Rotacja wsteczna: Grunt to rodzinka

Nazwisko Łukasza Kubota od sześciu tygodni błyszczy na czele rankingu deblistów, od lipca roku ubiegłego Polak nie schodzi poniżej pierwszej czwórki. Są to wyczyny bez mała historyczne i już choćby z tego tytułu gra podwójna powinna być obecnie tematem dyżurnym w naszych mediach.

W rzeczywistości jednak jest tak, jak niemal wszędzie na świecie. Od czasu do czasu suchy wynik, a jedynie przy okazji turniejów największych czasem trafi się okazja, aby poznać bliżej fachowców od gry parami. O tyle to niesprawiedliwe, że wielu z nich to postacie naprawdę atrakcyjne, warte znacznie więcej niż nieśmiertelne „wygrał - przegrał”.

Reklama

W Wielkiej Brytanii nagłaśniano ostatnio sukces dwóch braci. Dla nas też ciekawy, bo dotyczący zawodników z polskimi nazwiskami, świetnie znanych na kortach w Szczecinie. Leworęczny 34-latek Ken Skupski i grający prawą ręką 28-letni Neal Skupski sprawili niespodziankę, wygrywając w Montpellier halowy turniej ATP World Tour 250 „Open Sud de France”. Paradoks ich wyczynu polegał na tym, że rodzinne combo zdobyło pierwszy dopiero taki tytuł, na dodatek występując bez rozstawienia. Wyspiarze od lat mają kilku przynajmniej niezłych deblistów, problem jednak w tym, że nigdy nie wiedzą, który z nich - poza ewentualnie Jamie Murrayem, starszym bratem Andy’ego - może akurat sięgnąć po turniejowy sukces. A tu tymczasem właśnie dwójka z Liverpoolu, raczej odstawiona w tamtejszej federacji na boczny tor, wygrywa francuską imprezę.

Pięć lat temu brytyjscy eksperci dowodzili, że synowie oficera liverpoolskiej policji pójdą w ślady sławnych rodzinnych duetów. Wymieniano bliźniaków z USA, Boba i Mike’a Bryanów, parę nr 1 w historii dyscypliny pod względem skuteczności, ale również Johna i Patricka McEnroe, czy Jamiego i Andy'ego Murrayów. Za młodu Ken z Nealem udanie reprezentowali barwy Palmerston Tennis Club i na 15 ligowych debli wygrali wtedy aż takich 14 pojedynków. Była to podstawa do snucia planów na wspólną przyszłość. Najpierw jednak młodszy z braci poszedł w ślady starszego i na cztery lata wyjechał do Stanów, studiować sportowe zarządzanie i grać w barwach Louisiana State University. Gdy wrócił do domu w wieku 23 lat raz jeszcze zorganizowano naradę rodzinną. Plan był prosty: maksimum wspólnych startów i rok na poprawienie rankingu Neala, aby bracia mogli występować razem w turniejach wielkoszlemowych.

W sezonie 2013 wszystko wskazywało, że świat faktycznie usłyszy za chwilę o dwójce z Mossley Hill. Bracia wygrali najpierw dwa futuresy, od lipca zaczęli kolekcjonować tytuły w challengerach. Włoskie Recanati, hiszpańska Segowia, luksemburski Petange, wreszcie sukces w Pekao Szczecin Open. Zamknęli rok moskiewskim finałem Pucharu Kremla. Ten pierwszy tytuł z imprezy ATP, na jaki musieli potem czekać długie pięć lat, wtedy trzymali już właściwie w ręku. W finale z dwójką Elgin/Istomin przegrali ostatecznie mistrzowski super tie-break 12:14. A później wciąż czegoś tam brakowało. Co sezon dorzucali do kolekcji następne challengerowe zwycięstwa, a w tym roku, na przełomie stycznia i lutego, we francuskim Quimper, odebrali 16-tą już taką nagrodę. Siedem dni później, w Montpellier, rodzinny plan wreszcie częściowo wypalił. Ich notowania w LTA poszły w górę, bo zostali trzecią i czwartą rakietą brytyjskiego debla. Lokatę marzeń w ATP, w połowie setki, zajmuje teraz młodszy Neal. Starszemu, do rekordowej pozycji nr 44 z lipca 2012, na razie jeszcze trochę brak. Z drugiej strony należy pamiętać, że to właśnie Ken w parze z Colinem Flemingiem potrafił w 2009 pokonać braci Bryanów w Queens i że to on dziewięć lat temu wygrywał turnieje ATP w St.Petersburgu i Metz, a przed siedmiu laty w Marsylii.

Podczas ubiegłorocznego Wimbledonu bracia Skupscy sprawili ogromną niespodziankę i dotarli aż do ćwierćfinału. Na tym etapie ich marsz brutalnie zatrzymali późniejsi triumfatorzy, Łukasz Kubot i Marcelo Melo. Po tym spotkaniu żadnych polskich rozmówek nie było, mimo że nazwisko rywali brzmi swojsko. Ani Ken, ani Neal nie posługują się naszym językiem, tak jak robi to inny brytyjski deblista o polskich korzeniach, Dominic Inglot. Podczas pobytu w Szczecinie bracia wspominali, że ich prapradziadek pochodził z okolic Gdańska, lecz nic więcej na ten temat nie wiedzą. Trudno dziś dokładnie przewidzieć, jakie będą dalsze losy tego debla. Gdy 34-letni dziś Ken miał swe najlepsze chwile to Neal jednak odstawał wyraźnie pod względem rankingu i skuteczności gry. Teraz to Neal gra świetnie, a Ken walczy z kontuzjami, albo ma kłopoty z formą. Coraz częściej bywa, że to Neal występuje z innymi partnerami, a Ken wtedy odpoczywa. Pięć miesięcy temu, serdecznie witani przez szefostwo imprezy, obaj znów pojawili się w Szczecinie. Skończyli jednak na I rundzie z parą włosko-portugalską i wielu kibiców nawet nie zauważyło, że mistrzowie z roku 2013 biorą udział w imprezie.

Gra podwójna na korcie przypomina trochę brydż. I tu i tam chodzi przede wszystkim o to, aby się dobrze porozumiewać, budować wspólne mosty. Więzi rodzinne to ważny element tej budowy, lecz nie zawsze i nie wszędzie. „W Moskwie pięć lat temu mieliśmy piłki meczowe, jednak nie udało się wygrać. Teraz też nie było nam łatwo, bo w tie-breaku I seta sukces wisiał na włosku. Pokonaliśmy jednak presję i udało się wreszcie zrzucić tę małpę z grzbietu. Nasi rodzice będą dziś ekstremalnie dumni i szczęśliwi” - te słowa Neala po ostatniej piłce w Montpellier mówią w zasadzie wszystko. Nie ma to, jak rodzinka!

Dowiedz się więcej na temat: Łukasz Kubot

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje