Październikowe sprawdziany judoków: Mińsk, Rzym, Glasgow, Boras...

​Występy w Pucharach Świata w Mińsku, Rzymie oraz Glasgow, a także w Pucharze Europy w szwedzkim Boras - tak wyglądają październikowe plany polskich judoków. Coraz bliżej ścisłej kadry narodowej jest m.in. Aleksander Beta (kat. 66 kg).

W najbliższy weekend krajowa czołówka będzie rywalizowała w mistrzostwach Polski w Gdańsku. Potem biało-czerwoni wystąpią w kilku imprezach międzynarodowych. To sprawdzian ich możliwości przed rozpoczynającym się za kilka miesięcy kwalifikacjami do igrzysk olimpijskich Rio de Janeiro 2016.

W dniach 12-13 października w PŚ (obecnie pod nazwą European Open) w Mińsku wystartują Grzegorz Lewiński (66 kg), Kamil Kozłowski (90 kg) i Maciej Sarnacki (+100 kg). Tydzień później judoczki walczyć będą w PŚ w Rzymie (m.in. Halima Mohamed-Seghir 63 kg i Daria Pogorzelec 78 kg), zaś judocy w PŚ w Glasgow (m.in. Paweł Zagrodnik 66 kg).

Coraz bliżej czołówki w wadze do 66 kg jest Beta (Gwardia Łódź), który kilka dni temu zajął piąte miejsce w PE w Belgradzie.

- W każdym kolejnym turnieju notuję progress i to jest dla mnie najważniejsze. W Bratysławie była siódma pozycja, teraz piąta... Pozostał spory niedosyt po występie w Serbii, bo już w pierwszej walce przed czasem wyeliminowałem faworyta, triumfatora słowackiej impezy Węgra Hagyo, zaś w następnej wziąłem rewanż za Puchar Świata w Warszawie sprzed dwóch lat na Francuzie Czukiewiczu. Niestety, gorszą dyspozycję odnotowałem w drugiej części rywalizacji, przegrywając dwa pojedynki decydujące o medalu - powiedział Beta.

Pod nieobecność mającego kłopoty zdrowotne i pauzującego od kilkunastu miesięcy Tomasza Kowalskiego (dwukrotny wicemistrz Europy), do najlepszych Polaków w kategorii 66 kg należą Zagrodnik (piąty zawodnik igrzysk w Londynie), Grzegorz Lewiński i Beta.

- Nigdy nie walczyłem z Pawłem, a wcale niewykluczone, że spotkamy się w finale MP - dodał łodzianin Beta.

- Olek Beta bardzo poważnie traktuje swe obowiązki, widać, że chce coś osiągnąć w judo. Dla nie ma problemu, aby w środku tygodnia przyjechać do Warszawy na randori w grupie kilkudziesięciu zawodników różnych stylów i wag. Nie każdy ma w sobie takie zacięcie - powiedział brązowy medalista MŚ i ME Krzysztof Wiłkomirski.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama