Karol Stopa. Rotacja wsteczna: Upadek gwiazdy

Miała być jedną z gwiazd nie tylko eliminacji. Jej efektowne zdjęcie na okładce magazynu, jaki codziennie oferują na Roland Garros, od razu przykuwało uwagę. Przed południem na korcie nr 17 odbyła ostry trening. Potem się w Paryżu rozpadało i jej poniedziałkowy mecz zniknął z grafiku. Ostatecznie do gry wyszła we wtorek - Eugenie Bouchard.

Rywalka ze Słowenii, Dalila Jakupovic, choć wciąż na statusie tenisowego anonimu, potrzebowała pół godziny, aby wyznaczyć układ sił. Tablica pokazywała 0:6 1:2, gdy Kanadyjka Eugenie Bouchard wezwała pomoc medyczną. Na oko nic nie wskazywało, że półfinalistka imprezy i piąta rakieta świata z roku 2014 ma problem ze zdrowiem. Za moment ulubienica fotoreporterów i kibiców uznała, że dalej grać nie jest w stanie i mecz poddała. Turniej ledwo co wystartował, a jego 24-letnia gwiazda już zgasła.

Reklama

Wielkoszlemowe eliminacje to osobliwe sportowe widowiska. Pod względem oferowanych nagród i liczebności startujących niewiele je różni od imprez ekskluzywnych. Są wielką szansą dla zaplecza, ludzi z drugiej, a czasem trzeciej setki. Zdolna młodzież, albo ci, którzy mają już tylko krok do elity, z utęsknieniem wyglądają okazji, przypominających tenisową trampolinę. Jeden dobry skok i można tam osiągnąć coś, na co normalnie konieczne jest pół roku dobrej gry. Podobnie kalkulują wracający po kontuzjach, czy prywatnych przejściach. Jak przecisnę się przez wstępne sito będzie tak, jakby przy karcianym stoliku trafił mi się dżoker.

Laboratoryjny przykład marnowania szans

Nie do końca jest jasne, na co liczyła w Paryżu Eugenie Bouchard. Wiadomo, że eksportowa gwiazda z ekipy "Klonowego Liścia" to laboratoryjny wręcz przykład do naukowej rozprawy o marnowaniu szans, jakie trafiają w ręce sportowca. Kanadyjka w zawrotnym tempie spada w rankingu WTA. Na początku tego sezonu była nr 83, dziś jest nr 167. Wróciła obecnie na pozycję 18-latki stojącej u progu kariery, czyli do roku 2012. Od dwóch sensacyjnych wręcz półfinałów Australian Open i Roland Garros, finału Wimbledonu i jej rankingowego szczytu minęły już cztery lata. Niemal co roku pisano i mówiono, że "Genie" za chwilę znów będzie tenisistką elity, podczas gdy gra Kanadyjki coraz mniej przypomina to, co można było śledzić kiedyś.

"Wszystko uległo zmianie po londyńskim finale z Petrą Kvitovą. 20-latka najpierw chyba nie zdawała sobie sprawy w czym uczestniczy, potem presja i oczekiwania środowiska wręcz ją zmiażdżyły" – tłumaczył kiedyś Kanadyjkę jej dawny trener, Francuz Samuel Sumyk. 

W 2015 r. Eugenie zagrała jeszcze ćwierćfinał w Melbourne i IV rundę w Nowym Jorku, a potem aż do dziś nie osiągnęła drugiego tygodnia w Wielkim Szlemie. Tenisistka zmienia trenerów jak rękawiczki, niezależnie od faktu, że kilku (Harold Solomon, Robert Lansdorp) to nieomal elita tej profesji. Agentów w ciągu trzech lat miała już czterech, ten ostatni, John Tobias, w marcu powiedział "basta" i zerwał umowę. Z grupy ważnych sponsorów odeszło trzech, z firmą Nike na czele. Babolat nie przedłużył jej kontraktu na rakietę, więc w styczniu grała w Pucharze Hopmana Headem, w Indian Wells próbowała Wilsona, a w Miami Yoneksa.

Najwięcej treningów przed ... sesją zdjęciową


Przed sesją zdjęciową w kostiumach kąpielowych dla magazynu "Sports Illustrated" ćwiczyła tak ostro, jak chyba nigdy w życiu. Pięć, nawet sześć dni w tygodniu po 4-5 godzin dziennie. - Szkoda, że nie robi tego przed ważnymi turniejami – mówili szkoleniowcy. Jest zjawiskiem, jakie trudno wyjaśnić i zrozumieć. Wielkie wyniki przyszły nie wiadomo skąd i dlaczego, teraz ciężko pojąć, skąd tak głęboki regres. Młoda i wyjątkowo urodziwa dziewczyna, obsypana gigantycznymi pieniędzmi, pochlebstwami i otoczona fałszywymi przyjaciółmi. Na stopie wojennej z koleżankami z kortu, ale też procesująca się o miliony z szefami USTA, po przykrym wypadku w szatni podczas nowojorskiej imprezy.

Fiasko kanadyjskich rakiet


Przed eliminacjami Rolanda Garrosa zdawało się, że Kanada będzie jedną z potęg fazy wstępnej i to w obu turniejach. Tymczasem w Paryżu były same rozczarowania, bo nie awansował nikt z tej ekipy, a nie tylko Eugenie Bouchard. Z polskiej trójki, szykowanej nieporównywalnie mniejszym nakładem sił i środków, przebili się do głównego łodzianka Magdalena Fręch i wrocławianin Hubert Hurkacz. Dla nas wielka radość, dla innych smutek. Sport na szczęście wciąż jest jak ogród pełen niespodzianek. Pewnie i za to stale go tak kochamy.

Karol Stopa

Dowiedz się więcej na temat: Eugenie Bouchard

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje