Wojciech Fortuna o formie Polaków: Będzie jeszcze lepiej

- Kamil jest na najlepszej drodze do tego, aby po Svenie Hannawaldzie zostać kolejnym zawodnikiem, który wygra wszystkie konkursy Turnieju Czterech Skoczni. Ale i tak największej eksplozji formy Stocha i pozostałych Polaków spodziewam się podczas w igrzysk - mówi w rozmowie z Interią Wojciech Fortuna, mistrz olimpijski z Sapporo.

Krzysztof Oliwa, eurosport.interia.pl: Turniej Czterech Skoczni na półmetku. Czy Kamil Stoch może czuć się pewnym wygranym?

Reklama

Wojciech Fortuna (mistrz olimpijski w skokach narciarskich z 1972 roku): - Nie ma co na razie o tym mówić. Kamil wypadł na razie świetnie, zakończył stary rok zwycięstwem, nowy rozpoczął od triumfu. To naprawdę wygląda bardzo obiecująco. Z niecierpliwością czekam na kolejne zawody, ale jestem dobrej myśli. Uważam, że nie tylko Kamil, ale także pozostali nasi zawodnicy dostarczą nam dużo uśmiechu.

W historii Turnieju Czterech Skoczni siedemnastu zawodników wygrywało dwa pierwsze konkursy. Dwunastu z nich potem cieszyło się z końcowego triumfu. Statystyka wyraźnie przemawia za Stochem.

- Kamil już przeszedł do historii, bo został pierwszym Polakiem, który wygrał w Ga-Pa. Ale ja życzę mu z całego serca, żeby nie miał sobie równych także w dwóch kolejnych konkursach. Stać go na to. Skocznie w Innsbrucku i Bischoshofen zna bardzo dobrze. Na tym ostatnim obiekcie już wygrywał w swojej karierze.

Wygląda na to, że o wygraną w turnieju powalczą już tylko Stoch i Richard Freitag. Czy ktoś jeszcze może do nich dołączyć?

- Nie będę gdybał, bo jeszcze niedawno mówiło się, że Freitag ma wygraną w kieszeni, a jak nie on, to w turnieju najlepszy będzie Kraft. A tu okazało się, że nie do końca. Kamil cały czas idzie do przodu. Już jest niesamowicie mocny, co pokazał w noworocznym konkursie. Niewielu skoczków poradziłoby sobie w drugiej serii tak długo czekając na swój skok. Kamil świetnie to skomentował w późniejszym wywiadzie, że najważniejsza w tym momencie była głowa. On jest bardzo mocny psychicznie.

Nieźle prezentują się też pozostali Polacy. To dla pana zaskoczenie?

- Skończyłem karierę niemal 45 lat temu, od tego czasu studiuje cały czas skoki. Nic nie może mnie zaskoczyć. Z wielką uwagą przyglądam się naszej całej reprezentacji i to jest naprawdę mistrzowska drużyna, która udowodniła to już na ubiegłorocznych mistrzostwach świata.

Odkryciem ostatnich tygodni jest Stefan Hula. W niezłej formie był już w poprzednim sezonie, ale teraz pokazuje, że stać go nawet na miejsca w czołówce.

- W Ga-Pa nie miał szczęścia do warunków, nie poradził sobie z nimi, ale widać, że też jest w bardzo dobrej dyspozycji. Powinniśmy się przyzwyczajać do tego, że trzech Polaków regularnie będzie kwalifikować się do dziesiątki kolejnych konkursów.

Sukcesy w Turnieju Czterech Skoczni to duży prestiż, ale za niewiele ponad miesiąc czekają nas igrzyska olimpijskie w Pjongczangu. Może widząc dobrą dyspozycję Huli, Stefan Horngacher powinien wstawić go do drużyny w miejsce słabszych ostatnio Macieja Kota czy Piotra Żyły?

- Nie chcę wchodzić w kompetencje trenera, bo później różne autorytety mnie "zeżreją". Do kadry olimpijskiej można zgłosić pięciu zawodników, a na starcie pojawi się czterech. Hula wydaje się mieć pewne miejsce. A o tym, kto wystartuje w konkursach indywidualnych i drużynie zdecyduje trener. Ale ja bardzo mocno wierzę w Kota. On popełnia niewielki błąd, dość łatwy do poprawienia. Żyła też jeszcze odpali.

Kamil Stoch przed rokiem wygrał Turniej Czterech Skoczni, ale na mistrzostwach świata nie zdobył indywidualnie medalu. Czy nie ma zagrożenia, że dobra dyspozycja przyszła za wcześnie?

- Nie, bo Kamil jeszcze nie jest w optymalnie formie. Wszystkie przygotowania są skoncentrowane na start w Pjongczangu. Nie widzę tutaj żadnego zagrożenia. W nim cały czas tkwią jeszcze rezerwy. A co może cieszyć najbardziej to fakt, że już na tym etapie, nawet gdy popełni niewielki błąd, to i tak ma miejsce w czołówce. To ogromny kapitał i nadzieja na to, że w Korei Południowej kilkukrotnie posłuchamy Mazurka Dąbrowskiego.

Ostatnie tygodnie przed igrzyskami to tradycyjnie technologiczny wyścig zbrojeń. Czy spodziewa się pan nowinek technicznych, które mogą sprawić, że do walki o medale włączy się ktoś spoza czołówki?

- Nie sądzę. Wielkich cudów już nie da się wymyślić. Przepisy odnośnie kombinezonów są bardzo restrykcyjne. Podobnie wygląda sprawa z wiązaniami, a to właśnie w tych dwóch elementach można zyskać największą przewagę. Jestem o to spokojny, bo całości dogląda Adam Małysz. A w jego fachowość nikt nie może wątpić.

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Stoch | Stefan Hula

Reklama

Reklama

Reklama