Turniej Czterech Skoczni. Organizatorzy konkursu w Innsbrucku liczą na Stocha

Organizatorzy trzecich zawodów Turnieju Czterech Skoczni w Innsbrucku mają nadzieję na czwartkowe zwycięstwo... Kamila Stocha. - Wtedy możemy liczyć na jeszcze większy przyjazd polskich kibiców na zakończenie w Bischofshofen – powiedział szef komitetu organizacyjnego.

Skoczkowie narciarscy mieli we wtorek pierwszą i zarazem jedyną przerwę w TCS. Po czterech intensywnych dniach nie musieli pojawiać się na skoczni. Do Innsbrucku, gdzie odbędzie się trzeci z czterech konkursów, dotarli jeszcze w poniedziałek w nocy.

Reklama

Polacy od samego początku powtarzają, że właśnie regeneracja i odpoczynek mogą zadecydować o końcowym zwycięstwie. Ten zawodnik, który zachowa najwięcej sił, będzie w stanie błysnąć w Bischofshofen.

Tym bardziej, że od tego roku nie ma możliwości opuszczenia kwalifikacji i wszyscy muszą w nich uczestniczyć. To dodatkowe obciążenie.

Stoch przed trzecim konkursem jest w jeszcze lepszej sytuacji niż przed rokiem, kiedy na półmetku zawodów też był liderem, ale drugiego Austriaka Stefana Krafta wyprzedzał o zaledwie 0,8 pkt. Teraz nad Niemcem Richardem Freitagiem ma 11,8 pkt przewagi.

- Spokojnie, to nic nie znaczy - próbuje studzić emocje trener Stefan Horngacher.

Stoch, dwukrotny mistrz olimpijski, wygrał dwa pierwsze, niemieckie konkursy - w Oberstdorfie i Garmisch-Partenkirchen. Dotychczas tylko jednemu skoczkowi narciarskiemu w historii udało się triumfować na wszystkich czterech obiektach - Niemcowi Svenowi Hannawaldowi w sezonie 2001/02.

- Kamil w obecnej formie jest w stanie powtórzyć mój wyczyn, ale ja sam wiem, jakie to jest trudne. Osobiście wolałbym, żeby ta sprawa się rozstrzygnęła w Garmisch, bo chciałbym pozostać tym jedynym. Teraz trochę się obawiam, ale jeśli Kamilowi się uda, to na pewno na to zasłużył. To wybitny zawodnik - powiedział Hannawald, który obecnie jest komentatorem Eurosportu.

Podczas gdy w Niemczech zainteresowanie skokami narciarskimi znacznie w tym sezonie wzrosło dzięki postawie ich reprezentantów, to w Austrii mocno spadło. W czołowej dziesiątce TCS nie ma ani jednego skoczka z tego kraju. To spowodowało też mniejsze zapotrzebowanie miejscowych fanów na bilety. W kasach nadal są jeszcze wejściówki na kwalifikacje i konkurs w Innsbrucku.

- Mimo wszystko liczymy na to, że pod Bergisel będzie komplet. Przyjdzie na pewno wielu turystów, którzy przyjechali pojeździć na nartach, a taki przerywnik jest dla nich zawsze dodatkową atrakcją - powiedział szef miejscowego klubu Alfons Schranz.

Z kolei organizatorzy sobotnich zawodów w Bischofshofen liczą na czwartkowe zwycięstwo... Stocha.

- Wtedy zjedzie wielu Polaków, którzy są wielkimi fanami skoków narciarskich i zapełnią obiekt po brzegi. Tak było też w zeszłym roku - wspominał szef komitetu organizacyjnego Hannes Pichler. Kwalifikacje, które transmituje Eurosport, odbędą się w środę o godz. 14.00. Pierwsza seria konkursowa dzień później o tej samej porze.

Stoch jest liderem i ma 11,8 pkt przewagi nad Freitagiem. Trzeci jest Dawid Kubacki, który do pierwszego miejsca traci 32,3 pkt, a od czwartego Japończyka Junshiro Kobayashiego ma 4,5 pkt więcej.

Z Innsbrucku, Marta Pietrewicz

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Stoch | Turniej Czterech Skoczni | Innsbruck

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje