Petra Kvitova o mało nie straciła palców dłoni. Teraz czeska tenisistka oczarowała świat

Świat tenisa nie może wyjść z podziwu nad dokonaniem tenisistki Petry Kvitovej w kończącym się w niedzielę wielkoszlemowym turnieju US Open w Nowym Jorku. Czeszka nie dość, że zaprezentowała genialną dyspozycję na korcie, to przede wszystkim uczyniła to krótko po potwornym okaleczeniu dłoni, gdy padła ofiarą nożownika, a jej kariera zawisła na włosku.

Do traumatycznych wydarzeń doszło w połowie grudnia, w ojczyźnie Kvitovej. Dwukrotna mistrzyni Wimbledonu została napadnięta we własnym domu, w Prościejowie.

Reklama

Mężczyzna, podający się za technika sprawdzającego bojlery, starał się wtargnąć do mieszkania sportsmenki. Wówczas, przy próbie samoobrony, doszło do ataku. Pierwsze informacje sprowadzały się do lakonicznego komunikatu, że życiu tenisistki nic nie grozi, a została ona "tylko" zraniona nożem w rękę.

"Jestem zszokowana, ale na szczęście żyję. Rana jest dotkliwa i będę potrzebowała specjalistów, ale, jeśli wiecie coś o mnie, jestem silna i będę walczyć" - powiedziała poszkodowana.

Dopiero z czasem zaczęło wychodzić na światło dzienne, z jak poważnym urazem lekarze mieli do czynienia. Cięte rany lewej dłoni o mało nie doprowadziły do nieodwracalnej tragedii, w najgorszym scenariuszu oznaczającej nawet konieczność zakończenia kariery przez leworęczną zawodniczkę.

Kvitova miała uszkodzone mięśnie i nerwy, co wymagało bardzo skomplikowanej operacji. Poważna interwencja chirurgiczna, na szczęście dla Czeszki, jej kibiców oraz światka tenisowego, zakończyła się pełnym sukcesem.

"To zwycięstwo jest dla mnie czymś szczególnym. To, co przeżyłam w ostatnich miesiącach, jest trudne do opisania. Nie wiedziałam nawet czy wrócę na korty, ale na koniec jest happy end" - promieniała kilka dni temu Kvitova po tym, gdy niespodziewanie wyrzuciła za burtę US Open Garbine Muguruzę, eliminując rywalkę w 1/8 finału.

Najlepsze dopiero miało nadejść. Poziom, jaki w ćwierćfinale na kortach Flushing Meadows zaprezentowały Kvitova z Venus Williams, był wprost niebotyczny. Spotkanie, rozstrzygnięte po trzech setach w tie-breaku na korzyść Amerykanki, z racji genialnego przebiegu okrzyknięto przedwczesnym finałem (ten odbędzie się w sobotę) kobiecego US Open.

Kvitova nie awansowała do najlepszej czwórki, ale i tak została okrzyknięta wielką bohaterką. Do znakomitej formy powróciła zaledwie dziewięć miesięcy po największej traumie w swoim życiu. Lewa ręka, którą Czeszka trzyma rakietę, sprawia wrażenie, jakby na nowo funkcjonowała doskonale.

Tymczasem okazuje się, że w przygotowaniu tenisistki wciąż są rezerwy, bo jej dłoń jeszcze nie wróciła do pełni sprawności.

"Cieszę się, że mogę już rywalizować na najwyższym poziomie z najlepszymi. To mi dodaje pewności siebie. Teraz czuję jednak głównie rozczarowanie. Do awansu zabrakło mi bardzo niewiele, więc tym bardziej mi szkoda" - powiedziała Kvitova po minimalnej porażce z Williams.

A tak wyglądała dłoń Kvitovej tuż przed tym, jak do skomplikowanej operacji przystąpili chirurdzy...

Art

Dowiedz się więcej na temat: Petra Kvitova | us open | Venus Williams | Garbine Muguruza

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje