Wimbledon 2015. Łukasz Kubot: Czeka mnie poważna rozmowa z moim sztabem

Łukasz Kubot w drugim z rzędu turnieju na trawie występuje w parze z Białorusinem Maksem Mirnym. Debel ten awansował w środę do drugiej rundy wielkoszlemowego Wimbledonu, pokonując francuski duet Adrian Mannarino i Lucas Puille 7:5, 6:4, 6:3.

- Maks jest absolutnym profesjonalistą, nigdy u swoich partnerów nie spotkałem się z takim podejściem do pracy i tenisa jak u niego. Ciężko przepracowaliśmy ostatnie 10 dni, więc miałem okazję go poznać bliżej. On świetnie organizuje czas konieczny na przygotowanie do treningów, wyżywienie, rozciąganie, rozgrzewkę, no i ma niesamowicie dużo pozytywnej energii. W sumie przypomina mi mnie samego - powiedział po meczu Kubot.

Reklama

Przed przyjazdem do Londynu polsko-białoruski debel dotarł do półfinału turnieju ATP w Nottingham. Przegrał w nim pechowo 10-12 w super tie-breaku z Urugwajczykiem Pablo Cuevasem i Hiszpanem Davidem Marrero.

- Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że zaraz po kontuzji i operacji dotrę do finału w s-Hertogenbosh i półfinału w Nottingham, to wziąłbym takie wyniki w ciemno. Nie spodziewałem się, że tak dobrze mi pójdzie zaraz po powrocie. Na razie jednak nie myślę o tym, żeby się skupić tylko na deblu. Przez całą karierę łączyłem grę w singlu i deblu z powodzeniem i chciałbym jeszcze próbować - powiedział Kubot.

- Oczywiście nie będzie łatwo, bo zaraz po Wimbledonie stracę punkty za ubiegłoroczną trzecią rundę i spadnę poza pierwszą 500-tkę w rankingu, więc pewnie pod koniec roku będę zmuszony postawić na debla, ale zobaczymy. Po Wimbledonie czeka mnie też poważna rozmowa z moim sztabem trenerskim. Od pięciu lat obowiązuje nas umowa dżentelmeńska i zgodnie z nią współpracujemy, ale będzie trzeba usiąść razem i zastanowić się co dalej - dodał.

Z tak niskim rankingiem Kubot będzie musiał startować w eliminacjach turniejów ATP World Tour, ale i w tym przypadku może nie w każdym znaleźć miejsce w drabince kwalifikacji. W deblu jest obecnie 48. na świecie, co zmusza go do poszukiwania partnerów z bardzo wysokim rankingiem.

- Zobaczymy co się uda mnie i Maksowi zdziałać w Wimbledonie, bo na razie mój ranking też nie zawsze daje mi miejsce w głównych drabinkach. Po Londynie będzie Puchar Davisa w Szczecinie, bo oddałem się w pełni do dyspozycji kapitana Radka Szymanika, a potem chciałem zagrać w Baastad i Hamburgu, gdzie zgłosiłem się z Francuzem Jeremym Chardym. Ale wszystko się okaże się pewnie tuż przed - uważa Kubot.  

W drugiej rundzie rywalami Polaka i Białorusina będą rozstawieni z numerem szóstym Hiszpanie Marcel Granollers i Marc Lopez, którzy we wtorek w pięciosetowym maratonie (wygrali decydująca partię 15:13) wyeliminowali Mateusza Kowalczyka i Słowaka Igora Zelenaya, broniąc po drodze dwa meczbole.

- Szkoda Mateusza i Igora, bo każdemu z nich przydałoby się zwycięstwo w tym meczu. Dodałoby im wiatru w żagle. Ale niestety im się nie udało. Granollers i Lopez to mocny debel, który przecież wygrał ATP World Tour Finals w Londynie, ale ja i Maks wiemy czego możemy się po nich spodziewać. Na pewno będą grać głównie z dala od siatki i choć na trawie piłka odbija się niższym kozłem, to na pewno nie unikniemy też wielu dłuższych wymian - powiedział Kubot, który w Londynie zgłosił się także do gry mieszanej.

- Po raz pierwszy od kilku lat nie gram w Wimbledonie w singlu i deblu jednocześnie. Tym razem więc będzie coś nowego, bo zagram debla i miksta. Wystąpię z Andreą Hlavackovą, dobrą czeską zawodniczką, która ma za sobą duże deblowe osiągnięcia z Lucie Hradecką, partnerką Marcina Matkowskiego. Tak jakoś wyszło, że stworzyliśmy tutaj dwa polsko-czeskie teamy. Może być dość ciekawie - dodał.

W czwartek o awans do trzeciej rundy będzie walczyć ostatnia Polka w drabince singlowej - Agnieszka Radwańska. Krakowianka, rozstawiona z numerem 13., spotka się w drugim meczu na korcie numer 2. z pochodzącą z Zagrzebia, ale od niedawna reprezentującą Australię, Alją Tomljanović.

- Pamiętam, jak przegrałam z nią przed rokiem w trzeciej rundzie Roland Garros i mam nadzieję, że ten mecz będzie zupełnie inny, od tamtego w Paryżu - twierdzi Radwańska.

Swoje pierwsze mecze w grze podwójnej rozegra tego dnia trójka Polaków. Jako pierwszy, o godzinie 11.30, na kort numer 10. Wyjdzie Mariusz Fyrstenberg z Meksykaninem Santiago Gonzalezem. Ich rywalami będą Radu Albot z Mołdawii i Michaił Kukuszkin z Kazachstanu.

W trzecim pojedynku na korcie nr 6. Wystąpią Magda Linette i Mandy Minella z Luksemburga zagrają przeciwko rozstawionemu z czwórką duetowi węgiersko-francuskiemu Timea Babos i Kristina Mladenovic.

Również pod koniec dnia start w Wimbledonie rozpocznie na korcie nr 16. Marcin Matkowski, razem z serbskim partnerem Nenadem Zimonjiciem. Rozstawiony z siódemką debel spotka się z Brytyjczykami Kenem i Nealem Skupskimi.

Z Londynu Tomasz Dobiecki


Dowiedz się więcej na temat: Łukasz Kubot | Wimbledon

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje