Rotacja wsteczna: Ale pogrzeb!

Przesądzono o bardzo poważnych zmianach w rozgrywkach Pucharu Davisa. Tak na dobrą sprawę nie do końca jest jasne, czy to co zacznie obowiązywać od przyszłego roku ma jeszcze cokolwiek wspólnego z drużynową zabawą, wymyśloną ponad sto lat temu przez studentów z Harvard University - pisze Karol Stopa, komentator tenisa w Eurosporcie.

Kilka dni temu, podczas Walnego Zgromadzenia Międzynarodowej Federacji Tenisowej (ITF) w Orlando na Florydzie, przesądzono o bardzo poważnych zmianach w rozgrywkach Pucharu Davisa. Tak na dobrą sprawę nie do końca jest jasne, czy to co zacznie obowiązywać od przyszłego roku ma jeszcze cokolwiek wspólnego z drużynową zabawą, wymyśloną ponad sto lat temu przez studentów z Harvard University. Z drugiej strony od wielu lat było jasne, że corocznie organizowane tenisowe mistrzostwa świata, ostatnio z udziałem nawet 132 krajów, są niczym wąż połykający własny ogon. Z konieczną reformą - tradycyjnie już w tym gronie - zwlekano stanowczo za długo, a jak dokonano wyboru to nie wiadomo, czy śmiać się z tego najpierw, czy też od razu płakać.

Reklama

W największym skrócie modyfikacja polega na tym, że system przypominający ligi futbolowe, w którym jedna z reprezentacji zawsze jest gospodarzem, a mecze gra się w kontynentalnych grupach i poprzez awans/spadek dąży do światowej ekstraklasy złożonej z 16 ekip i walczy tam systemem pucharowym, zastąpiono jednym turniejem, po sezonie, gdzie 18 narodowych drużyn przez tydzień wyłania spomiędzy siebie nowego mistrza. Na etapie eliminacji zostały nędzne resztki tego, co było do tej pory, za to sporą kasę w postaci 20 mln dolarów i wszystkie reflektory skierowano na listopadowy finał. Firma Cosmos, należąca do piłkarza Barcelony, Gerarda Pique, chińscy inwestorzy plus amerykański bogacz Larry Ellison, właściciel turnieju w Indian Wellls to są podmioty, gwarantujące zasilanie finansowe przez okres 25 lat. Wstępnie była mowa o kwocie 3 mld dolarów, lecz po dołączeniu szefa Oracle chodzi już o dużo większe sumy. Inna sprawa, czy są one realne, bo z odpowiednimi gwarancjami początkowo był problem.

Za reformą głosowało ponad 71 procent uprawnionych. Na stronach ITF oraz Pucharu Davisa przeczytać można o historycznej wygranej i wielkim, osobistym sukcesie prezydenta Davida Haggerty’ego. W międzynarodowym środowisku tenisowym tymczasem sytuacja jak po wybuchu granatu w szambie. Sypią się wzajemne oskarżenia, działacze i federacje skaczą sobie do oczu, coraz więcej podejrzeń o skopiowanie aferalnych metod, znanych ze sportowych gremiów typu MKOl czy FIFA. Wśród tenisistów też nie ma zgody. Jedni piszą nekrologi i krzyczą o uśmierceniu 118-letnich rozgrywek, inni są wręcz zadowoleni, lub bawią w dyplomatów. Roger Federer, który zdobył trofeum cztery lata temu, a potem w reprezentacji Szwajcarii grać nie chciał, dziś martwi się zniknięciem starego pucharu. Jako że kocha innowacje mówi że popatrzy, jak to się będzie dalej rozwijać. "ITF nigdy dotąd nie słuchało graczy, zawsze rozmawiano raczej z działaczami krajowych federacji. Mam nadzieję, że z rzeki pieniędzy o jakiej mowa wypłacą każdy grosz, a pieniądze faktycznie trafią do młodych. W ATP były kiedyś podobne obietnice i trzeba się było potem upominać o swoje".

Nowa wersja Pucharu Davisa - fatalna dla Polski, bo skazuje reprezentację na lata funkcjonowania na peryferiach – może się okazać bardzo cenna dla kalendarza ATP. Ni mniej ni więcej tylko pojawi się teraz parę terminów do zagospodarowania. Z drugiej strony jednak można już zacząć mówić o konkurencji. Bo to w końcu ATP zapowiedziało na grudzień 2019, albo styczeń 2020 australijski World Team Cup, drużynówkę dla 24 zespołów, z pulą nagród 15 mln dolarów. Jakby tego było mało jest także robiący furorę Laver Cup – zespołowa zabawa wymyślona przez Rogera Federera oraz jego agenta. Widać jak na dłoni, że nikogo niemal nie interesuje dziś budowanie podstaw, szkolenie czy ułatwianie wejścia w rozgrywki. Za rok wypadną z cyklu punktowane dotąd futuresy ITF, a grono grających profesjonalnie zostanie liczebnie ograniczone. Ci starsi, wielcy tenisiści wyraźnie szukają dziś startów efektywnych, czyli takich na głównej scenie, przy nadkompletach i za duże pieniądze. Przypomina się zachowanie kibiców podczas indywidualnych turniejów. Ponieważ tenisowa podaż jest dziś większa od popytu, ludzie zwykle omijają pierwsze dni czy pierwsze rundy, a zapełniają trybuny dopiero w półfinałach i w finale. Na całą resztę szkoda im czasu oraz pieniędzy. Gwiazdy dyscypliny dawno ten mechanizm pojęły, działacze właśnie nadrabiają i na chybił-trafił reformują.

To co stało się w Orlando raz jeszcze uświadamia, jak nieprawdopodobnie podzielona jest obecnie tenisowa elita i jak każdy z tego towarzystwa ciągnie wyłącznie w swoją stronę. Nie wiadomo, czy szacowny Puchar Davisa był w grobie dużo wcześniej, tylko niewielu to zauważyło, czy też może pochówek rywalizacji odbył się dopiero teraz. Na pewno to można się było przy takiej osobliwej okazji przekonać, że punkt widzenia na ważne sprawy, również w takim sporcie jak tenis, zależy wyłącznie od punktu siedzenia.

Karol Stopa

Dowiedz się więcej na temat: puchar davisa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje