Rotacja wsteczna: Ręcznik, Janie!

Najpierw było chyba lekkie zaskoczenie. No i nerwowe ruchy, typowe dla osób, które właśnie sobie przypomniały o jakimś przeoczeniu czy zgubie. Gracze w większości przypadków zawracali karnie do narożnika, choć zapamiętano też rezygnację z podobnego marszu. Nieoczekiwanie to ręczniki wystąpiły w tym roku w Mediolanie w roli nowinki „Next Gen ATP Finals”.

Podczas pierwszych konferencji prasowych zachwytów wśród młodych tenisistów nie było. Prędzej brak zrozumienia, albo wzruszenie ramionami, sygnalizujące obojętność. „Przecież to robota dla podających piłki, nie dla nas” - stwierdził krótko Grek, Stefanos Tsitsipas.

Reklama

Nieco później rozwinął swą myśl w sposób wręcz miażdżący dla pomysłu władz ATP: „Kompletnie nie podoba mi się to rozwiązanie, bo nakazuje na korcie wciąż pamiętać o tym ręczniku. Muszę za każdym razem maszerować w jego kierunku, potem go zabrać ze sobą na przerwę. Kiedy w turnieju gram ważny pojedynek nie chcę mieć na głowie tego typu spraw. Gdy potrzebuję to wyciągam rękę i ręcznik zaraz ktoś mi poda. A w tym przypadku powstaje dla mnie dodatkowe obciążenie”. Jakby dla przeciwwagi czytamy, że sternik ATP, Chris Kermode mówi na łamach „The Daily Telegraph”:

- Nigdy nie byłem entuzjastą wyręczania się dziećmi podającymi piłki przy podawaniu ręczników. Uważam, że kreowało to na korcie relacje przypominające układ pomiędzy panem a służącym. No i wyglądało wręcz nieciekawie.

Opinie patrzących z boku są jednoznaczne. W odróżnieniu od takich dyscyplin jak badminton, tenis stołowy czy squash, w znanym z dżentelmeńskich tradycji tenisie ludzie przestali się kontrolować i kultywują rytuały mocno odbiegające od świetlanych wzorów. Zawodnicy wnoszą na kort naręcza ręczników, wycierają się nimi, plują lub smarczą, po czym wręczają dzieciom podającym piłki. „Obrzydliwość - mówi Jim Courier - nigdy bym nie pozwolił, aby syn czy córka wzięli do ręki coś takiego. Szkoda, że tego dżinna nie da się już wepchnąć z powrotem do butelki”. Starzy australijscy mistrzowie, John Newcombe czy Fred Stolle nie potrafią zrozumieć zwłaszcza maniery sięgania po ręcznik dosłownie po każdej odbitej piłce i to czasem już na początku gry. Potwierdzają to młodsi, Stefan Edberg czy deblista Mike Bryan. „Pociłem się na korcie obficie, lecz grałem dosyć szybko, dużo biegałem do siatki i wystarczył mi ręcznik w przerwie. Dziś tenis jest inny, wymiany stały się dłuższe, czasem te kłopoty z potem zalewającym oczy można zrozumieć. Naturalnie nie dotyczy to wszystkich sytuacji” - tłumaczy słynny Szwed.

Sytuacja z łazienkowym rytuałem stała się kłopotliwa. Z jednej strony trudno o powrót do czasów uwiecznionych na pożółkłych taśmach filmowych, gdy w finale Wimbledonu zawodnicy stoją a nie siedzą i tylko wtedy zdarza im się korzystać z ręcznika. Z drugiej coś jednak trzeba zrobić z modą uruchomioną przez Grega Rusedskiego, potem wzmocnioną przez prekursora stylu „ręcznik po każdym punkcie” Andy'ego Roddicka, w końcu ustawioną na piedestale przez faktycznie skąpanego we własnym pocie i wychodzącego do gry z naręczem ręczników Rafę Nadala. Mediolan to pierwszy test rozwiązania polegającego na tym, że grający sięga po ręcznik wyłącznie sam. Wycierać może się kiedy i jak chce, byle tylko zmieścić się w starannie mierzonych 25 sekundach między piłkami. Początkowo miały tam być wieszaki na końcu kortu, stanęło na pudełkach po lewej i po prawej od linii końcowej. Organizatorom zapewne chodziło o względy bezpieczeństwa, jako że wieszak na osi kortu, nawet kilka metrów za polem gry, to nie jest jednak rozwiązanie zbyt rozsądne.

Problem wciąż czeka na rozwiązanie i nabrzmiewa, a gracze wobec podających piłki robią się coraz to bardziej radykalni. Głośny był niedawny incydent z udziałem 34-latka Fernanda Verdasco, który podczas Shenzen Open zrugał małego Chińczyka za to, że ten się zagapił i zwlekał z podaniem ręcznika. W Pekinie 20-letnia Aryna Sabałenka nie mogła się doczekać odbioru pustej plastikowej butelki więc demonstracyjnie rzuciła ją na kort. Zapanował dziś w tenisie iście wielkopański styl. Spektakularne rzucanie ręcznikiem za plecy bez patrzenia, czy jest tam odbiorca przesyłki, urocze noszenie ręcznika w zębach i od czasu do czasu łajanie pomocniczego personelu. Zjawisko nasila się od lat, nie ma znaczenia, czy chodzi o starsze, czy młodsze pokolenie grających. Ci najmłodsi długo traktowali swą pracę jak wielki przywilej i nie tak znów częstą okazję bycia blisko gwiazd. Dziś środowisko to mówi coraz częściej o zagrożeniach i np. o potrzebie gumowych rękawiczek, takich jakie używa personel szpitalny. Ludzki pot, ślina czy krew to nie są żarty. Bezpośredniego kontaktu z nimi bezwzględnie należy unikać.

Karol Stopa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje