To Morgenstern powiedział naszym skoczkom o pomyłce sędziów

W konkursie drużynowym mistrzostw świata Polacy oddali skoki na łączną odległość 1017,5 m. Według pierwszych wyników, było to o 0,5 m za mało, by stanąć na podium. Potem skorygowano notę Norwega Andersa Bardala i smutek "Biało-czerwonych" zastąpiła radość.

Zmagania w Predazzo bezapelacyjnie wygrali Austriacy i tylko ich udekorowano kwiatami zaraz po zakończeniu zawodów. Według pierwszych wyników drugie miejsce zajęli Norwegowie, a trzecie Niemcy. Polaków sklasyfikowano na czwartej lokacie, a do trzeciej zabrakło im 0,8 pkt.

Reklama

Na dużym obiekcie skoczek narciarski dostaje 1,8 pkt za każdy metr powyżej punktu konstrukcyjnego. Oznaczało to, że gdyby którykolwiek z podopiecznych Łukasza Kruczka uzyskał tylko o pół metra więcej to wyprzedziliby Niemców o 0,1 pkt.

- Kiedy zobaczyłem, że jesteśmy na czwartym miejscu to nie mogłem w to uwierzyć. Nie dość, że tuż za podium, to jeszcze z tak małą stratą. W głowie mi się to nie mieściło. Tym bardziej, że czułem, iż na ten medal po prostu zasłużyliśmy - przyznał Kamil Stoch.

Złotemu medaliście w czwartkowym konkursie indywidualnym po chwili jednak humor się poprawił. Okazało się, że sędziowie już w pierwszej serii błędnie ocenili skok Bardala. Norweg otrzymał rekompensatę za skok z krótszego rozbiegu, gdy w rzeczywistości do próby przystąpił z belki usytuowanej wyżej. Ostatecznie Skandynawowie zawody zakończyli bez medalu, a polski zespół po raz pierwszy w historii stanął na podium MŚ.

- Z tych emocji chyba mnie głowa rozboli. Smutek, kilka minut później euforia, ale tylko na moment. Uspokoiliśmy się i czekaliśmy, czy to rzeczywiście prawda. Te mistrzostwa są zwariowane, ale dla nas po prostu super - dodał Stoch.

Pierwszą osobą, która poinformowała polskich skoczków o pomyłce sędziów był Austriak Thomas Morgenstern. - Totalne zamieszanie. Widać było, że Norwegowie są przygnębieni, prawie płakali. My im jednak nic na to nie poradzimy. +Morgiemu+ będziemy się musieli jakoś zrewanżować. Piotrek Żyła wymyśli dla niego prezent. On jest w takich rzeczach najlepszy - powiedział Maciej Kot.

Żyła nad upominkiem dla Austriaka nie zastanawiał się długo. - Trzeba będzie Thomasowi sprezentować jakąś flaszkę. Koledzy obarczyli mnie tym obowiązkiem. Wywiążę się z niego pewnie przy okazji ostatnich w sezonie zawodów Pucharu Świata w Planicy - przyznał Żyła.

Polacy przystąpili do konkursu w składzie: Kot, Żyła, Dawid Kubacki i Stoch. Ostatni z wymienionych był najlepszym zawodnikiem zmagań. W obu seriach oddawał najwyżej ocenione skoki, ale nie uważa się za bohatera. - Cała drużyna zasłużyła na słowa uznania - skwitował krótko.

Krytycznie o swoim występie wypowiadał się natomiast Kot. - Trzeba rozliczać się z tego, czy wykonało się założone zadanie, a nie da się ukryć, że mój pierwszy skok nie był do końca dobry. Gdyby był taki jak drugi mielibyśmy srebro - ocenił.

Trener Kruczek jest jednak z postawy drużyny bardzo zadowolony. - Może nie oddawali jakiś wybitnych skoków, ale walczyli i nie zdarzyła im się większa wpadka. Moje zadowolenie nie wynika z tego, że jednak staną na podium. Nawet gdyby zawody ukończyli na tym nieszczęsnym czwartym miejscu, to byłbym dumny z tego co pokazali - podsumował szkoleniowiec.

Z Val di Fiemme Wojciech Kruk-Pielesiak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje