Po 12 latach Andy Murray stracił prowadzenie na Wyspach

Kyle Edmund jest dumny z faktu, że został brytyjską rakietą numer jeden, ale jednocześnie podkreślił, że wolałby wyprzedzić Andy’ego Murraya po walce na korcie, a nie korzystać z przewlekłej kontuzji Szkota.

Problemy Murraya z biodrem ciągną się od ubiegłorocznego Wimbledonu. Tymczasem Edmund w styczniu awansował w Australii do swojego pierwszego wielkoszlemowego półfinału i w poniedziałkowym rankingu ATP awansował na swoje rekordowo wysokie 24. miejsce, podczas gdy Murray spadł na 29. Szkot był rakietą numer jeden Wielkiej Brytanii od 2006 roku.

Reklama

- Jestem niezwykle dumny, ale cieszyłbym się jeszcze bardziej, gdyby Andy był zdrowy i wciąż zajmował miejsce w ścisłej czołówce – podkreślił Edmund. – To trochę upokarzające, że zostałem jedynką, bo Andy z powodu kontuzji tak bardzo spadł w rankingu. Mam nadzieję, że szybko wróci do zdrowia i będę miał okazję stoczyć z nim bitwę na korcie o miano numeru jeden – dodał.

Co ciekawe, od Australian Open Edmund również nie pojawił się na korcie i również z powodu urazu biodra. W tym tygodniu zagra jednak w turnieju Masters 1000 w Indian Wells.

Dowiedz się więcej na temat: Andy Murray | Kyle Edmund

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje