London Calling! Świątek w finale juniorskiego Wimbledonu

Życiowy sukces w indywidualnej karierze Igi Świątek. 17-letnia warszawianka awansowała do finału juniorskiego Wimbledonu, pokonując w w półfinale Chinkę Xin Yu Wang 7:5, 7:6 (7-1). W meczu o pierwszy singlowy triumf w turnieju tej rangi zmierzy się ze Szwajcarką Leonie Kung.

Urodzona w 2001 roku zawodniczka Legii z każdym kolejnym tygodniem pozbawia obaw tych, którzy martwili się, że wraz z nieubłaganie dobiegającym końca szczytem możliwości Agnieszki Radwańskiej Polska praktycznie zniknie z tenisowej mapy kobiecego tenisa. I obawy zamienia w nadzieję. Świątek rozkręca się i zaczyna gonić osiągnięcia dwanaście lat starszej koleżanki z Krakowa. Na razie te młodzieżowe.

Reklama

Jedno zwycięstwo w Wielkim Szlemie już ma, przed miesiącem na kortach Rolanda Garrosa triumfowała w deblu wspólnie z Caty McNally. Coraz poważniej zabiera się za ten sport jako singlistka. W Paryżu z turniejem indywidualnym pożegnała się w półfinale, porażką z Alexą Noel. W Londynie już ten wynik poprawiła.

W piątek nie dominowała co prawda nad Chinką tak jak rundę wcześniej nad Rumunką Emmie Raducanu, z którą straciła tylko jednego gema, ale w najważniejszych momentach nie pękała. W pierwszym gemie przegrała co prawda własny serwis, lecz szybko się pozbierała i zaczęła udowadniać swoją wyższość nad Wang. Decydującego, dwunastego gema zdobyła wygranym break pointem i wysyłała coraz jaśniejsze sygnały, komu jest pisany londyński finał.

Mimo to ta część meczu zajęła jej 40 minut, a druga już praktycznie całą godzinę. Znowu jako pierwsza nie wytrzymała nerwów przy własnym serwisie, tym razem przy remisie 1-1, aczkolwiek zadbała o przyjemną dla polskich kibiców powtórkę z rozrywki.

Przyjemną i pełną dramaturgii. W dziesiątym gemie, przy prowadzeniu 5-4, miała już rywalkę zza Wielkiego Muru podaną na widelcu. Nie wykorzystała jednak dwóch piłek meczowych i w drugim podejściu musiała się z Wang - zwyciężczynią juniorskiego Australian Open sprzed pół roku - namęczyć jeszcze bardziej. I walczyć w tie breaku. A tam pokazała już całą swoją siłę. Przede wszystkim psychiczną. W decydującej rozgrywce oddała Chince tylko jedną piłkę i w końcu do meczu o złoto dojechała.

Świątek zdarzało się rywalizować z seniorkami i wielokrotnie w meczach tych potwierdzać, że na jej karierę można spoglądać w różowych okularach. Najpierw niech jednak nacieszy się pojedynkami z nastoletnimi rówieśniczkami. Teraz na jej drodze do tenisowego świętego Graala, co prawda w rywalizacji młodzieżowej, stoi Leonie Kung. Jeżeli wygra ze Szwajcarką, to wyrówna największe juniorskie osiągnięcie Radwańskiej z 2005 roku. I potem będzie mogła już ze spokojnym sercem i nadzieją ścigać legendę krakowianki w tenisie zawodowym.

Dowiedz się więcej na temat: Iga Świątek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje