ATP Pekao Szczecin Open. Krzysztof Bobala: Najlepszym "strzałem" był Juan Carlos Ferrero

Krzysztof Bobala, dyrektor challengera ATP Pekao Szczecin Open, w rozmowie z Interią zdradza kulisy organizacji najstarszego i największego turnieju tenisowego w Polsce. W dniach 11-17 września odbędzie się jubileuszowa 25. edycja Pekao Szczecin Open.

Interia: Ile kosztuje co roku organizacja turnieju ATP Challenger Tour rangi "Top Level Event"?

Reklama

Krzysztof Bobala (dyrektor ATP Pekao Szczecin Open): To wydatek na poziomie miliona euro, tak jak w przypadku innych największych challengerów w sezonie, jak Genua czy Brunszwik, które mają podobne budżety do naszego. Ale zarówno oni jak i my nie organizujemy jedynie imprezy tenisowej, a tygodniowy event z dodatkiem muzyki, turniejów, celebrytów czy niezwykle ważnych dla sponsorów spotkań i stref biznesowych. Stricte sportowy turniej, to byłby koszt pewnie o połowę mniejszy. Pula nagród, sędziowie, stroje, transport, hotele, wyżywienie odrobina promocji i byłby gotowy. Przy całej mojej miłości do tenisa, jestem jednak przekonany, że taka impreza "padłaby" już po drugiej edycji. Ale gdy obudujemy tenis o dodatkowe atrakcje dla kibiców, gości i sponsorów wtedy może utrzymać się i ponad 20 lat, czego jesteśmy doskonałym przykładem. A gdy uda nam się jeszcze rozwinąć strefy biznesowe to okazuje się, że taka impreza może być doskonałą okazją do przysłowiowego robienia interesów. Ale te wszystkie atrakcje i strefy niestety kosztują, stąd tak duży budżet.

Co pochłania największe koszty?

- Przy naszym turnieju dzieli się to mniej więcej w taki sposób, że około 1,2 miliona złotych to są koszty związane ze sportową częścią: pula nagród, opłata aplikacyjna za licencję od ATP, zakwaterowanie uczestników, podatki od wypłat premii dla zawodników, logistyka transportu, sędziowie, dzieci do podawania piłek, stroje dla wszystkich ekip czy przygotowanie kortów i ich obsługa przez cały turniej. Około miliona złotych to koszt budowanej i remontowanej co roku infrastruktury, czyli namiotów z wyposażeniem, elektroniki kortowej, livescoringu, trybun, systemu komunikacyjnego, mebli itp. Kolejny milion wydajemy na promocję wydarzenia, imprezy towarzyszące to wydatek rzędu 600 tysięcy, a wynagrodzenia dla ponad 300 osób zaangażowanych w event to ponad 200 tys.

A ile kosztują w tym wszystkim gwiazdy kortów?

- Bardzo różnie. Jednych zawodników przyciąga atmosfera i bardzo dobra opinia o turnieju, którą przekazują między sobą. Zresztą właśnie dzięki temu, już po raz drugi w historii turnieju, otrzymaliśmy ATP Challenger Awards za ubiegłoroczną edycję, dzięki czemu możemy mówić, że jesteśmy najlepszym challengerem na świecie. Inni tenisiści czekają oczywiście na dodatkowy bodziec w postaci "invitation fee". Staramy się w budżecie zawsze przeznaczyć na ten cel, w zależności od możliwości w danym roku, kwotę pomiędzy 20 a 30 tysięcy euro. Wiadomo, że bez gwiazd maleje zainteresowanie kibiców czy mediów. Już dawno przekonaliśmy się, że znane nazwisko czy wysokie miejsce w rankingu ATP World Tour przyciąga wszystkich. Niestety wiedzą o tym też agenci zawodników i próbują przekonać nas o wyższości swojego podopiecznego nad konkurentami. Walka o ostateczną cenę trwa nieraz do ostatniego tygodnia przed turniejem. Na pewno największymi i najtrudniejszymi graczami są duże agencje marketingowe jak Octagon czy IMG. Z nimi naprawdę ciężko się negocjuje warunki.

Z perspektywy 24-letniej historii Pekao Szczecin Open, kto był najlepszą "inwestycją"?

- Na pewno najlepszym "strzałem" był Juan Carlos Ferrero, który przyjechał do nas po raz pierwszy i to nie za dodatkowe pieniądze, ale dzięki "dzikiej karcie", którą mu przyznaliśmy. Nie był jeszcze wtedy aż tak znany, ale menedżer przekonywał nas, że już niedługo będzie wielkim graczem. Ale też, że bez względu, który będzie w rankingu za rok, to również do nas przyjedzie. U nas niestety nie odniósł zwycięstwa, ale rok później był już chyba w pierwszej "20" świata i rzeczywiście przyjechał do Szczecina po raz drugi, zgodnie z obietnicą. Warto przypomnieć, że po występie u nas wygrał wielkoszlemowy Roland Garros.

A kto był największym rozczarowaniem?

- Wizyta innego hiszpańskiego mistrza Rolanda Garrosa, bo Sergi Bruguera przyjechał i po pierwszym meczu odjechał. Smutne to, tym bardziej, że grał z jakimś słabszym zawodnikiem i supervisor ustalił, że zagra pierwszy mecz pod wieczór, ale na jednym z bocznych kortów, bo kolejne będzie już grał przecież na korcie centralnym. Niestety okazało się, że to był jego pierwszy i ostatni mecz w Szczecinie. Podobnie było z Gaelem Monfilsem. Francuz wprawdzie zagrał na korcie centralnym, ale tak naprawdę zamiast grać, to głównie narzekał, że jest mu zimno i pożegnał się także już po pierwszym meczu.

Szkoda, że nie można w ramach "invitation fee" zapewnić pełnego zaangażowania zawodników w grę.

- To byłoby dla nas wygodne, ale niestety. Możemy co najwyżej wyciągnąć wnioski i więcej o danego tenisistę nie zabiegać. Zresztą wiele rzeczy jest nieprzewidywalnych, bo nasz turniej rozgrywany jest zawsze w tygodniu rozgrywek o Puchar Davisa. To sprawia, że w tym terminie nie ma żadnych turniejów ATP World Tour, ale grają reprezentacje krajów, bądź to w półfinałach Davis Cup, albo w barażach o Grupę Światową. Zdarza się, ze w ostatniej chwili znikają nam ciekawe nazwiska z listy zgłoszeń. Ja osobiście na przykład najbardziej żałuję, że nie dojechał do nas Alexander Zverev. Zabiegaliśmy o niego i wszystko było już dogadane, ale w ostatniej chwili został powołany do drużyny narodowej Niemiec. Szkoda, bo dzisiaj na pewno moglibyśmy się chwalić kolejną światową gwiazdą młodego pokolenia, która u nas zagrała. To jedno z najgorętszych obecnie nazwisk w tourze.

Czy konkurencja Pucharu Davisa mocno odbija się na składzie polskich tenisistów występujących w Szczecinie?

- W ostatnich latach nasza reprezentacja kilka razy walczyła o awans do Grupy Światowej, a w ubiegłym roku wystąpiła wreszcie po raz pierwszy w elicie, więc była wielka mobilizacja w krajowej czołówce. Dlatego przyznawaliśmy "dzikie karty" zawodnikom młodszego pokolenia, stanowiącym zaplecze dla Jerzego Janowicza, Michała Przysiężnego, Łukasza Kubota, Marcina Matkowskiego czy Mariusza Fyrstenberga. Dzięki tym przepustkom w Szczecinie występowali w ostatnich edycjach choćby Hubert Hurkacz czy Kamil Majchrzak, którzy teraz stanowią już praktycznie trzon drużyny narodowej. Nie tylko jesteśmy świadkami zmiany pokoleniowej w składzie. Tacy zawodnicy, jak Janowicz czy Przysiężny, coraz bardziej skupiają się na indywidualnych karierach. Potrzebują dużo punktów do rankingu, które pomogą im odrabiać straty spowodowane przerwami w grze wymuszonymi przez kontuzje. Przed rokiem byliśmy świadkami wielkiego powrotu do tenisa Jurka, który tydzień przed Pekao Szczecin Open, wygrał challenger tej samej rangi w Genui. Prosto z Włoch przyjechał do nas i pomimo zmęczenia, rozegrał dwa zacięte mecze przed szczecińską widownią. W dwa wieczory mieliśmy dosłownie nadkomplet na trybunach kortu centralnego, bo wszyscy chcieli zobaczyć z bliska Janowicza.

Czy w tym roku Janowicz również pojawi się w Szczecinie?

- Bardzo chcielibyśmy, żeby jubileuszową edycję naszego challengera wygrał Polak, a Jurek jest chyba idealnym kandydatem do tego. Ale wiele będzie zależało od jego planów startowych na drugą część sezonu, zdrowia i wyników, jakie uzyskiwać będzie w najbliższych miesiącach. Zresztą obsada tegorocznego turnieju wyklaruje się dopiero w sierpniu, a przed nami na pewno trochę negocjacji z niektórymi menedżerami.

Rozmawiał Tomasz Dobiecki


Dowiedz się więcej na temat: ATP | Jerzy Janowicz | Juan Carlos Ferrero

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje