Rotacja wsteczna. Ludzki gest

Kilka dni zostało do BNP Paribas Open, piątej największej na świecie tenisowej imprezy. Jak przed każdym turniejem Wielkiego Szlema, tak dziś przed Indian Wells temat dyżurny ma związek przede wszystkim z listą startową. Uzasadnione to o tyle, że po raz kolejny w rywalizacji panów będziemy mieli stanowczo zbyt wielu nieobecnych.

Nie przyjadą do Kalifornii giganci: Rafael Nadal i Andy Murray, a wielki znak zapytania wisi przy nazwisku Novaka Djokovica. Zrezygnowali także David Goffin, Joe-Wilfried Tsonga, Richard Gasquet oraz Stan Wawrinka.

Reklama

Jak zwykle w takich sytuacjach każda absencja ma inny powód. Z drugiej strony wszędzie niemal dostrzec można ten sam, wspólny mianownik. Niestety są nim kontuzje, a potem próby wczesnego powrotu na kort. Ostatnia okoliczność dotyczy w szczególności Hiszpana, Serba oraz Szwajcara. Wawrinka po nieudanym starcie w „l’Open 13” w Marsylii, gdzie zagrał ledwie dwanaście gemów z Białorusinem Ilią Iwaszką, a potem operowane siedem miesięcy temu kolano zabolało tak mocno, że ze łzami w oczach musiał opuścić halę, wydał poprzez swoją agencję StarWing Sports specjalne oświadczenie. Czytamy w nim, że jedyną szansę na odbudowanie swej formy fizycznej trzykrotny mistrz imprez wielkoszlemowych dostrzega teraz w ominięciu całej serii gier na kortach twardych w Stanach Zjednoczonych i w ewentualnym powrocie na europejskie korty ziemne. Dla 33-letniego tenisisty są to jednak wyjątkowo złe sygnały, rzucające przy okazji inne światło na niespodziewane rozstanie ze szwedzkim trenerem, Magnusem Normanem.

Aliści Stan Wawrinka zasłużył sobie parę dni temu, aby oświetlić jego sylwetkę silnym punktowym reflektorem także z innego powodu. Dziennikarz gazety „L’Equipe”, Quentin Moynet, wydobył na światło dzienne zakulisowe ciekawostki, dotyczące startu Szwajcara w Marsylii. Wiadomości te są z pierwszej ręki, bo od dyrektora imprezy, znanego przed laty francuskiego tenisisty, Jeana-Francoisa Caujolle'a. Okazało się, że kolano odmówiło Szwajcarowi posłuszeństwa już w I secie, przy wyniku 3-3, a ponieważ ból był identyczny jak przed sierpniowymi operacjami, Stan poddał pojedynek. W trakcie późniejszego spotkania z szefem imprezy najpierw robił wrażenie osoby totalnie załamanej. „Potem rozmawialiśmy już spokojnie, głównie o przyszłości. On mnie wówczas poinformował, że rezygnuje z gwarancji finansowej, jaka mu przysługuje jako gwieździe naszego turnieju. Zażyczył sobie, aby część tych pieniędzy wróciła do kasy l’Open 13, a większość, czyli kwota nieco ponad 50 tys. euro, trafiła do jednej z organizacji, niosących pomoc dzieciom”.

Świętujący swoje 25-lecie turniej w Marsylii nie był dotąd zbyt szczęśliwy dla Szwajcara. W 2008 Stan przegrał trzysetowy bój o ćwierćfinał z rozstawionym wtedy z nr 4 Andy Murray’em. Potem przez dwa lata z rzędu uciekał mu półfinał. W 2015 był turniejową dwójką a przegrał 4-6 w III secie z Ukraińcem Stachowskim. W 2016 grając jako nr 1 uległ 5-7 w trzecim Francuzowi Paire. Po tym szalonym meczu z Benoit, który jest jego bliskim kolegą, Stan przyszedł do dyrektora i oświadczył, że rezygnuje ze startowego, bo uważa, że nie wypełnił postawionego mu zadania. Caujolle jednak tamtej rezygnacji nie przyjął. Z kolei w tym roku sytuacja była inna, trudniejsza dla tenisisty. Kiedy podpisywano z nim umowę Szwajcar był nr 4 list światowych. Potem spadł w rankingu i zgodnie z regulaminem kwota dodatkowa została mu zmniejszona o połowę. W turnieju rozstawiony został z nr 2, a na rezultacie i premii mocno mu zależało, gdyż poza półfinałem w Sofii niczego wielkiego w tym sezonie nie dokonał. W tej sytuacji jego gest nabiera szczególnego, dodatkowego znaczenia.

W profesjonalnym tenisie przez długie lat zwyczaj płacenia graczom tzw. startowego (appearance fee) był rodzajem czynności zakazanej. Potem najpierw w rozgrywkach męskich, a nieco później kobiecych, usankcjonowano ten proceder, wiążąc go z pozycją rankingową uczestników imprezy. Tak czy inaczej, kiedyś niby w tajemnicy pod stołem, teraz jak najbardziej oficjalnie, spora forsa płynie stale w kierunku gwiazd i to bez żadnego związku z wynikami, uzyskanymi w konkretnym turnieju. Z tego co mówią starzy dyrektorzy imprez i co potwierdzają ci młodsi wynika jeden prosty wniosek. Gdy w grę wchodzi odbiór sporych sum, niewielu umie podtrzymać klasę, prezentowaną przez nich na korcie. Krążą historie o podobnych co w przypadku Stana zachowaniach Steffi Graf czy Patricka Raftera. Jeśli idzie o współczesnych to zwykle słyszymy o tym, ile to milionów trzeba mieć ekstra na koncie, aby w ogóle zechcieli się pojawić z rakietą. A zaraz potem, w wywiadach, ci sami wielcy opowiadają nam o swej pasji, o motywacji, albo przeogromnej miłości do tego sportu. O grubych pieniądzach, na jakie potrzeba ostatnio nie portfeli lecz walizek, ci sami nadzwyczajni weterani mówią już o wiele rzadziej.

Karol Stopa

Dowiedz się więcej na temat: rafael nadal | Andy Murray | Novak Djoković | Stan Wawrinka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje