Karol Stopa: Radek i Novak

Dwa tygodnie temu podał, że oficjalnie kończy karierę i definitywnie odkłada rakietę. Odpoczywał jednak krótko, gdyż przed trzema dniami potwierdziły się wcześniejsze sugestie czeskich mediów. Ostatecznie 39-letni Radek Stepanek został trenerem byłego lidera ATP, Novaka Djokovicia.

Zaraz po podpisaniu kontraktu wykonał przeprowadzkę z Karviny do księstwa Monako, a tam już dwójka tenisowych showmanów zaaranżowała osobliwy spektakl. Podczas internetowej sesji z kibicami szansę bezpośredniego kontaktu dali jakiejś parze z Ameryki Południowej - nauczycielce i młodemu chłopakowi.

Reklama

Nole rozmawiał z nimi, ćwicząc w sali gimnastycznej, gdy nagle zjawił się tam Radek. Od słowa do słowa bezrobotny w tym momencie Czech dostał od Serba ofertę pracy. Potem obaj w zabawny sposób spierali się o różne wymyślne świadczenia, jakie powinna gwarantować umowa, a Novak radził się fanów, czy ma kolegę angażować. Na koniec otworzył drzwi, za którymi Stepanek czekał już w pełnym kortowym ekwipunku. "Przedstawiam wam wersję oficjalną, oto mój nowy trener"! - usłyszeli od Novaka uczestnicy przekazu.

Rutyniarz i taktyk

Pomysł z Radkiem Stepankiem narodził się tak naprawdę w głowie Andre Agassiego. Amerykanin ma w dalszym ciągu współpracować z Serbem jako supertrener, lecz będzie się pojawiał tylko od czasu do czasu, zwłaszcza z okazji Wielkiego Szlema. Czech z Novakiem pracować ma na co dzień, podobnie jak kiedyś robił to Słowak, Marian Vajda. Starszy o 9 lat Radek to jeden z największych rutyniarzy, a także taktyków profesjonalnego tenisa.

Przez 21 lat kariery, mimo słabych warunków fizycznych, błyszczał zarówno w singlu, gdzie zdobył pięć tytułów i ograł bodaj wszystkie gwiazdy, jak i deblu, gdzie triumfował 18 razy, w tym dwa razy spektakularnie, w Australian Open 2012 oraz US Open 2013. W kolekcji posiada też dwie salatery za Puchar Davisa i brązowy medal olimpijski za miksta. Seryjnym zwycięzcą nazwać go nie sposób, bo w elicie cyklu wielu było odbijających piłki regularniej i z dużo większą siłą. Jednocześnie przez ostatnie dwie dekady mało kto grywał w sposób aż tak sprytny, jak on. Osobliwy, nieco może archaiczny styl, polegający na nieustannym parciu do siatki i operowaniu wolejem na połowie wysokości kortu, wielu zaskakiwał i do pewnego poziomu szybkości odbić wciąż bywał skuteczny. Swoją drogą ciekawe, co z bogatego technicznie repertuaru Czecha, przyda się obecnie Serbowi.

Mały znak zapytania przy nazwisku Stepanka wiąże się z faktem, że brak mu było szkoleniowych doświadczeń. Jak sam zauważa, teraz dopiero przyszedł czas przestawienia zwrotnicy. "Przez całą karierę najważniejszy byłem ja. Wszystko koncentrowało się na mojej osobie. Dziś muszę myśleć o nim i robić różne rzeczy przede wszystkim dla niego.

Widziałem w akcji wielu dobrych trenerów i wiem, na czym to polega. W mojej torbie tenisowej ubywa obecnie rakiet, za to doszedł tam notes z zapiskami. Spędziłem parę godzin na rozmowach telefonicznych z Agassim.

Dowiaduję się różnych rzeczy i pilnie rozglądam po kuchni, do jakiej wszedłem. Najważniejsze wydaje mi się to, że Andre, Novak oraz ja pracujemy na tej samej fali. Często nie potrzeba słów. Do niedawna on był rywalem do pokonania. Nawet raz z nim wygrałem, w 2006 w Rotterdamie. Po tym pojedynku widziałem w szatni, jak rozżalony płakał.

Potem jednak szybko i wiele razy wziął rewanż. Mieliśmy zawsze dość fajne, kumpelskie relacje, które trzeba teraz lekko przemodelować. No i pomóc mu wyjść na prostą. On wróci i będzie miał większą niż dotąd ochotę na wygrywanie wielkich turniejów. Skreślać go po ciężkiej kontuzji i jednym nieudanym sezonie, gdy przez trzy lata rządził rozgrywkami jak dawniej Federer, byłoby kompletną głupotą".

Czeska galeria sław

Dla sąsiadów z południa szkoleniowa przygoda Radka to dziś z pewnością powód do chwały. Czesi zawsze mieli piękne tenisowe tradycje, wielu świetnych graczy, a także trenerów, którzy pracowali z gwiazdami światowego formatu. Główną ozdobą tej czeskiej galerii jest naturalnie Ivan Lendl i jego zakończona niedawno po raz drugi kooperacja z Andy Murray'em. Nikt nie ma wątpliwości, że bez Ivanka Szkot nie wygrałby US Open i dwa razy Wimbledonu, nie zdobył olimpijskiego złota w Londynie i nie został nr 1 rankingu ATP.

Fantastyczną kartę zapisał też kiedyś Pavel Slozil, przez  długie lata ważny coach Steffi Graf, potem trener Jennifer Capriati, Magdaleny Malejewej i Anny Kurnikowej. Były także i kooperacje dość krótkie, bez większych dokonań. Zmarła ostatnio Jana Novotna przez kilka turniejów współpracowała z późniejszą mistrzynią Wimbledonu, Marion Bartoli. Jowialny David Kotyza próbował, jak paru przed nim i po nim, zostać na dłużej opiekunem Karoliny Woźniackiej.

Czas pokaże, w jakiej roli zapamiętamy Stepanka. Będzie tylko epizodyczną postacią, czy może kimś chętnie przywoływanym we wspomnieniach.

Przypadek zawiązanej właśnie tenisowej kooperacji serbsko-czeskiej wydaje się też dość ciekawy z innego względu. Pisałem pod koniec października ("Wyszli z mody?") o zjawisku rozstawania się gwiazd ATP z legendarnymi postaciami, które w pewnej chwili odkryły w sobie talenty trenerskie. Wiele wskazuje na to, że ta moda na zatrudnianie starych sław powoli przemija. Ich miejsce coraz częściej zajmują również byli zawodnicy, lecz tacy, którzy jak Radek Stepanek właśnie zakończyli kariery, albo też zdecydowali się na podobny krok w ostatnich kilku latach. Rad starych mistrzów zawsze warto słuchać, lecz w codziennej treningowej harówce i na karuzeli turniejowych podróży sprawdzają się jednak młodsi oraz tacy, którzy na własnej skórze przerobili techniczne i taktyczne nowinki dwóch ostatnich dekad. Bo tenis współczesny i tenis z lat Beckera, Edberga albo Changa to na pierwszy rzut oka niby ta sama dyscyplina. W praktyce już niekoniecznie.

Karol Stopa

Dowiedz się więcej na temat: Radek Stepanek | Novak Djoković

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje