Rotacja wsteczna: Osaka z Osaki

Była dotąd muzą tenisowych fotoreporterów. Reprezentantka Japonii o ciemnym kolorze skóry, z oczami lekko tylko skośnymi, z dziecinną buzią i burzą długich loków, fantastycznie układających się na wietrze. Miała 16 lat i była w piątej setce rankingu, gdy w Stanford 2014 przeszła eliminacje, a potem w I rundzie zmiotła z kortu mistrzynię US Open Australijkę Samanthę Stosur.

Inne rywalki struchlały, bo to niewinnie wyglądające dziewczę wyraźnie trzymało w ręku odbezpieczony granat. Przypominała trochę młodą Serenę Williams. Niebywale szybkie uderzenia z głębi, a już zwłaszcza forehand, do tego serwis powyżej 200 km/godz, wyczyn na miarę umiejętności kilku zaledwie pań w historii dyscypliny. Są dwie opcje przy podobnej demonstracji siły w tak młodym wieku. Albo za moment rodzi się gwiazda, albo dochodzi do kolejnej spektakularnej katastrofy. Bo ten fascynujący styl prowadzi często do ciężkich kontuzji, lub do zagubienia drogi z powodu braku powtarzalności na odpowiednio wysokim poziomie.

Reklama

Naomi Osaka wydawała się dotąd postacią raczej z drugiej grupy. Gubiły ją przerwy spowodowane przez urazy, miała opinię tenisistki bardzo nerwowej, nie potrafiącej zamykać spotkań nawet przy wysokim prowadzeniu. Na Flushing Meadows 2016 prowadziła z Madison Keys w III secie już 5-1, a mimo to odpadła. W ubiegłorocznym US Open była jedną z czterech nastolatek w setce rankingu, oscylującą na poziomie trzecich rund w wielkim szlemie. Do ośmiu wygranych z rywalkami z TOP 25 dorzuciła wtedy pierwszy ważny skalp. Ograła mistrzynię sprzed roku, nr 6 WTA Angelique Kerber. Dwa miesiące później w Hong Kongu kolejna niespodzianka, pokonuje nr 5 WTA Venus Williams.

Ten rok zaczęła spokojnie. W Melbourne po raz pierwszy zagrała o ćwierćfinał, lecz nie dała rady liderce z Rumunii. Po 1/4 Dubaju ze Switoliną, na kortach Indian Wells wybuchł już nie granat, ale bomba. Po kolei siedem wygranych, m.in. z Marią Szarapową, Agnieszką Radwańską, Karoliną Pliszkową, Simoną Halep i w finale z rówieśniczką - Darią Kasatkiną. Historia jak z bajki. W piątej największej imprezie świata pierwszy w karierze tytuł WTA. Od razu skok na próg drugiej dziesiątki rankingu i niemal podwojenie stanu konta. Do tego ten styl.

Tak na dobrą sprawę nie wiadomo, czy jest Japonką, Amerykanką, czy Haitanką. Podobnie jak Mari, starsza o półtora roku siostra, również tenisistka, lecz słabsza, przyszła na świat na wyspie Honsiu, w Osace. Mama Tamaki oraz pochodzący z Haiti ojciec Leonard Francois przenieśli się z Japonii do Stanów, kiedy Naomi miała 3 latka. Rodzina osiadła pod Nowym Jorkiem, na Long Island, a potem bazą stała się Floryda, głównie Fort Lauderdale. Tenis to był pomysł taty, który za młodu trochę ten sport uprawiał. Dziewczynkom wyprawy na kort raczej się nie podobały, bo one żyły w świecie gier komputerowych.

Wzorem Richarda Williamsa pan Francois umieścił swe córki w akademii finalisty Roland Garros’76, Harolda Solomona, a sam podglądał jego metody pracy i prowadził negocjacje z USTA. Kiedy się zorientował, na jakie wsparcie finansowe może liczyć, wybrał ofertę federacji japońskiej. Podwójne obywatelstwo córek ułatwiło kwestie formalne. Nieco gorzej było z codzienną praktyką, bo jeszcze rok temu Naomi rozumiała język japoński i dobrze się w tym kraju czuła, lecz z porozumieniem miała kłopot. Do tego była typowym dzieckiem internetu, z niezrozumiałym w Japonii poczuciem humoru oraz kłopotami przy wypowiadaniu najprostszych nawet zdań. Kto słuchał jej przemówienia po kalifornijskim sukcesie wie, że to wciąż osoba lepiej posługująca się rakietą niż własnym językiem.

Bardzo możliwe, że nie byłoby sensacyjnego tytułu w Indian Wells, albo może trzeba by dłużej na niego czekać, gdyby nie 33-letni Aleksandar (Sasza) Bajin. Serb urodzony w Niemczech, który swą karierę zakończył na poziomie małych imprez ITF, a potem udzielał się jako sparring partner. Kręcił się przy Jelenie Dokic, przez Serenę Williams traktowany był prawie jak członek rodziny, ćwiczył ostro z Wiktorią Azarenką, przyłożył rękę do powrotu Karoliny Woźniackiej i do jej ważnego tytułu w Singapurze. Cztery miesiące temu nieoczekiwanie rozstał się z Woźniackimi i postanowił, że rolę pomocnika zamieni na posadę głównego szkoleniowca.

Naomi przyjęła jego warunki, zgodziła się też wykonać katorżniczą pracę treningową, jaką jej narzucił. Ćwiczyli tak ostro, że dziewczyna - co widać na dostępnych w internecie zdjęciach - nieomal mdlała na korcie. Teraz okazało się, że efekty takich akcji mogą być nadzwyczajne. Osaka przestała grać nerwowo i spieszyć się z uderzeniami kończącymi. Zabronił jej rozpamiętywania piłek przegranych i nakazał koncentrowanie tylko na tym, co ma nastąpić za chwilę. Jego doświadczenie zebrane u największych postaci plus oparcie gry na zdecydowanej poprawie kondycji i motoryki przyniosło natychmiastowe efekty.

Jeśli nic nie zakłóci planu Serba, należy się spodziewać następnych wielkich wyników Japonki oraz jej zdecydowanej progresji rankingowej. Pozycje Ai Sugiyamy (nr 8 w 2004) czy Kimiko Date (nr 4 w 1995) mogą się wkrótce nie obronić. W kobiecym tenisie, w odróżnieniu od męskiego, rewolucja już rozbija barykady, a młode szaleją jak nigdy. Atakuje mocno szczególnie rocznik 1997. Belinda Bencic była w 1/4 finału US Open’14, a rok potem wygrała Toronto. Ana Konjuh dwa lata temu zagrała w Nowym Jorku o półfinał. Jelena Ostapenko rok temu podbiła Roland Garros. Teraz fascynowały nas finalistki Indian Wells, Naomi Osaka i Daria Kasatkina. A przecież w wielkich turniejach do głosu coraz częściej dochodzą jeszcze młodsze…

Karol Stopa

Dowiedz się więcej na temat: Naomi Osaka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama