Rotacja wsteczna: Bez Miszy

W tenisie jak w życiu, mamy na przemian narodziny nowych gwiazd i niestety odejścia. W Sankt Petersburgu ostatni raz w cyklu ATP zagrał Michaił Jużny.

36-letni Rosjanin pożegnanie zapowiadał już wcześniej. Po porażce w II rundzie z Roberto Bautistą Agutem mówił, że owszem, jest mu teraz smutno, lecz nie czuje się przybity. Mógł dojechać do wygranej nr 500 w całej karierze, ostatecznie zatrzymał się na zwycięstwie nr 499. Wyczyn na miarę pierwszej dziesiątki aktywnych, a patrząc na historię dyscypliny, pierwsza pięćdziesiątka rekordzistów. „To są tylko liczby i w sumie niewiele znaczą. Może nawet w ten sposób ludzie lepiej mnie zapamiętają” - spuentował dziennikarzom na konferencji całą sytuację.

Reklama

Roku zabrakło, by jego kariera trwała dokładnie 20 lat i aby na korcie mógł przekroczyć 15 mln $. Przez trzynaście sezonów, od 2002 do 2014, utrzymywał się w TOP 50 rankingu. Najwyżej był nr 8 ATP, w styczniu 2008. Aż 21 razy zagrał finały turniejów cyklu i zdobył 10 tytułów. Ostatni jednak pięć lat temu w Walencji, po meczu z też dziś odkładającym rakietę Davidem Ferrerem. Kontuzje sprawiły, że już 4 lata temu chciał powiedzieć dość. Zacisnął jednak zęby i wciąż próbował, czasem nawet schodząc na poziom challengerów. W tym roku tylko raz, w Miami, był w stanie wygrać dwa pojedynki z rzędu w imprezie głównej. Uznał, że widać przyszła już pora…

Andy Roddick, Tommy Robredo, Paul-Henri Mathieu i on to była juniorska elita w sezonie 1999. Rosjanin w finale US Open dla 18-latków zagrał wtedy z dawno już zapomnianym Duńczykiem, Kristianem Plessem. W szlemach dla dorosłych długo nie umiał przekroczyć IV rundy. Ostatecznie wszędzie skompletował ćwierćfinały. W Nowym Jorku dwa razy miał szansę na finał. W 2006 ograł Robredo i Nadala, lecz odpadł z Roddickiem. W 2010 pokonał Wawrinkę, lepszy okazał się Nadal. W tych najważniejszych startach niestety zwykle czegoś było mu brak, a po wspaniałych meczach z faworytami, w następnych niestety gasł.

W domu decydujący głos miał zawsze ojciec, Michaił Jużny senior. Pułkownik Armii Czerwonej, który zawiesił swą wojskową karierę, kiedy dwaj synowie, Misza i Andriej, zaczęli uprawiać sport. Zimą było to początkowo łyżwiarstwo figurowe, latem tenis na kortach Spartaka. Obaj wybrali tenis dlatego, że tak chciał tata. Ćwiczyli najpierw sami, podpatrując klubową gwiazdę, Andrieja Czesnokowa i jego trenerkę Tatianę Naumko. Potem zjawił się wskazany przez ojca szkoleniowiec. Boris Sobkin był przyjacielem ojca i grającym po amatorsku profesorem matematyki. Wciągnął się tak, że poświęcił Miszy 26 lat swego życia. Na koniec przyjął do ekipy Jewgienija Donskoja i zrobił to właściwie za darmo, na prośbę Jużnego.

Jesienią 2002 senior rodziny zmarł nagle na zawał serca. To były miesiące wielkich emocji. Misza wygrał wcześniej Stuttgart, swój pierwszy, ważny tytuł. W nagrodę dostał nowiutkiego, sportowego Mercedesa. W drodze powrotnej miał miejsce poważny wypadek. Ucierpiał tam zwłaszcza Andriej.

Równo miesiąc po śmierci taty Jużny wystąpił w hali Bercy w finale Pucharu Davisa. Kafelnikow złapał kontuzję, Szamil Tarpiszczew zaryzykował i na piąty mecz z Mathieu wystawił 21-latka. Ten najpierw w fatalnym stylu przegrał dwa sety. Obecny na meczu brat Andriej dał sygnał kapitanowi, by wysłał Miszę na przerwę toaletową. Sam też poszedł do szatni i odbył z bratem krótką, męską rozmowę. Do dziś nie chce zdradzić szczegółów. Zapewne zagrał na rodzinnych uczuciach. Bo jak potem mówił: „Ojciec i brat urodzili się w tym samym dniu, 25 czerwca. Matematycznie szansa na to jest minimalna. Więc musiał być jakiś ciąg dalszy”. Po powrocie na kort Misza dostał karę za coaching, lecz trzy kolejne sety wygrał. Prezydent Jacques Chirac oniemiał, prezydent Borys Jelcyn oszalał ze szczęścia.

Dla Rosjan moskwianin stał się herosem. Witano go niczym bohatera wojny ojczyźnianej. „On gra głową, sercem i nogami” - chwaliły go rosyjskie media. Przez całe życie najmocniej pracował nad kontrolą emocji. Na początku stale łamał rakiety i ronił łzy. Wyszkolenie techniczne, jednoręczny piękny backhand, taktyczna fantazja, umiejętność atakowania – to z kolei zawsze były jego zalety. Dziesięć lat temu w III rundzie Miami z Almagro poirytowany zaczął walić rakietą o własną głowę, rozciął łuk brwiowy i zalał się krwią. Zapis zdarzenia stał się szlagierem internetu. Do dziś bywalcy cyberprzestrzeni kojarzą Rosjanina niemal wyłącznie z tą emocjonalną reakcją. Dla innych Misza to „pułkownik”, ktoś kto salutuje po wygranym meczu do rakiety trzymanej na czubku głowy. Gest miał upamiętniać ojca, a pojawił się w repertuarze gracza dopiero w drugiej części kariery.

Z turnieju w Sopocie 2002 zapamiętałem sympatyczną, prywatną rozmowę. Wydał mi się wówczas kimś skromnym, choć nie uciekającym od wymiany zdań. Przeciwieństwo współczesnych gwiazd, także tych paru rodzimych, chamowatych i z ego rozdętym do granic absurdu. Mimo tak mocnego zaangażowania w sport potrafił poukładać wiele spraw. Od 10 lat w udanym związku małżeńskim z Julią. Ojciec dwóch fajnych chłopaków, 9-letniego Maxima i 4-letniego Igora. Na moskiewskim uniwersytecie w 2011 obronił tytuł doktora filozofii. Bliscy mówią o jego inteligencji. Także o tym, że czyta dużo książek i interesuje się problemami tego świata. Ci, którzy byli na jego treningach nie kryją zaskoczenia oryginalnością zajęć. A skrzące poziomem dowcipu rozmowy z Sobkinem to był dla wielu widzów po prostu szok.

Nie ma wątpliwości, znika nam z pola widzenia wyjątkowo ciekawa postać rosyjskiego tenisa. Ma liczne plany związane z dyscypliną, chce zakładać swoje akademie w kraju i za granicą, ale grać w turniejach już nie będzie. Obecni liderzy sąsiadów: Karen Chaczanow, Danił Miedwiediew czy też Andriej Rubliow, potrafią już uderzać w piłkę naprawdę mocno. Na razie jednak wszyscy oni są na statusie solidnych rzemieślników. Czas pokaże, czy jak w przypadku Miszy, będzie można kiedyś nazwać ich artystami.

Karol Stopa

Dowiedz się więcej na temat: Michaił Jużny

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje