Radwańska: Nie chcę sobie psuć humoru takimi rzeczami

Agnieszka Radwańska, obecnie czwarta tenisistka świata, po raz drugi występuje w kończącym sezon turnieju masters WTA Championships w Stambule. 23-letnia tenisistka jest dość bezpośrednia i wyrazista, przez co na tle innych sportowców budzi wiele kontrowersji.

Dziś wieczorem zapraszamy na relację NA ŻYWO z meczu Agnieszka Radwańska - Maria Szarapowa

Reklama

Jaka właściwie jest Agnieszka Radwańska?

- To chyba dość złożony temat. Mogę liczyć na jakieś podpowiedzi?

Z prasy i internetu można się dowiedzieć na przykład, że jest Pani dumna i wyniosła...

- Nie sądzę. Chyba, że o czymś nie wiem, bo już różne dziwne rzeczy słyszałam na swój temat.

Czy nie świadczy o tym na przykład makijaż czy biżuteria podczas meczów?

- Chyba każda tenisistka chce pozostać zwykłą dziewczyną. To chyba więc naturalne, że nawet na korcie chcemy wyglądać i czuć się jak kobiety. Stąd makijaż czy jakaś biżuteria, no i eleganckie sukienki czy spódniczki.

Czy dobór tego wszystkiego nie dekoncentruje przed grą?

- Ja nie mam z tym problemu, bo właściwie zawsze wiem, co chcę założyć na kort, więc to kwestia raptem kilku sekund. Inaczej jest, gdy chodzi o prywatne wyjścia. Wciąż kontroluję swoją słabość do kupowania butów, torebek i ciuchów, które coraz bardziej wypełniają całą moją garderobę w mieszkaniu. Ale wtedy i tak, chyba jak każda kobieta, po prostu nie mam co na siebie włożyć. Zapewniam, że nie jest łatwo zdecydować się na odpowiednia sukienkę, dobrać do niej właściwe buty i torebkę. W takich sytuacjach potrafię nawet i godzinę myśleć, często bez rezultatu.

Czy to prawda, że nie lubi Pani grać w tenisa?

- No tym, przyznaję, jestem trochę zaskoczona. Dość absurdalna teza. A niby dlaczego?



Bo prawie nie uśmiecha się Pani na korcie...

- Chyba nie ja jedna. Dość dużo oglądam tenisa i nie zauważyłam, żeby inne dziewczyny w trakcie gry się uśmiechały. Czyli nie jestem w tym odosobniona. To nie znaczy, że gra w tenisa nie sprawia mi przyjemności. Właściwie każdy mecz daje radość, ale właściwy moment na jej okazywanie jest przecież po wygranym meczbolu.

A Pani słynna negatywna mowa ciała na korcie?

- Faktycznie, słyszałam o tym, ale tego nie analizuję, bo może zwyczajnie pozory mylą? Niektóre dziewczyny przez cały mecz strzelają tylko fochy, chodzą z opuszczoną głową i rzucają coś tam pod nosem. Jednak w trakcie wymian grają najlepszy tenis i mają wielką motywację do gry. Może po prostu każda z nas żyje wtedy w swoim świecie i nie należy do tego przywiązywać nadmiernie dużo uwagi?

Czyli humory i fochy to nie jest powód do niepokoju?

- No proszę, i to jest na liście moich wad? Cóż, każdy miewa mniejsze lub większe humorki. Chyba, że jest chodzącym ideałem. Jeśli ktoś taki istnieje, to z chęcią bym go poznała, bo jakoś na razie nie miałam takiej okazji.

Czy to prawda, że nie potrafi Pani przegrywać?

- Tenis jest sportem, w którym porażki są rzeczą normalną, szczególnie jeśli się gra przez dziesięć miesięcy w roku. Gdybym sobie z tym nie radziła, pewnie bym nie uprawiała tej dyscypliny. Owszem, czasem jest złość po przegranym meczu, ale to jest tylko chwila, czasem nieco dłuższa, ale i tak to szybko przechodzi. Trudno tryskać radością, gdy coś się nie układa w grze, a do tego przeciwniczka ma przysłowiowy "dzień konia".

Właśnie, czy Pani sobie nie radzi z presją, grając w roli faworytki?

- Dawno przywykłam do niej. Raczej nie mam z tym problemów, skoro jestem numerem cztery na świecie, a byłam w tym roku już nawet "dwójką". Owszem, łatwiej się gra z niższym rankingiem, bo wtedy nie ma się nic do stracenia.

Ale Pani porażka z niżej notowaną rywalką to zawsze jest niespodzianka...

- Ostatnio poziom tenisa kobiecego bardzo się wyrównał. Z różnych powodów, najczęściej przez poważniejsze kontuzje, na dosyć odległych pozycjach w rankingu można znaleźć naprawdę bardzo mocne przeciwniczki, jak choćby Venus Williams. Trafiając na nią w pierwszej czy drugiej rundzie Wielkiego Szlema można śmiało mówić o złym losowaniu. Ja takie miałam w tym roku podczas Roland Garros, ale udało mi się z nią wygrać. Naprawdę to nie ranking gra na korcie, lecz umiejętności, kondycja, a czasem zwyczajnie ma się dobry dzień albo też nie. Jest wiele czynników wpływających na wynik.

Czy potrafi Pani znosić krytykę?

- Nie, jeśli to krytyka dla samej krytyki, czy też życzliwe "wujków dobre rady". Oni, choć sami zazwyczaj nie osiągnęli wiele w tenisie, mają masę pomysłów, zazwyczaj nierealnych. Nie słucham też komentarzy w telewizji podczas transmisji, ani nie czytam opinii na swój temat w internecie. Tam każdy jest najmądrzejszy, każdy ocenia innych zwykle negatywnie, odreagowując swoje frustracje i kompleksy. Do tego nie ma odwagi podpisać się nazwiskiem pod swoimi słowami i czuje się dzięki temu bezkarnie. Nie chcę sobie psuć humoru takimi rzeczami.

Czyli jest Pani raczej skryta, nieufna?

- Nieufna tak, bo kilka razy się już sparzyłam. Ale skryta? Przecież to, że nie zabieram głosu na każdy temat w mediach to nie jest oznaka skrytości. Po prostu nie mam w zwyczaju zabiegać o zainteresowanie moją osobą. Jeśli to wada, to tylko potwierdza, że nie jestem ideałem.

W Stambule rozmawiał Tomasz Dobiecki

Dowiedz się więcej na temat: Agnieszka Radwańska | tenis | WTA

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje