Roland Garros. Magdalena Fręch: Byłam w jakimś amoku

W niedzielę wieczorem Magdalena Fręch pokonała Jekaterinę Aleksandrową 6:3, 3:6, 6:3 i osiągnęła życiowy rezultat w Wielkim Szlemie. - Jest to mój najlepszy wynik w karierze, ale chcę walczyć dalej i wygrać kolejny mecz - zapowiedziała w rozmowie z Eurosportem polska tenisistka, do której długo nie mogło dotrzeć, że awansowała do 2. rundy Rolanda Garrosa.

Łukasz Przybyłowicz, eurosport.interia.pl: W ogóle nie widać po pani radości, a właśnie awansowała pani do 2. rundy w Wielkim Szlemie.

Reklama

- Byłam przygotowana na to, że jestem w stanie wygrać ten mecz szczególnie, jak zaczęłam odrabiać od 1:3 w trzecim secie. Zaczęłam się tak nakręcać, że to był jakiś szał, amok. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że idę punkt po punkcie i jestem coraz bliżej wygrania. Była wielka radość. Jak zeszłam z kortu, to przyszło takie uderzenie. Wtedy była radość, nawet łzy szczęścia zaraz po meczu. Aczkolwiek to jest dopiero 1. runda. Jest to mój najlepszy wynik w karierze, ale chcę walczyć dalej i wygrać kolejny mecz.

W trzecim meczu z rzędu po drugiej stronie siatki miała pani strzelbę. Pomogły doświadczenia z całego tygodnia?

- Od drugiego meczu w kwalifikacjach co jedna przeciwniczka, to mocniej grająca. Jekaterina popełniała bardzo dużo błędów w stosunku do innych, ale i tak nie było łatwo wytrzymać na zmęczeniu tych wszystkich gongów. Cieszę się, że się udało. Jestem gotowa na kolejną strzelbę.

Rozochociła się pani na kortach w Paryżu i częściej przechodzi do ofensywy.

- Na tym turnieju zaczęłam grać bardziej agresywnie. Przynosi to punkty. Jakbym się cofnęła i oddała pole rywalce, to myślę, że zmiotłaby mnie z kortu bardzo szybko. Zaczęłam wchodzić bliżej linii, staram się grać na podobnym tempie i jeszcze urozmaicać. Ta zmiana jest kluczem do tego, że wygrywam.

Trzeci set nie układał się po pani myśli, ale udało się pani odwrócić jego losy. Skąd czerpie pani siły w tak kryzysowych momentach?

- Przede wszystkim chciałam bardzo podziękować kibicom, ponieważ miałam doping, jakich mało. Było bardzo dużo Polaków, którzy podnosili mnie na duchu. Od tego 1:3 po każdej wygranej przeze mnie piłce był taki doping, że mnie to niosło.

Miała pani jakieś chwile zwątpienia? 1:3 w decydującym secie to zawsze krytyczny moment, kiedy wydaje się, że mecz może zaraz uciec.

- Oczywiście, że miałam, szczególnie kiedy zaczynał zawodzić mnie serwis, ponieważ nie wychodziłam z nóg tak, jak powinnam. Myślę, że jest to kwestia rozegrania w tym turnieju już tylu meczów na takim poziomie. Miałam tylko jeden dzień przerwy, a wtedy i tak miałam mnóstwo rzeczy do załatwienia. Było wiele momentów zwątpienia, ale cieszę się, że ostatecznie weszłam na taki swój poziom koncentracji i zaangażowania, że dociągnęłam ten mecz.

Jak będzie pani świętowała ten sukces?

- Nie wiem jeszcze, co się dzieje z moim trenerem, gdzie on świętuje. Myślę, że już na pewno (śmiech). Do mnie to musi dopiero dotrzeć. Za jakąś godzinę zdam sobie z tego sprawę.

Turniej dopiero się rozpoczął, a pani ma już w nogach cztery mecze. Na ile jeszcze starczy pani zdrowia?

- Myślę, że jeszcze na sześć (śmiech). Jak najwięcej oczywiście!

Rozmawiał w Paryżu Łukasz Przybyłowicz

Oglądaj gdzie chcesz i kiedy chcesz na Eurosport Player! Pobierz tutaj i przetestuj pierwsze 5 dni za darmo!

Dowiedz się więcej na temat: Magdalena Fręch | roland garros

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama