Joanna Jędrzejczyk nie odzyskała pasa. Namajunas nadal mistrzynią UFC.

Stało się. Joanna Jędrzejczyk (14-1) przegrała swoją drugą walkę w karierze. Polka podczas gali UFC 223 nie zdołała się zrewanżować Rose Namajunas (7-3) i poległa po pięciu rundach przez jednogłośną decyzję sędziów. Pas kategorii słomkowej pozostał w rękach Amerykanki.

Gdy w marcu 2015 roku Joanna Jędrzejczyk pokonała Carlę Esparzę i zdobyła tytuł mistrzowski w kategorii słomkowej, chyba mało kto spodziewał się, że Polka wkrótce zostanie tak wielką dominatorką, a jej popularność tak bardzo wzrośnie. A jednak, olsztynianka pięciokrotnie obroniła tytuł i wydawało się, że identycznie stanie się w konfrontacji z Rose Namajunas, do której doszło w listopadzie ubiegłego roku. Pewna siebie Jędrzejczyk przegrała przez techniczny nokaut w 1. rundzie, tłumacząc to później drastycznym zbijaniem wagi. Porażkę bardzo przeżyła, dlatego obiecała sobie, że nigdy więcej nie popełni podobnych błędów.

Reklama

Tym razem problemów z wagą nie było żadnych - Jędrzejczyk bez żadnych kłopotów wypełniła limit kategorii słomkowej. Tym samym jej wielki rewanż z Namajunas, którego domagała się od prezydenta UFC Dany White'a stał się faktem. Jak zapewniała przed walką wraz z trenerami American Top Team przygotowała kilka niespodzianek dla Rose.

Polka wyszła do oktagonu niezwykle nakręcona. Jej 25-letnia rywalka sprawiała wrażenie zdecydowanie spokojniejszej, ale skoncentrowanej.

Jędrzejczyk w pierwszej rundzie miała problem z wyczuciem dystansu. Starała się atakować głównie kopnięciami. Namajunas była bardziej precyzyjna i trafiała mocniejszymi uderzeniami, zwłaszcza pod koniec starcia. W efekcie doszło do rozcięcia u Jędrzejczyk. Runda dla Rose.

Namajunas znakomicie poruszała się na nogach, nie pozwalała Polce na złapanie oddechu i coraz częściej atakowała. Amerykanka postawiła na akcje bokserskie, była gotowa na wymiany i jej ciosy dochodziły do celu. Natomiast Jędrzejczyk najlepiej radziła sobie w klinczu, gdzie atakowała kolanami.

Runda trzecia należała do Jędrzejczyk. Polka coraz częściej atakowała niskimi kopnięciami, ciosy proste również zaczęły dochodzić. Jej narożnik zwracał uwagę, by nie wdawała się w wymiany.

W kolejnym starciu wojowniczka z Olsztyna w początkowej fazie zapomniała o low kickach i koncentrowała się na boksie, ale wydaje się, że tym razem była skuteczniejsza. Mimo wszystko nadal była "elektryczna" - widać, że stres i respekt wobec przeciwniczki zrobiły swoje.

Do ostatniej rundy Polka wychodziła z mocno zapuchniętym prawym okiem. Przyjęła kilka mocnych uderzeń i niepotrzebnie szła na wymiany. Ponownie zabrakło kopnięć. Na sam koniec Rose wykonała sprowadzenie i przykleiła się do Polki przy siatce.

- Walka była bardzo techniczna, a ja czułam się trochę ociężała - mówiła po walce mistrzyni, chyba nie do końca zadowolona ze swojego występu. Amerykanka przyznała też, że niskie kopnięcia Jędrzejczyk ją spowolniły, jednak jak podkreśliła, całą walkę czuła się lepsza.

Tym razem zabrakło złej krwi. Obie panie uściskały się po walce i wspólnie pozowały do zdjęć. Jednak zwyciężyć mogła tylko jedna z nich. Sędziowie punktowali jednogłośnie 49-46 dla Rose Namajunas.

Co to oznacza? Jędrzejczyk w najbliższej przyszłości nie dostanie trzeciej walki z Rose i musi odbudowywać swoją pozycję. Niewykluczone, że po dłuższym odpoczynku była mistrzyni zmieni kategorię wagową na muszą. Wówczas będzie musiała zbijać mniej kilogramów, co powinno działać na jej korzyść.

po

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje