Rotacja wsteczna: Do Igi

Czwarty raz zdarzyło się, że młoda polska tenisistka została juniorską mistrzynią Wimbledonu. Po bombastycznych relacjach w telewizji, listach z gratulacjami od prezydenta i premiera, specjalnej konferencji prasowej, a także wyjątkowo licznych i mocno zróżnicowanych przekazach w mediach, nadeszła pora na chwilę refleksji.

Nasz tenis za sprawą 17-letniej Igi Świątek trafił właśnie główną wygraną na wielkiej loterii, czy też może tylko w długiej kolejce do kolektury znaleźliśmy się nieco bliżej głównego wejścia?!

Reklama

Nawet ci, którzy dopiero podczas transmisji z londyńskich trawników zobaczyli warszawiankę w akcji po raz pierwszy, potwierdzają opinię osób śledzących występy Igi od dłuższego czasu. To jest dziewczyna grająca tenis na tak, nie uciekająca od zagrań mocnych, a jednocześnie wykonywanych na tyle poprawnie, że nie powstaje wrażenie odbijania na chybił-trafił. Gołym okiem widać, ile tam jest jeszcze do poprawienia, zwłaszcza w sferze mentalnej i taktycznej, szczególnie gdy przychodzi do zamknięcia jakiegoś etapu rozgrywki. Z kolei pozytywne jest to, że błędów warsztatowych, jeśli chodzi o technikę uderzeń, na obecnym etapie zaawansowania widać stosunkowo niewiele. „Gdy ona tylko zaistnieje w rywalizacji profesjonalnej, z chęcią będę jej kibicował. Czas gry w kucanego berka i w popychanie piłki to jest obecnie w tej dyscyplinie sportu raczej rozdział zamknięty. Może trafi się nam jeszcze raz ktoś nadzwyczajny, kto będzie w stanie dotrzymać kroku coraz silniejszym fizycznie rywalkom, na razie jednak nadzieje trzeba pokładać w takich postaciach, jak warszawska nastolatka. I to wspaniale, że mamy dziś kogoś takiego” - usłyszałem w kręgach decydenckich polskiego tenisa.

Ludzie zajmujący się bliżej tą, aż do bólu indywidualną, dyscypliną sportu wiedzą doskonale, że nie należy przykładać zbyt dużej wagi do rywalizacji osób niepełnoletnich. John Wertheim, dziennikarz magazynu Sports Illustrated, w swoich tradycyjnych już 50 przemyśleniach na temat zakończonego w Londynie turnieju wielkoszlemowego, o juniorach napisał dopiero w trzeciej notatce od końca. Podał cztery nazwiska z obu finałów i odesłał do blogu „Tennis Kalamazoo”, prowadzonego dość rzetelnie przez Colette Lewis. Uczelnia z Detroit po 80 latach doświadczeń ma w Stanach opinię tenisowej katedry nastolatków i studentów. Kto chce wiedzieć więcej o maluczkich z rakietami, szuka właśnie tam. Nim ktoś z tego towarzystwa nie wypłynie w rankingu WTA czy ATP, nie ma większego sensu zapamiętywanie ich dokonań, czy nazwisk. Brutalne, ale jakże prawdziwe.

Od chwili, gdy w profesjonalnym tenisie pojawiać się zaczęły coraz większe pieniądze, rywalizacja nastolatków przeżywa ogromne wahnięcia. Oglądamy balansowanie między chęcią pokazania się, zdobycia sponsora i ułatwienia sobie drogi, a koniecznością wejścia w surowo egzaminujący świat profesjonalistów. Krok przed osiągnięciem dorosłości rodziny, federacje czy finansowi dobrodzieje chętnie ujrzeliby już pierwsze poważniejsze inkasa do budżetu. Juniorskie imprezy tymczasem to jest głównie strata zdrowia oraz pieniędzy. Od strony sportowej dziwnie to nieraz wygląda. Do gry w londyńskim finale wychodzi zawodniczka bez rozstawienia, zaliczająca drugi w sezonie turniej juniorski oraz zmęczona rywalka z eliminacji. Kilka innych nastolatek o znanych już nazwiskach w tym samym czasie zdobywa punkty w wysoko płatnych ITF-ach.

Nie ma jednej sprawdzonej drogi i niekoniecznie ten, kto pierwszy wejdzie do trzeciej albo drugiej setki rankingu za chwilę zostanie gwiazdą. Tak jak juniorski tytuł w wielkim szlemie też nie da w przyszłości żadnej gwarancji na sukces. Widać to na - w miarę już licznych - polskich przykładach. A w wymiarze światowym to nawet kilku ksiąg byłoby za mało do spisania wszystkich historii tych, co to się kiedyś świetnie zapowiadali. Lech Sidor, partner z kabiny komentatorskiej Eurosportu, były reprezentant kraju, potem trener, na wstępie konferencji prasowej z Igą przytoczył opinię o Polce, wypowiedzianą na zakończenie transmisji BBC. „Ta dziewczyna ma wszystkie narzędzia, aby w przyszłości zostać mistrzynią” - usłyszeli brytyjscy telewidzowie. Mnie przypomniał się wykład sprzed ponad 40 lat na inaugurację zajęć w Instytucie Dziennikarstwa UW: „Rozpoczynacie dziś Państwo studia - mówił wtedy dziekan - które nie powinny Wam przeszkodzić w zostaniu dobrymi dziennikarzami”.

Wypisz wymaluj sytuacja, w jakiej znalazła się teraz Iga Świątek. Potrzeba obecnie ogromu ciężkiej pracy do wykonania, opiekunów prowadzących przez ten labirynt bez jednego choćby fałszywego kroku, wielkiej pokory wobec losu i jednak łutu szczęścia. Jak najdalej od polityków wszelakiej maści, bo wszyscy oni zawsze chętnie klepią po plecach w przypadku sukcesu i zarazem palcem w bucie nie ruszą, kiedy trzeba faktycznie dopomóc. Będzie odtąd dwa razy trudniej, a nie łatwiej, jednak przy silnej wierze w sukces można pokonać ten spory wciąż dystans do elity. Banalne, lecz od lat niezmienne. Trzymaj się Iga!

Karol Stopa

Dowiedz się więcej na temat: Iga Świątek

Reklama

Reklama

Reklama