jak rosła jego forma. W Innsbrucku już właściwie pogodziłem się z tym, że nie będę jedyny. Miałem nadzieję, że mu się nie uda, ale każdym kolejnym skokiem udowadniał, że mu się miejsce w tym klubie należy. I bardzo dobrze. Teraz wcale już nie marzę o tym, by pozostać jedynym. Zresztą gdyby coś się stało – Stoch miał pecha z warunkami czy gdzieś zahaczył śnieg przy lądowaniu i przez to nie wygrał czterech konkursów - to ja już też bym nie miał odwagi powiedzieć, że jestem tym najlepszym - podkreślił.

Na koniec jeszcze zażartował: - Teraz jesteśmy w dwójkę w tym ekskluzywnym klubie. Nareszcie mogę z kimś porozmawiać, bo dotychczas mogłem prowadzić wyłącznie monologi.

W klasyfikacji całego turnieju Stoch o 69,6 pkt wyprzedził Niemca Andreasa Wellingera i o 87,6 pkt Norwega Andersa Fannemela. Dawid Kubacki uplasował się na szóstej pozycji.

Dowiedz się więcej na temat: Sven Hannawald | Turniej Czterech Skoczni | Kamil Stoch

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama