Wimbledon. Kevin Anderson: Nie przestałem w siebie wierzyć

Kevin Anderson potrafił odrobić stratę dwóch setów i obronić piłkę meczową, by ostatecznie pokonać Rogera Federera w ćwierćfinale Wimbledonu 2:6, 6:7(5), 7:5, 6:4, 13:11. Dla tenisisty z RPA było to jedno z najważniejszych zwycięstw w karierze. – Odebrałem mnóstwo wiadomości ze słowami wsparcia – powiedział.

- Oczywiście tego typu wydarzenie, moją grę przeciwko takiemu rywalowi jak Roger, śledzili wszyscy. Po raz kolejny trzymałem się swoich marzeń i nie przestałem w siebie wierzyć. Nie jest łatwo przyjechać z RPA i tak daleko zajść na tenisowej scenie – podkreślił Anderson.

Reklama

- Pierwszy set nie był najlepszy w moim wykonaniu. Miałem problem z tym, by odpowiednio wejść w mecz. W drugim secie było zdecydowanie lepiej, mimo że w tie-breaku okazałem się gorszy. Czułem jednak, że poziom mojej gry zdecydowanie się podniósł. W trzecim z całych sił starałem się walczyć i utrzymywać podanie. Federer miał piłkę meczową, ale w tamtej chwili rozegrałem dobry punkt. Po nim uspokoiłem się i poczułem na korcie komfortowo – przyznał mierzący 203 cm 32-latek.

Rywalem finalisty US Open 2017 w najlepszej czwórce będzie amerykański olbrzym John Isner.

Dowiedz się więcej na temat: Kevin Anderson | Wimbledon

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje