Roland Garros. Kubot: Jest żal, ale trzeba iść dalej

Łukasz Kubot i Brazylijczyk Marcelo Melo odpadli nieoczekiwanie w drugiej rundzie wielkoszlemowego Roland Garros. Los Kubota podzieliła w deblu Magda Linette, a awans do 1/8 finału wywalczyła tylko Alicja Rosolska.

- Na tym poziomie gry najważniejsze są Wielkie Szlemy i chce się nich jak najlepiej wypaść, więc ta porażka tym bardziej boli. Owszem, w ostatnich tygodniach szło nam bardzo dobrze w turniejach ATP Masters 1000, ale cały czas mieliśmy świadomość, że może przyjść moment, że zaczniemy przegrywać. No i dzisiaj przegraliśmy ważny mecz, więc możemy tylko zastanowić się, co było nie tak, co trzeba poprawić, czego nauczyć. Nie chcemy sobie stawiać jakiś konkretnych celów, tylko w każdym turnieju grać mecz po meczu i zobaczyć, co się będzie działo. Dzisiaj odebraliśmy kolejną lekcję, z której musimy wyciągnąć wnioski i po prostu iść dalej. Roland Garros jest już za nami - powiedział Kubot.

Reklama

Polsko-brazylijski duet, rozstawiony z numerem czwartym, przegrał w piątek z Amerykaninem Ryanem Harrisonem i Nowozelandczykiem Michaelem Veniusem 4:6, 7:6 (7-5), 3:6. W pierwszym i trzecim secie decydowały pojedyncze przełamania serwisu Melo, który w piątek zdecydowanie był najsłabszym zawodnikiem na korcie sprawiał wrażenie ospałego i popełniał dużo niewymuszonych błędów.

- Ja bym tak tego nie oceniał, każdy ma lepsze lub gorsze chwile, ale to jest debel, a my przegraliśmy dzisiaj jako drużyna. A tak naprawdę to Harrison i Venus pokazali, że w przekroju całego meczu zagrali równiej, a nawet statystyki pokazały, że nie mieliśmy żadnej, podkreślam żadnej szansy na przełamanie ich podania. Jedyną małą szansę dostaliśmy w tie-breaku, czyli podwójny błąd serwisowy przy 5-4 i to wykorzystaliśmy. Ale zrobiliśmy, co mogliśmy, trzeba wyciągnąć wnioski i iść dalej. Każdy turniej jest inny, a i system punktowy w turniejach ATP i w Wielkim Szlemie się różni, bo tu są przewagi, zamiast zwycięskiego punktu przy równowadze, a i nie ma super tie-breaka, tylko normalny trzeci set.  

Roland Garros nieformalnie kończy część sezonu na kortach ziemnych, choć w drugiej połowie lipca są jeszcze rozgrywane dwa turnieje w Europie na "mączce". Jednak wówczas już cała światowa czołówka przemieszcza się na twarde korty w Stanach Zjednoczonych. A po wrześniowym US Open, ostatniej w sezonie wielkoszlemowej imprezie, rywalizacja przenosi się na beton do Azji, a potem do europejskich hal.

- Może tak być, że dzisiaj zagraliśmy ostatni mecz na "ziemi" w tym roku. Ale teraz najważniejsza jest trawa. Ponieważ tutaj przegraliśmy wcześnie, to będzie więcej czasu, żeby się do niej przygotować. Jeszcze nie mieliśmy czasu obgadać wszystkiego z Marcelo i naszymi trenerami, ale nie można wykluczyć, że w tej sytuacji przed Wimbledonem zagramy w trzech turniejach. Mamy teraz trochę czasu na zastanowienie i podjęcie decyzji. Na szczęście jesteśmy w komfortowej sytuacji, bo z naszymi wysokimi rankingami łapiemy się do wszystkich turniejów, więc możemy wybierać, np. czy Queen’s Club czy Halle w drugim tygodniu trawy. To ważne, żeby po ostatnim intensywnym graniu odpocząć, zregenerować siły, bo na trawie będą pracować inne partie mięśni, więc je trzeba teraz rozruszać - dodał Kubot.

Polsko-brazylijski duet przed Roland Garros prowadził w rankingu najlepszych par sezonu ATP Doubles Race to London, który wyłoni uczestników kończącego całoroczną rywalizację turnieju masters, czyli ATP World Tour Finals w londyńskiej O2 Arena. To zasługa trzech świetnych stratach w imprezach rangi ATP Masters 1000: zwycięstwach w Miami i Madrycie oraz występie w finale w Indian Wells.

Magda Linette i Chorwatka Anja Konjuch, która poznanianka dzień wcześniej pokonała w drugiej rundzie singla, poniosły w tej właśnie fazie porażkę z Czeszkami Lucie Hradecką i Katariną Siniakovą (nr 6.) 0:6, 6:4, 2:6.

- Wczoraj z Aną 6:0 w pierwszym secie, dzisiaj w pierwszym 0:6, cóż chyba spodobał mi się ten wynik, chociaż zdecydowanie nie lubię przegrywać 0:6. Jednak dzisiaj nie było łatwo grać, bo przeciwniczki bardzo trudne, wysoko rozstawione, grające bardzo szybko, początkowo trochę za szybko dla mnie. Na początku czułam się trochę jak małe dziecko, bo one wszystkie grały tak szybko, a tylko ja nie nadążałam za nimi. Chwilę nam to wszystko zajęło, zamieniłyśmy się też stronami na korcie, bo ja mam szybszy bekhend od Anji. Ale to był nasz pierwszy turniej, więc się jeszcze do końca nie zgrałyśmy do końca jako debel - powiedziała Interii Linette.

25-letnia Polka w grze podwójnej powtórzyła w Paryżu swój najlepszy wynik w Wielkim Szlemie, bo w ósmym starcie po raz czwarty dotarła do drugiej rundy, w tym po raz trzeci z rzędu w Roland Garros.

Natomiast w singlu na kortach ziemnych położonych na obrzeżach Lasku Bulońskiego osiągnęła po raz pierwszy trzecią rundę i w sobotę spotka się w niej z Ukrainką Eliną Switoliną, rozstawioną z numerem piątym w drabince. Jeszcze nigdy ze sobą nie miały okazji grać.

- Wczoraj wieczorem oglądałam już trochę meczów Svitoliny, no ale tak naprawdę zobaczymy jak to będzie faktycznie, jak jutro wyjdę na kort przeciwko niej i poczuję siłę jej piłki na rakiecie. Ale mniej więcej wiem, czego się spodziewać, chociaż zamierzam jeszcze porozmawiać z osobami, które ostatnio z nią grały.  Powinny mi też trochę pomóc doświadczenia z meczów z wysoko notowanymi tenisistkami, jak Dominika Cibulkova, Petra Kvitovą czy Wiktorią Azarenką na dużych kortach. Także wiem też trochę jak mogę się czuć jutro, bo pewnie będziemy grać na jednym z dwóch największych stadionów. Mam nadzieję, że to doświadczenie zaprocentuje - powiedziała Interii Linette.

W piątek w Paryżu, po raz pierwszy w tegorocznej edycji, pojawiły się czarne chmury i przelotne deszcze. Meteorolodzy na wieczór zapowiadają intensywne opady, lokalne burze, a nawet grad. Wilgoć, pomimo przykrycia kortów ochronnymi plandekami, może spowolnić nieco nawierzchnię.

- Switolina gra bardziej tenis siłowy, więc wydaje mi się, że wolniejszy kort by mi troszkę pomógł.  Ale tak naprawdę nigdy nie wiadomo, nie chcę się też na nic nastawiać, po prostu co dostanę, to przyjmę z otwartymi ramionami. Słyszałam, że najwolniejszy jest kort na Suzanne Lenglen, ale nie chcę się nad tym zastanawiać, zresztą nie mam na to wpływu. Po prostu muszę się jak najlepiej przygotować do meczu - powiedziała Linette.

- Nie należę też do zawodniczek, które sprawdzając szczegółowo prognozy pogody. Czasami tylko, kiedy jest na przykład kłopot z kortami i chce się przyjechać wcześniej rano, żeby potrenować, to warto wiedzieć, czy to będzie możliwe, czy nie ma sensu za wcześnie wstawać, bo będzie deszcz. W sumie najbardziej lubię drugie mecze w planie gier, bo w miarę jest to jeszcze wcześnie, więc mam sporo czasu, żeby się przygotować, bo jednak pierwszy mecz to zawsze jest jakiś pośpiech. A i wtedy też nie czekam zbyt długo na rozgrzewkę i rozruch. Na przykład czwarty mecz w danym dniu, to jest straszne, bo się wszystko może przeciągać przed nim w nieskończoność. Ale zobaczymy jak będzie z jutrem - dodała Polka.

W sobotę w trzeciej rundzie singla wystąpi również Agnieszka Radwańska (nr 9.), a jej rywalką będzie Francuzka Alize Cornet, z którą ma bardzo korzystny bilans meczów 7-1. Jeszcze lepszy byłby, gdyby dodać ich pojedynki w czasach juniorskich, ale te nie są uwzględniane w oficjalnych statystykach.

Jako jedyna z reprezentantów Polski w deblu wygrała swój mecz w piątek Alicja Rosolska, w parze z Japonką Nao Hibino. Pokonały Chorwatkę Dariję Jurak i Australijkę Anastasie Rodionovą 6:7 (4-7), 6:3, 6:3. Ich kolejnymi przeciwniczkami będą Belgijka Kirsten Flipkens i Włoszka Francesca Schiavone.

Z Paryża Tomasz Dobiecki

Dowiedz się więcej na temat: roland garros | Łukasz Kubot | tenis

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje