Karol Stopa: Młodym być

Marta Kostiuk od eliminacji doszła do III rundy wielkoszlemowego turnieju w Melbourne, potem wygrała imprezę ITF z pulą 60 tys. dolarów w australijskim Burnie, teraz zadebiutowała w drugiej setce rankingu WTA. Adrian Andrejew od organizatorów Diema Xtra Sofia Open otrzymał przepustkę specjalną i dzięki temu w rodzinnym mieście po raz pierwszy wystąpił w imprezie głównej ATP.

Czytam dziś o historycznych wyczynach Ukrainki i Bułgara, a ponieważ oglądałem mecze obojga, zastanawiam się, kto tu zwariował. Bo na razie mamy do czynienia z postaciami dość przeciętnymi, jeśli chodzi o tenisowe umiejętności. Gdyby nie ich daty urodzenia i tradycyjnie szalejący przy tych okazjach statystycy, pewnie nikt poza rodziną i znajomymi ze środowiska nawet by tych startów nie zauważył.

Reklama

W przypadku urodzonej w czerwcu 2002 roku 15-latki z Kijowa znacznie więcej faktów sugeruje nam, że do rozgrywek wkracza być może ktoś wyjątkowy. Od stycznia tenisistka wykonała skok w klasyfikacji WTA aż o 338 lokat. Ma długą listę sukcesów juniorskich, z ubiegłorocznym tytułem Australian Open na czele. Dużo znaczą tradycje rodzinne, bo matka wygrywała kiedyś turnieje ITF, a ojciec jest właścicielem tenisowego centrum na obrzeżach ukraińskiej stolicy. Gdy dopiszemy tam jeszcze takich opiekunów jak Chorwat, Ivan Ljubicic, nie pozostaje nic innego, jak przygotowanie worków na duże pieniądze. Z drugiej strony jednak wystarczy przeczytać kilka wywiadów z Martą, zwłaszcza tych wcześniejszych i przeprowadzanych przez dziennikarzy ukraińskich. Wynika z nich jasno, że na razie to są raczej ruchome piaski, a nie twarda skała pod pomnik. A odniesienia do III rundy Martiny Hingis w Melbourne 1996, czy Mirjany Lucic w US Open 1997 dotyczą tylko wieku Ukrainki, a nie jej stylu gry. Akurat byłem na wspomnianych meczach w Australii oraz w Stanach i wiem, że tenisa Kostiuk żadną miarą nie da się porównać do tego, co robiły na korcie Szwajcarka i Chorwatka. A przy porównaniach znacznie bliżej tej grze do strzeleckich popisów Mirjany, niż do technicznych sztuczek Martiny.

Jeszcze mniej ognia wywołał u mnie występ 16-latka z Sofii. Z trudem, lecz przełknąłem jakoś te jego włosy w dwóch kolorach, złoty łańcuch na szyi, czy też niebywale męskie, różowe wdzianko. W innym przypadku zgasiłbym telewizor, ale tu akurat, słysząc o juniorskich wynikach Andrejewa, a zwłaszcza o wygraniu turnieju Eddie Herra w singlu i w deblu, postanowiłem zobaczyć, kto zacz. Szumnie zapowiadany, jako pierwszy z rocznika 2001 w ATP, a w ostatniej dekadzie piąty dopiero tak młody debiutant, niczym specjalnym jednak nie zaimponował. Słabe warunki fizyczne, żadnego dominującego uderzenia, sporo taktycznych naiwności. Uzbek, Denis Istomin, nawet nie udawał, że się stara. Odbijał leniwie i mało starannie, co spowodowało utratę siedmiu gemów, lecz nie wniosło żadnego zagrożenia dla losów pojedynku. Adrian na tle rywala od początku do końca przypominał małe, bezradne dziecko. Ze wspomnianej czwórki wczesnych debiutantów karierę w ATP zrobił na razie, a i to bez sukcesów wielkoszlemowych, jedynie młodszy Zverev. Amerykanin Stefan Kozlov potrzebował aż pięciu lat, aby się zbliżyć do pierwszej setki, z kolei dwaj młodzi Niemcy: Mervin Moeller i Rudolf Molleker to wciąż postacie z niebytu. Teza o tym, że wyjątkowo trudno wchodzi się dziś do męskiej elity sprawdza się co i rusz. A przewaga siły fizycznej plus rutyna i spryt graczy starszych przy każdym niemal starcie kogoś nowego aż bije po oczach.

Przykład Marty i Adriana pokazuje nam też, ile we współczesnym, profesjonalnym tenisie znaczy otoczenie. Rodzice z odpowiednio grubymi portfelami, rozmaici agenci czy pośrednicy, ludzie z federacji, pod warunkiem wszakże, że cokolwiek w środowisku znaczą, wszystkie te postacie są w stanie wykonać na rzecz młodych kapitalną robotę marketingową. Dziś nie wystarczy tylko ładnie odbijać piłki, czy elegancko na korcie wyglądać. Kilka dzikich kart do ważnych turniejów, potem jakieś dodatkowe finansowanie, umowa ze sportową firmą, odpowiednia prezentacja telewizyjna albo medialna – okazuje się, że to są często elementy układanki ważniejsze nieraz niż sama gra. Ustosunkowany tatuś lub mamusia coraz częściej potrafią załatwić swemu dziecku drogę specjalną, choćby wyjazd czy powołanie, na jakie bardziej zasługuje ktoś inny. Nie znam realiów bułgarskich, o polskich natomiast mógłbym napisać parę książek. Andrejew nie posiada dziś na koncie żadnych znaczących wyników z futuresów ITF i nie występował w challengerach ATP, więc jego ranking w zasadzie jest zerowy. Mimo to dostał już dwie dzikie karty do eliminacji oraz jedną do turnieju głównego ATP. Praktyka ta sugeruje nam, że albo jakiś tenisowy decydent w oparciu o wyniki z gier 18-latków mocno w niego wierzy, albo też otoczenie chłopaka ma specjalne dojścia. Jego warunki fizyczne i styl podpowiadają raczej opóźnianie startów wśród dorosłych, bo postępowanie takie jak dotąd to wyraźnie liczenie na cud.

Swoją drogą bardzo jestem ciekaw, czy za 2-3 lata będzie jeszcze powód, aby przy okazji imprez WTA czy ATP wymieniać akurat te dwa nazwiska…

Karol Stopa

Dowiedz się więcej na temat: Marta Kostiuk

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje