Wimbledon 2015. Trzeci dzień bez sensacyjnych wyników poza jednym wyjątkiem

Trzeci dzień wielkoszlemowego turnieju na trawiastych kortach w Wimbledonie nie przyniósł sensacyjnych wyników poza jednym wyjątkiem. Rozstawiona z numerem siódmym Ana Ivanović została wyeliminowana już w drugiej rundzie przed dużo niżej notowaną Amerykankę Bethanie Mattek-Sands. Swoje aspiracje do mistrzostwa potwierdzili m.in. Serb Novak Djoković, Rosjanka Maria Szarapowa i Amerykanka Serena Williams.

Przed meczem Djokovica w drugiej rundzie można było się spodziewać trochę trudniejszej przeprawy, bowiem po drugiej stronie siatki stanął waleczny Fin Jarkko Nieminen, który lubi w Wielkim Szlemie rozgrywać pięciosetowe mecze.

Reklama

Jednak lider rankingu ATP World Tour nie pozwolił sobie nawet na jedną chwilę słabości i wygrał pojedynek 6:4, 6:2, 6:3.

- Jak oceniłbym swoją grę w 10-punktowej skali? Cóż, w okolicach 7 lub 8. Dobre przygotowanie, które wystarczyło do zwycięstwa bez straty seta. Na pewno nie mam powodów do narzekania, bo w Wielkim Szlemie ważne jest, żeby w pierwszych rundach tracić jak najmniej sił. Wiadomo, że najcięższe mecze dopiero przede mną - powiedział Djoković.

W 1/16 finału na drodze Serba stanie Australijczyk Bernard Tomic (nr 27.).

Z powodu kontuzji z turnieju wycofał się Japończyk Kei Nishikori (nr 5.), oddając walkowerem mecz z Kolumbijczykiem Santiago Giraldo.

Pewne zwycięstwo odniosła za to Szarapowa (nr 4.), pokonując Holenderkę Richel Hogenkamp 6:3, 6:1. W ślady Rosjanki poszedł jej narzeczony Bułgar Grigor Dimitrow wygrywając z Amerykaninem Stevem Johnsonem 7:6 (10-8), 6:2, 7:6 (7-2). Problemów z awansem nie miała Amerykanka Serena Williams, która w godzinę rozprawiła się z Węgierką Timeą Babos 6:4, 6:1. Niespodziewanie za burtą znalazła się natomiast Serbka Ana Ivanović. Turniejowa "siódemka" przegrała z zajmującą 158. miejsce w rankingu Amerykanką Bethanie Mattek-Sands 3:6, 4:6.

Z londyńską imprezą pożegnała się w drugiej rundzie Urszula Radwańska, która przegrała z Australijką Samanthą Stosur (nr 23.) 3:6, 4:6. Mecz trwał 81 minut, a krakowianka potwierdziła swoją grą i determinacją, że jej powrót do czołówki rankingu WTA Tour powinien nastąpić szybko.

- Wejście do pierwszej setki rankingu WTA Tour nie jest moim ostatecznym celem. Tak naprawdę z moim trenerem Maćkiem Domką założyliśmy na ten sezon awans do czołowej 50-tki. Ciężko pracujemy od października nad poprawą gry, nad moim serwisem i to zaczyna przynosić skutki. Przeszłam też na dietę bezglutenową, która pomogła mi zwalczyć spadki energii podczas meczów, które wcześniej mi się zdarzały dość często. Teraz ich nie mam, więc chyba to działa - uważa Urszula.

W środę o awans do trzeciej rundy będzie za to walczyć starsza z sióstr Radwańskich - Agnieszka, rozstawiona z numerem 13. w drabince. Rywalką krakowianki, byłej wiceliderki rankingu WTA Tour i finalistki Wimbledonu 2012, będzie pochodząca z Zagrzebia, ale od niedawna reprezentująca barwy Australii - Ajla Tomljanović.

Jeszcze jako Chorwatka pokonała przed rokiem Polkę w trzeciej rundzie wielkoszlemowego turnieju na kortach ziemnych im. Rolanda Garrosa w Paryżu.

Łukasz Kubot ma już za sobą pierwszy mecz w 129. już edycji Wimbledonu. Polski tenisista występuje w Londynie z jednym z czołowych deblistów świata - Białorusinem Maksem Mirnym. W pierwszej rundzie pokonali w środę po południu francuski duet Adrian Mannarino i Lucas Puille 7:5, 6:4, 6:3.

Kolejnymi rywalami Polaka i Białorusina będą rozstawieni z numerem szóstym Hiszpanie Marcel Granollers i Marc Lopez, którzy we wtorek w pięciosetowym maratonie (wygrali decydująca partię 15:13) wyeliminowali Mateusza Kowalczyka i Słowaka Igora Zelenaya, broniąc po drodze dwa meczbole.

W pierwszej rundzie odpadła Klaudia Jans-Ignacik w parze ze Słowenką Andreją Klepac. Przegrały z Japonką Kimiko Date-Krumm i Włoszką Francescą Schiavone 4:6, 2:6.

W tym roku minęło 19 lat odkąd Date-Krumm wystąpiła w Wimbledonie w półfinale singla. Tym razem w Londynie 44-letnia Japonka (we wrześniu skończy 45 lat) nie występuje w grze pojedynczej.

- Niestety nie udało mi się przejść eliminacji singla, więc jestem niepocieszona. Zostaje mi tylko gra w deblu i zamierzam się nią cieszyć jak najdłużej. Jestem w głównej drabince, jestem w drugiej rundzie. Jestem szczęśliwa. Najważniejsze też, że nic mnie nie boli. 

Od stycznia miałam ciągle jakieś problemy, jak nie z łokciem, to  barkiem, albo byłam po prostu chora. Przez pięć miesięcy nie mogłam grać, ani trenować na 100 procent, ale teraz jest dobrze - powiedziała Date-Krumm.

W drugim spotkaniu w Londynie Japonka może trafić na inną "weterankę" światowych kortów - Martinę Hingis. Szwajcarka występuje razem z reprezentantką Indii Sanią Mirzą i zostały najwyżej rozstawione w turnieju.

- Aż strach myśleć jak długo się znamy z Martiną. No i obie mamy za sobą po dwa, nawet trzy powroty do zawodowego tenisa. To ciekawe, że wciąż gramy. Po raz pierwszy przeciwko niej grałam, jak miała 16 lat, tak mi się wydaje. To było bardzo dawno temu, w końcu. Liczę, że znów się spotkamy na korcie właśnie w Wimbledonie - dodała.

Z Londynu Tomasz Dobiecki


Reklama

Reklama

Reklama