Puchar Davisa. Kamil Majchrzak: Nie mogło się to inaczej skończyć

Wyraźnie poruszony możliwością gry przed własną publicznością był Kamil Majchrzak, który na otwarcie meczu z Zimbabwe w Grupie II Strefy Euroafrykańskiej Pucharu Davisa rozbił Takanyia Garangangę 6:2, 6:2. - Każde zwycięstwo dla reprezentacji jest szczególne - komentował 22-letni tenisista, który w Sopocie gra na pierwszej rakiecie.

- Każdy mecz jest szczególnie ważny, każdy mecz jest szczególny, każde zwycięstwo dla reprezentacji jest szczególne. Bardzo się cieszę, że znów możemy grać w Polsce. To było niesamowite przeżycie, za którym tęskniłem - wyliczał z wypiekami na twarzy Majchrzak.

Reklama

Był to dla niego pierwszy daviscupowy pojedynek na własnych śmieciach od 2015 roku, kiedy wystąpił w Płocku przeciwko Litwie.

Dlaczego mecz przed polską publicznością wywołuje takie emocje? - Dla indywidualistów, którymi jesteśmy - tenis to sport indywidualny - to zupełnie inne przeżycia. Tu nie gramy tylko dla siebie. Gramy dla kolegów z reprezentacji, dla wspaniałych kibiców, dla kraju. Każde zwycięstwo smakuje. można porównywać tę radość ze zdobywaniem tytułów - podkreślił tenisista z Piotrkowa Trybunalskiego.

W pojedynku z Garangangą miał jeden moment zawahania. W drugim secie został przełamany na 2:2, ale odpowiedział przełamaniem powrotnym i tyle było z nerwów.

- Musiałem być skupiony na swoim zadaniu. Konsekwentny przez cały czas. W każdym meczu mogą się przydarzyć kryzysy, ja swój miałem na początku drugiego seta, ale szybko się pozbierałem i wróciłem do właściwego grania. Dyktowałem warunki, byłem lepszy na korcie. Nie mogło się to inaczej skończyć - stwierdził pewny siebie Kamil Majchrzak, którego w niedzielę czeka jeszcze pojedynek z Benjaminem Lockiem.

Z Sopotu Łukasz Przybyłowicz

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Majchrzak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama