US Open. Radwańska: Może w tym roku turniej będzie szczęśliwszy

Agnieszka Radwańska rozpocznie kolejną próbę podbicia Nowego Jorku. Polka w 1. rundzie US Open spotka się z Chorwatką Petrą Martić. "Być może ten rok będzie dla mnie szczęśliwszy" - powiedziała tenisistka, która nigdy nie osiągnęła tam nawet 1/4 finału.

Do US Open przygotowywała się pani poprzez turnieje amerykańskie, m.in. w New Haven, gdzie dotarła pani do półfinału. Czy taki wynik można odebrać w kategorii sukcesu?

Reklama

Agnieszka Radwańska: - Myślę, że tak, choć na pewno szkoda, że nie udało mi się obronić tytułu wywalczonego przed rokiem. Rozegrałam jednak trzy dobre mecze. Wszystkie były zacięte, a o ich losach decydowały detale. Taki jest tenis, że jedna piłka znaczy wiele i może "odkręcić" cały mecz. W dwóch byłam w stanie pokonać swoje rywalki. Po raz czwarty ograłam Kanadyjkę Eugenie Bouchard. Cieszy mnie też udany rewanż na Chince Shuai Peng, z którą nie wygrałam od 2011 roku. W spotkaniu z reprezentującą Australię Darią Gavrilovą, która potem wygrała cały turniej, do pełni szczęścia też niewiele zabrakło.

W Connecticut Open była pani najwyżej rozstawiona. Tworzyło to dodatkową presję czy mobilizowało?

- I to i to. Lubię grać z "jedynką", bo to świadczy o dobrym miejscu w rankingu, o przynależności do światowej czołówki. Przywilejem związanym z najwyższym rozstawieniem było granie w wieczornych sesjach na głównym korcie, gdy nie musiałam zmagać się z dużą wilgotnością powietrza czy upałami. Późniejsza pora sprawiła też, że na stadion mogli dotrzeć polscy kibice, co było widoczne poprzez biało-czerwone flagi wywieszone na trybunach. Naprawdę czułam sympatię i wsparcie kibiców.

Pod względem sportowym prezentowała się pani dobrze, ale pod względem mody rewelacyjnie. Kto dba o detale związane z pani ubiorem?

- Od lat współpracuję z firmą, która produkuje coraz lepsze kolekcje. W zasadzie nie muszę do nich nic dodawać ani odejmować. Na cały amerykański cykl imprez poprzedzających US Open zabrałam jedną sukienkę w dwóch kolorach: grafit i jasny fiolecik. W Nowym Jorku pokażę się w zupełnie innym, nowym stroju. Mogę zdradzić, że będzie on kwiecisty.

Czy lubi pani przyjeżdżać do Ameryki? Co podoba się pani podczas pobytu w USA?

- Na pewno nie można tutaj narzekać na pogodę, bo jest zawsze ciepło. Lubię wieczorami połazić po miastach, spróbować lokalnych lodów i gastronomii. Dla przykładu w Cincinnati miałam okazję skosztowania dań w ulubionej restauracji. Były naprawdę smaczne. A Nowy Jork to, jak wiadomo, dobra okazja do zakupów.

W US Open jest pani rozstawiona z "dziesiątką". Jeszcze nigdy nie udało się pani jednak w tej imprezie odnieść sukcesu i dotrzeć choćby do ćwierćfinału. Dlaczego?

- Nie mam pojęcia, co ma na to wpływ. W Nowym Jorku zawsze mi się ciężko gra, ale tak to już jest w tenisie, że komuś pasuje bardziej ten turniej, a innym mniej. Dotychczas nigdy nie czułam się tam komfortowo. Towarzyszyły temu słabsze wyniki, choć zawsze staram się dojść choćby do "ósemki". Być może 2017 rok będzie szczęśliwy. Może z dwoma pierścionkami na palcu pójdzie mi łatwiej w tym sezonie. 

Czy małżeństwo zmieniło coś w pani życiu?

- Poza tym dodatkowym pierścionkiem nic a nic. Jestem szczęśliwą mężatką, ale zarówno dla mnie, jak i Dawida tenis jest priorytetem. Wszystko podporządkowane jest mojej karierze.

Nawet macierzyństwo?

- Nawet ono. Nie planuję przerywać kariery. Bycie mamą musi poczekać, aż skończę z zawodowym tenisem.

W "Top 100" jest obecnie aż 17 zawodniczek mających co najmniej 30 lat, które ani myślą o emeryturze. Największą furorę robi chyba Amerykanka Venus Williams.

- Tak, Venus to fenomen, bo takie rzeczy się nie zdarzają. Nawet w męskim tenisie, gdzie wiek 32-33 lata oznacza w większości przypadków spadek formy i schyłek kariery. Wyjątkiem jest Szwajcar Roger Federer, który też jest ewenementem. Dla nas, tenisistów, każdy kolejny upływający rok ma ogromne znaczenie i wpływ na formę. Dlatego wszyscy są szalenie zaskoczeni, że Venus nie tylko wciąż gra, ale prezentuje chyba swój najlepszy tenis. Świetnie, że chce grać, że wciąż organizm jej na to pozwala.

Czy mimo braku zwycięstw w Wielkim Szlemie czuje się pani spełniona?

- Wiadomo, że każda z nas marzy o wygraniu choćby jednego turnieju wielkoszlemowego. Ale ja nie mogę narzekać na moją karierę, na moje osiągnięcia. Uzbierałam 20 tytułów, w tym triumf w WTA Finals. W ciągu ostatnich 10 lat prawie cały czas plasowałam się w czołowej dziesiątce. Dlatego - mimo iż dalej walczę o to, czego nie udało mi się jeszcze dokonać - czuję się jak najbardziej spełniona. Uważam, że w światowym tenisie dokonałam wiele.

Rozmawiał Tomasz Moczerniuk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje