Rotacja wsteczna: Rafa czy Sasza?

Rafael Nadal, niekoronowany król kortów ziemnych, poległ na ceglanej mączce w Madrycie. Przez dwa sety ćwierćfinału 31-letni obrońca tytułu sprawiał wrażenie osoby odłączonej nagle od prądu. Z oddali wyglądało też, jakby przegrywał z samym sobą, bo Austriak Thiem posyłał mu pod linię końcową wysokie piłki ze skrajnie silną rotacją, a Hiszpan nie miał siły, by jeszcze ostrzej na nie odpowiadać.

Rafael Nadal, niekoronowany król kortów ziemnych, poległ na ceglanej mączce w Madrycie. Przez dwa sety ćwierćfinału 31-letni obrońca tytułu sprawiał wrażenie osoby odłączonej nagle od prądu. Z oddali wyglądało też, jakby przegrywał z samym sobą, bo Austriak Thiem posyłał mu pod linię końcową bardzo wysokie piłki ze skrajnie silną rotacją, a Hiszpan nie miał siły, by jeszcze ostrzej na nie odpowiadać.

Reklama

Rywal, zniszczony trzy tygodnie wcześniej na tym etapie w Monte Carlo, teraz wziął srogi rewanż, potem przeskoczył w półfinale Andersona z RPA, by finał zawalić na całej linii. Mistrzem imprezy został 21-letni Alexander Zverev. Dla jednych spora niespodzianka, dla innych wręcz oczywistość, coś co musiało w końcu nastąpić.

Madryt i jego architektoniczny koszmar, Caja Magica, słynie z paradoksów. Przyzwyczailiśmy się, że niemal co roku właściciel imprezy, Ion Tiriac, szokuje nas a to niebieskim kolorem kortów, a to przykuwającymi wzrok modelkami podającymi piłki na centralnym, a to czymś jeszcze. Wysokość położenia hiszpańskiej stolicy plus permanentnie słaba jakość tamtejszej nawierzchni sprawia, że wiele gwiazd za turniejem nie przepada. Nie zmienia to faktu, że od 2009, gdy impreza przeniosła się na clay, jej zwycięzcy osiągali za moment w Paryżu przynajmniej półfinały. Trzeba pamiętać, że rzymskie Foro Italico to jest jednak wyraźne zwolnienie szybkości odbijanej piłki, z kolei Roland Garros, leżący 632 metry poniżej poziomu Caja Magica, dla osób z uderzeniem kończącym znaczy jeszcze większe kłopoty na przełomie maja i czerwca.

Młody Niemiec, trzeci tenisista listy światowej, postrzegany jako wręcz 100-procentowy kandydat do pozycji lidera, niewątpliwie należy do grupy mocno bijących. Madryt, po Rzymie i Montrealu w roku ubiegłym, to jego trzeci tytuł z grupy ATP Masters 1000. Sasza przeszedł przez hiszpańską imprezę w stylu imponującym, bo wygrał komplet, czyli 48 gemów serwisowych, a rywale tylko raz(!) mieli okazję, aby go przełamać. Co chyba jeszcze ważniejsze Zverev na linii końcowej non-stop uderzał wszystkie piłki bardzo agresywnie. Jak opowiadał spędza teraz codziennie po trzy godziny w sali gimnastycznej, a Jez Green, dawny trener Murraya, pilnuje, aby jego muskulatura uległa poprawie. „Tych moich mięśni na razie wciążjeszcze nie widać, ale poczekajcie trochę...” - mówił z uśmiechem do dziennikarzy. W największych imprezach cyklu Alexander dołączył już do wielkiej czwórki i jest tam piątym aktywnym z tytułami na koncie. Zdecydowanie gorzej idzie mu w wielkim szlemie, gdzie nie osiągnął nawet ćwierćfinału. Jego szczytowy wyczyn to na razie 1/8 Wimbledonu 2017.

Na pytanie, czy po takim sukcesie Zverev jest dziś jednym z faworytów do wygrania Roland Garros trudno o precyzyjną odpowiedź. Rok temu Sasza po tytule w Rzymie w Paryżu zaliczył wpadkę. A potem powtórzył ten układ, gdy kanadyjski triumf nie przełożył mu się na dobry wynik w Nowym Jorku. Zarówno on, jak i wspomniany Thiem, czy kilku jeszcze innych młodych z rakietami, którzy dali ostatnio o sobie znać (Shapovalov, Edmund, Tsitsipas, Coric, Tiafoe, Chung) to tenisiści krok po kroku zbliżający się do swych szczytowych osiągnięć, a jednocześnie wciąż charakteryzujący się brakiem tak istotnej w tym sporcie powtarzalności. Każdy z wymienionych, plus pewnie ktoś tam jeszcze spoza tego grona, może wypalić w pojedynczym spotkaniu i jednocześnie każdemu z nich wciąż brakuje konsekwencji w trakcie wielkich turniejowych marszrut.

Dla odmiany ten właśnie atut, a więc nie schodzenie poniżej bardzo wysokiego poziomu, wyróżnia mistrzów takich jak np. Rafa Nadal. Na konferencji w Rzymie Hiszpan powiedział dziennikarzom, że wie, dlaczego przegrał w Madrycie, lecz teraz nie zamierza się tym przejmować, bo jego cel to obecnie ósmy tytuł Internazionali BNL d’Italia, pierwszy od roku 2013. Porażka z Thiemem jest zaskoczeniem i łakomym kąskiem dla statystyków, czy szukających sensacji mediów. Gdy jednak spojrzeć w szerszej perspektywie to faktycznie nic ważnego się nie stało. Hiszpan na ziemi zdobył dotąd 55 ze swych 77 tytułów, a wygrałtam 406 z 442 pojedynków, czyli porażki doznawał mniej więcej w co dziewiątym. Jedenaście razy został mistrzem Monte Carlo i jedenaście Barcelony. Madrytu chwilowo do tej szczytnej listy nie dopisał, za to Roland Garros w dalszym ciągu wydaje się kandydaturą wielce prawdopodobną. W Hiszpanii Nadal zapisał na swym koncie 50 set z rzędu wygrany na clayu i przeskoczył przy okazji Johna McEnroe. Wyczyn przyjęto dość emocjonalnie, lecz sam zawodnik podszedł do sprawy chłodno: „Rekordami się nie interesuję. W tym sporcie nie ma czasu na takie zabawy, podobnie jak na myślenie o porażkach. Za tydzień trafi mi się kolejna okazja, potem kolejna. I ważny będzie zawsze tylko zwycięzca”.

Mimo upływu lat kibice i eksperci wciąż są pod wrażeniem niesamowitej skuteczności Hiszpana na kortach ceglanych. Wielu z nich, patrząc na jego wyczyny, porównuje je do pracy zaprogramowanej maszyny, która nieuchronnie i metodycznie niszczy na korcie kolejnych rywali. Z tego, co się stało w Madrycie wynika, że niezawodna dotąd maszyneria chyba zaczęła się przegrzewać i to dlatego zawodzi właściciela. Może należałoby pomyśleć o małym przestoju, albo innym planie robót. Rafa od początku kariery kroczy tą samą turniejową ścieżką i wyraźnie nie chce jej zmieniać. Starszy o 5 lat Federer ten etap kariery ma z kolei za sobą, bo wyciągnął odpowiednie wnioski, omija całe cykle i celuje dziś już tylko w wybrane przez siebie turnieje największe. Nadal dalej chce łapać za ogon wszystkie sroki. Bez odpowiednich korekt jednak takich spotkań jak w Madrycie z Thiemem może mu się za chwilę przydarzyć więcej.

Dowiedz się więcej na temat: rafael nadal

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje