​Wimbledon 2015. Jerzy Janowicz: Miałem słabszy dzień, zdarza się

Jarzy Janowicz przegrał w poniedziałek z tureckim tenisistą Marcelem Ilhanem 6:7 (4-7), 4:6, 7:6 (7-4), 3:6 w pierwszej rundzie 129. edycji wielkoszlemowego turnieju na trawiastych kortach w Wimbledonie. Po meczu łodzianin nie szukał usprawiedliwienia dla porażki, stwierdził, że miał po prostu słabszy dzień.

- Grał bardzo dobrze, płasko i trafiał, serwował w punkt, więc nie było łatwo. Ja miałem dzisiaj słabszy dzień. Zdarza się, nawet najlepszym zdarzało się przegrywać tu w pierwszej rundzie. Teoretycznie nie grałem źle, może tylko mój serwis nie był dzisiaj taki, jak powinien. Cóż, czasem tak bywa. Nie ma co się załamywać. Będą kolejne turnieje i o nich muszę teraz myśleć - powiedział po meczu Janowicz, obecnie 47. w rankingu ATP World Tour.    

Reklama

W pierwszej partii nie doszło do żadnych przełamań serwisów, więc jej losy rozstrzygnęły się w tie-breaku. Polak dobrze go rozpoczął, bowiem objął prowadzenie 3-0. Jednak po dłuższej chwili zrobiło się 3-5,  a następnie 4-6 i nie zdołał obronić pierwszego setbola.

Drugi set przyniósł trzy przełamania, ale dwukrotnie swoje podanie stracił Janowicz i przegrał go 4:6. W trzecim znów doszło do tie-breaka, którego tym razem na swoją korzyść rozstrzygnął Polak, choć przegrywał w nim już 2-4. Od tego momentu wygrał pięć kolejnych piłek. Jednak zaraz po tym zrywie przegrał trzy pierwsze gemy czwartej partii i nie zdołał odrobić straty "breaka". Obronił dwa meczbole, ale przy trzecim był bezradny przy wygrywających forhendzie Turka po linii.

Ten mecz miał być rozegrany początkowo jako ostatni na korcie numer 15, ale tam gry się mocno przedłużyły. W tej sytuacji organizatorzy przesunęli pojedynek Polaka na kort numer pięć. Kolejny start łodzianin planuje w dniach 17-19 lipca podczas spotkania Pucharu Davisa z Ukrainą w szczecińskiej hali Azoty Arena.

W pierwszym dniu Wimbledonu, przed Janowiczem, na kort wyszła Urszula Radwańska, która w ciągu godziny uporała się z Amerykanką Ediną Gallovits-Hall 6:2, 6:1. W drugiej rundzie krakowianka spotka się w środę z Australijką Samanthą Stosur, rozstawioną z numerem 22.

- Chociaż nigdy nie grałam ze Stosur, to wiem, jak gra. Nieraz widziałam w telewizji czy na żywo jej mecze. Niczym mnie więc nie zaskoczy. To ona jest faworytką, a nie ja, więc powinna się mnie bać. Jestem w dobrej formie, jestem dobrze przygotowana, no i nie będę miała nic do stracenia - zapowiada młodsza z sióstr Radwańskich.

We wtorek wystąpią dwie polskie tenisistki. Agnieszka Radwańska (nr 13), która w ubiegłym tygodniu dotarła do finału turnieju WTA Tour w Eastbourne, spotka się z Czeszką Lucie Hradecką w drugim meczu na korcie numer 12.

- Nie można wykluczyć, że pięć intensywnych meczów w ciągu tygodnia zostawiło jakiś ślad. Ale z drugiej strony dobrze, że te pięć meczów rozegrała, bo w ostatnim okresie brakowało takiej serii. Ale generalnie Agnieszka jest zdrowa i nie ma żadnych kontuzji - powiedział trener Polki, Tomasz Wiktorowski. - Nie chcę gdybać w tej chwili, co będzie w jutrzejszym meczu. Na pewno, jeśli Hradecka trafia, to jest bardzo niebezpieczna.

We wtorek zagra też Magda Linette - z Japonką Kurumi Narą o godzinie 11.30 na korcie numer osiem.

Z Londynu: Tomasz Dobiecki

Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Janowicz | Wimbledon

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje