Wimbledon 2015 – Urszula Radwańska: Zapewniłam sobie miejsce w US Open

Urszula Radwańska w drugiej rundzie zakończyła występ w wielkoszlemowym turnieju na trawiastych kortach w Wimbledonie. W środę krakowianka przegrała z australijska tenisistką rozstawioną z numerem 23. z Samanthą Stosur 3:6, 4:6. - Nagle zrobiło się 1:5, więc musiałam ją gonić. W drugim secie było jeszcze równiej, stąd pewnie moje łzy po meczbolu, raczej wynikające ze złości - powiedziała po meczu Radwańska.

- Ogólnie jestem zadowolona z tego meczu, bo grałam dobrze, choć oczywiście jest pewien niedosyt, bo mogłam uniknąć kilku błędów. Ale mecz był bardzo wyrównany i było blisko. Chociaż odpadłam w drugiej rundzie, to mogę być zadowolona z występu tutaj, bo zapewniłam sobie miejsce w US Open, w turnieju głównym - dodała Radwańska.

Reklama

Mecz rozpoczął się od prowadzenia Australijki 2:0, a następnie 5:1. Jednak w tym momencie krakowianka zaczęła odważniej wchodzić kort, a nawet biegać do siatki, co pozwoliło jej zdobyć dwa następne gemy. Zanim na tablicy pojawił się wynik 3:5, w ósmym gemie właśnie, obroniła dwie piłki setowe.

Jednak w kolejnym nie udało jej się przełamać podania Stosur, która wykorzystała trzeciego setbola rozstrzygając losy partii 6:3 serwisem wygrywającym, po 38 minutach.

- Szkoda trochę tego seta, bo we wszystkich gemach miałam jak nie 40-15, to jakieś przewagi, ale nie wykorzystałam tych szans, niestety. No i nagle zrobiło się 1:5, więc musiałam ją gonić. W drugim było jeszcze równiej, stąd pewnie moje łzy po meczbolu, raczej wynikające ze złości. Dzisiaj wiał trochę nieobliczalny wiatr, więc było kilka dość przypadkowych sytuacji - uważa Radwańska.

Jej agresywna i odważna gra na początku drugiego seta wyraźnie wytrąciły z rytmu przeciwniczkę i zrobiło się 3:1, z przewagą jednego "breaka". Jednak kolejne cztery gemy pady łupem Australijki.

Polka zdołała jeszcze wyjść na 4:5, ale w następnym gemie była bezradna przy pierwszym meczbolu, po 81 minutach gry.

- Dobrze dziś serwowałam, zresztą z moim trenerem Maćkiem Domką dużo pracujemy nad serwisem. Nie udało mi się uniknąć dwóch słabszych momentów, ale nie da się cały czas serwować na tym samym poziomie. Był to chyba efekt drobnej dekoncentracji po prostu. To znaczy, że trochę nad tym musze jeszcze popracować - powiedziała Interii Radwańska.

- Na razie jednak wszystko wygląda dobrze, gram coraz lepiej, pnę się w rankingu. Moim celem jest awans do czołowej 50-tki WTA pod koniec roku. Jest to korzystny czas, bo teraz grać będę już tylko na twardych kortach, a ta nawierzchnia mi pasuje. Jedyny minus jest taki, że z obecnym rankingiem będę musiała grać w Stanach Zjednoczonych głównie eliminacje do turniejów, a to zawsze jest wyczerpujące. Komfort bycia w większości głównych drabinek dają okolice 70-75 miejsca na świecie. Muszę więc o to powalczyć jeszcze trochę

Tenisistka z Krakowa w drugiej połowie lipca planuje start w Stambule, a potem wystąpi w cyklu US Open Series, który zwieńcza wielkoszlemowy US Open w Nowym Jorku.  

- Stosur pokazała dzisiaj, że wciąż jest w stanie wzbić się na wysoki poziom gry, no i podnieść wysoko poprzeczkę rywalkom. Jestem zadowolony z Uli, bo zagrała bardzo dobrze, a decydujące było tylko kilka niepotrzebnych błędów. Najważniejsze jest jednak, że wykonana przez ostatnie miesiące ciężka praca przynosi efekty i Ula nie tylko poprawia swój tenis, ale i osiąga coraz lepsze wyniki - powiedział Interii trener Polki Maciej Domka.  

W czwartek o awans do trzeciej rundy będzie walczyć starsza z krakowskich sióstr Agnieszka Radwańska. Rywalką Polki, rozstawionej z numerem 13., będzie zawodniczka pochodząca z Zagrzebia, a od niedawna reprezentująca Australię, Ajla Tomljanovic.

Spotkały się dotychczas tylko raz, w ubiegłym roku, w trzeciej rundzie wielkoszlemowego turnieju na kortach ziemnych im. Rolanda Garrosa.

- Nie chcę spekulować co będzie, czy co ma być jutro. Na pewno liczymy, że będzie to zupełnie inny mecz, niż tamten w Paryżu, a jak się to wszystko potoczy, zobaczymy. Na pewno Agnieszka czuje znów dobrze piłkę, świetnie się czuje na trawie, więc możemy mieć powody do optymizmu - powiedział Interii trener krakowianki Tomasz Wiktorowski.

W środę nie powiodło się w grze podwójnej Klaudii Jans-Ignacik. Wystąpiła u boku Słowenki Andreji Klepacz, ale na korcie numer osiem przegrały z bardzo doświadczonymi rywalkami - Japonką Kimiko Date-Krumm i Włoszką Francescą Schiavone 4:6, 2:6.

Pod koniec dnia, na korcie numer cztery, będzie można obejrzeć jeszcze Łukasza Kubota grającego w parze z jednym z czołowych deblistów świata - Białorusinem Maksem Mirnym. Spotkają się oni z Francuzami Adrianem Mannarino i Lucasem Pouille.

Z Londynu Tomasz Dobiecki

Dowiedz się więcej na temat: urszula radwańska | Wimbledon

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje