Anna Janowicz: Jerzy biega po korcie jak szalony, to inny człowiek

Anna Janowicz przyznała, że jej syn Jerzy po pokonaniu przewlekłych kłopotów zdrowotnych odzyskał radość i trenuje na pełnych obrotach przed igrzyskami. „Biega po korcie jak szalony. To inny człowiek niż kilka miesięcy temu” – powiedziała matka tenisisty.

"Czy u Jerzego da się zauważyć gorączkę olimpijską? Chyba bardziej gorączkę samego powrotu na kort. Problemy z kontuzjami minęły. Syn jest podekscytowany i ostro trenuje. Występ w igrzyskach też jest dla niego ważny, bo to wielka sprawa i ogromne przeżycie dla każdego sportowca. Gdy tylko dowiedzieliśmy się, że jest szansa na jego występ w Rio de Janeiro, to wiadomo było, że jeśli tylko zdrowie pozwoli, to pojedzie. Potrzebną dokumentację złożyliśmy w jeden dzień" - podkreśliła Anna Janowicz.

Reklama

W tym roku łodzianin rozegrał tylko jeden mecz - z niedoleczonym urazem poleciał na Australian Open, gdzie odpadł w pierwszej rundzie. Później wrócił do walki z kontuzjami, którą toczył od jesieni. W efekcie znacznie pogorszyła się jego sytuacja na liście ATP Tour (obecnie jest 146.). Skorzystał jednak z możliwości zamrożenia rankingu, co oznacza, że gdy pod koniec lipca wróci do rywalizacji, będzie 94. rakietą świata.

"Przed igrzyskami wystąpi w challengerze w hiszpańskiej Segovii. Mamy nadzieję, że zagra tam kilka rund. Mało tych startów, ale nie było innej możliwości po zamrożeniu rankingu. W Polsce ma teraz tylko sparingi" - zaznaczyła matka 25-letniego zawodnika.

Jak dodała, przy treningach wykonywanych na 100 procent nie sposób mieć pewność, że uraz się nie odnowi.

"Sama byłam siatkarką i wiem, że tak się nie da przed ważną imprezą. Jerzy biega po korcie jak szalony. Niektórzy mówią, że jest kontuzjogenny, ale jak zawodnik mierzy ponad dwa metry i waży 90 kg, to łatwiej o przeciążenia niż u gracza, który ma 1,80 m i waży 70 kg. Zawsze bardzo uważnie podchodziliśmy do przygotowania fizycznego syna. Jego kłopoty zdrowotne to nie jest kwestia jakiegoś niedopatrzenia" - zapewniła.

W niedawnym wywiadzie jej mąż - Jerzy Janowicz senior - na pytanie, z jakim celem łodzianin poleci do Rio de Janeiro, odparł, że po złoty medal. Odpowiedź ta wywołała dyskusję wśród dziennikarzy i kibiców, którzy uznali to za bardzo odważną deklarację w kontekście zawodnika, który ostatnio głównie się tylko leczył.

"Ja jestem zawsze bardzo ostrożna w tego typu przewidywaniach, ale tak naprawdę każdy sportowiec jedzie przecież walczyć o najwyższe cele, a nim w przypadku igrzysk jest złoto. Mężowi chodziło właśnie o to nastawienie. Żaden zawodnik przecież nie jedzie tam na wycieczkę i tylko po to, by zaliczyć pierwszą olimpiadę. A jak daleko Jerzy dotrze, to się okaże" - podsumowała.

Oceniła, że największym problemem jest wspomniany brak ogrania. Nie obawia się zaś o wytrzymałość fizyczną syna.

"Rozgrywał trzygodzinne sparingi z dwoma zmieniającymi się rywalami. W Łodzi trenował w hali, w której było chyba ok. 42 stopni Celsjusza. Mi było trudno tam wysiedzieć, a co dopiero mówić o graniu. Wiadomo, że warunki pod dachem są zupełnie inne, dlatego w piątek Jerzy pojechał do Warszawy trenować na otwartym powietrzu, we wtorek uda się w tym samym celu do Poznania" - podkreśliła.

Przyznała, że gdy początkowo leczenie nie przynosiło żadnej poprawy, to łodzianin był załamany.

"Lekarz nawet podkreślał, że musi myśleć pozytywnie, ale nie było łatwo go do tego zmusić, bo istniało nawet ryzyko, że będzie musiał zakończyć karierę. Po tym jak pojawiły się pierwsze efekty leczenia, to już zupełnie inny człowiek, dużo się uśmiecha" - dodała Anna Janowicz. 

Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Janowicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje