Od prób samobójczych do mistrzostwa Polski

Ma 25 lat. Przez pięć był na dnie. Mieszał leki antydepresyjne z alkoholem. Haj był ucieczką, chwilą pozornego wytchnienia. W końcu przyszły próby samobójcze. Dzisiaj cieszy się, że były nieudane. Dzięki Muay Thai i swojemu trenerowi wrócił na prostą. Mówi: Narodziłem się na nowo. Ta historia wydarzyła się naprawdę, chociaż nazwiska głównego bohatera nie poznacie. Zgodził się na intymną rozmowę, ale zastrzegł sobie anonimowość. A było tak…

- Możemy o tym porozmawiać?

Reklama

- Tak, już mogę o tym swobodnie mówić, mam to już za sobą. Nie pamiętam nawet kiedy tabletkę przeciwbólową wziąłem.

Antydepresanty stały się narkotykiem

Kłopoty zaczęły się na początku studiów. Nietrafiony kierunek, problemy w domu, nieudany związek. Nie było głównej przyczyny, wydarzenia, które pchnęło go w lekomanię. To był efekt kumulacji, nawarstwiających się porażek i frustracji.

- Całe moje życie wyglądało nie tak, jak chciałem. Robiłem to, czego chcieli ode mnie inni, a nie to, co kochałem. Załamywałem się łatwo każdym niepowodzeniem, nawet niezdanym egzaminem. Wyolbrzymiałem wiele rzeczy. Byłem tak słaby psychicznie, że wszystko mnie dobijało. Zacząłem brać leki. Coraz więcej i więcej. To był świetny znieczulacz. Myślałem: Pójdę spać i zapomnę o wszystkim. Zdarzało się, że spałem kilka dni. 

- Mieszałem leki z alkoholem. Najpierw myślałem, że leki mi pomogą, ale nadużywałem ich. Antydepresanty stały się moim narkotykiem. Z narkotyków chyba tylko paliłem marihuanę, ale wiem, że krzywdę robiłem sobie nie mniejszą, niż gdybym brał.

Myślał, że życie nie ma sensu. Parokrotnie próbował popełnić samobójstwo. Na szczęście kończyło się na wymiotach, ale wtedy żałował, że nie wyszło. Dzisiaj wie, że dostał od losu drugą szansę. Wielka w tym zasługa Rafała Simonidesa, trenera i zawodnika Muay Thai, który pokazał mu alternatywę i zaraził życiową pasją.

- Było ciężko, leczyłem się u psychiatry, ale zawsze ważny był dla mnie sport. Brałem te leki, ale sport musiał być na pierwszym miejscu. Trenowałem inne sporty walki, ale poprzedni trener nie był dla mnie autorytetem. W szatni pojawiły się narkotyki, sterydy. Pokłóciłem się z trenerem i odszedłem z klubu.

Mistrz zainteresował się "pionkiem"

Wtedy trafił na treningi Muay Thai do utytułowanego Simonidesa. Ludzie powtarzali: To fanatyk, nie idź do niego. Ciągle jeździ po świecie, jest tak zapatrzony w swoją drogę, że takie "pionki" jak ty go nie interesują. - Mimo wszystko dzwoniłem, próbowałem się z nim skontaktować. Udało się. Pokazał mi Muay Thai. Rzeczywiście okazał się fanatykiem, ale przy nim też się nim stałem. Oczywiście w pewnej skali. Bo ja nie mogę się równać z jego sukcesami, ale kocham trenować, spędzać czas na sali. Cieszę się jak widzę, że robię postępy. To daje taką wewnętrzną siłę.

Początki były dobre. Kiedy zaczął trenować w krakowskim klubie Raczadam był u szczytu formy. Wkrótce przyszedł kryzys. - Wszystko zaczęło się walić, moja forma spadła okropnie. On to widział. Powiedziałem:  Trenerze, ja nie daję rady psychicznie, fizycznie, do dupy jestem. Do niczego się nie nadaję....

Trener nie oceniał, ale zainteresował się "pionkiem". Obserwował, słuchał i czekał na moment, w którym jego podopieczny sam się przed nim otworzy.

- Znalazł dla mnie czas. Był jak psycholog. Zawsze starał się pomagać, jak widział, że jest bardzo źle, to zabierał mnie na wyjazdy, na zawody, angażował w sprawy organizacyjne. Współpracujemy już dwa lata. Pokazał mi alternatywną drogę w życiu, dzięki niemu zostawiłem używki i leki. Teraz sport napędza mnie w życiu. Dzisiaj wiem, że byłem na dnie. Ludzie robili ze mną co chcieli, poniżali i wykorzystywali. Jak upadłem zupełnie powiedziałem sobie: Dość tego! Jeszcze im wszystkim pokaże. Nie dawałem się gnoić, pozałatwiałem swoje sprawy, stanąłem na nogi. Już nie daję sobą pomiatać.

Dzisiaj mówi o sobie, że jest wolny. Robi to, co chce. Praca sprawia mu przyjemność, inwestuje w siebie, na treningach daje z siebie wszystko. - To było bardzo trudne, ale dzięki Rafałowi mam swój nowy początek. To była długa droga, pięć lat męki. Już jestem na prostej. Sam się sobie dziwię, bo nie wiedziałem, że można tak żyć. Wiesz co? Budzę się rano i wiem, że każdy kolejny dzień może być fajny.

- Masz jakieś plany? Marzenia?

- Tak, mój cel to przyszłoroczne mistrzostwa Polski. Nie chce tam robić tła, zamierzam coś osiągnąć. Z moim trenerem i wiatrem w żaglach, jaki złapałem, wiem, że mogę to zrobić!

***

Wyżej opisany przypadek nie jest odosobniony. Polski Związek Muay Thai aktywnie uczestniczy w akcjach społecznych, w tym w międzynarodowej kampanii Muay Thai Przeciw Narkotykom.

- To flagowa akcja społeczna naszej dyscypliny. Chcemy wciągnąć ludzi do sportu, odciągając od patologii. Dzieciaki sięgają po narkotyki i inne używki, kiedy nie mają alternatywy. Nie wiedzą jak zagospodarować wolny czas, pojawiają się głupie pomysły. Poprzez Muay Thai pokazujemy im alternatywną, sportową drogę życia. Trening wymaga ciężkiej pracy, zaangażowania, pomaga nawiązywać nowe znajomości. Z tymi ludźmi bawisz się, spędzasz czas. Z dala od niebezpiecznych używek - podkreśla Rafał Szlachta, prezes Polskiego Związku Muay Thai.

Ambasadorem kampanii w Polsce jest Rafał Simonides. Trener i zawodnik współpracuje m.in. ze Stowarzyszeniem Monar, a także fundacją Start-Sport, która promuje sport jako alternatywę dla używek i zachowań patologicznych.

- Pamiętam trening, jaki przeprowadził z młodzieżą z ośrodków opiekuńczo-wychowawczych. Zajęcia cieszyły się dużym zainteresowaniem, zwłaszcza dla chłopców Rafał był autorytetem. Współpracujemy z młodzieżą przejawiającą trudności w różnych sferach życia. Ich sytuacja rodzinna nie zawsze jest uporządkowana, często migrują z jednej placówki do drugiej, dlatego ciężko o regularne treningi. Ale wiem, że jednemu chłopakowi bardzo zależało na dalszych treningach Muay Thai. Bardzo wyróżniał się na zajęciach, Rafał zwrócił na niego uwagę - wspomina Katarzyna Krzykawska, terapeutka z krakowskiej poradni Monaru.

Sport zamiast kolejnego skręta

Wspomnianego chłopca Simonides dobrze pamięta. - Na tym treningu podszedłem do niego i powiedziałem: Ćwicz, zaangażuj się w to, bo masz talent. Skontaktowaliśmy się z jego opiekunem i zaczął przychodzić do naszego klubu na treningi.

- Nie mam odpowiedniej wiedzy, żeby leczyć osoby uzależnione, od tego  są specjaliści w ośrodkach, ale mogę interweniować w przypadku osób, które stają przed dylematem: Sięgnąć po narkotyki, czy nie? Pokazuję im sportowy styl życia, radość jaką dają sukcesy, grupę przyjaciół, jaką można zyskać trenując w klubie. To są korzyści na lata, narkotyki dają złudną poprawę...

- Miałem wielką satysfakcję, jak podszedł do mnie jeden z podopiecznych i opowiedział, jak kiedyś koledzy namawiali go na dopalacze, narkotyki. Dzisiaj już się nie przyjaźnią, a on z powodzeniem poświęcił się treningom i zdobył w klubie nowych kolegów - dodaje Rafał Simonides.

Za swoją pomoc nie pobiera wynagrodzenia. Na przygotowanie materiałów promocyjnych i nagród dla młodzieży często płaci z własnej kieszeni. Brak odpowiednich środków finansowych to spore zmartwienie organizatorów kampanii Muay Thai Przeciw Narkotykom. Ich praca bazuje na dobrej woli i wolontariacie.

Katarzyna Krzykawska:  - Sport jest jedną z dróg, jaką pokazujemy młodzieży. Ta, którą wybiorą zależy od indywidualnych predyspozycji. W młodych ludziach często drzemie duży ładunek złości do świata. Zachęcamy ich do rozładowywania emocji w sposób konstruktywny. Sport to jeden z najlepszych sposobów. Część odnajduje w ten sposób jakąś alternatywę wobec przesiadywania na ławce i palenia kolejnego skręta.

Autor: Dariusz Jaroń

Dowiedz się więcej na temat: muay thai | Rafał Simonides | monar

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama