Wimbledon. Koszmarna kontuzja Mattek-Sands

Organizatorzy wielkoszlemowego Wimbledonu odpierają ataki dotyczące złego stanu trawy i zbyt wolnej reakcji służb medycznych po poważnej kontuzji kolana, której doznała podczas meczu Amerykanka Bethanie Mattek-Sands. Na stan kortów narzeka sporo tenisistów.

Mattek-Sands na początku trzeciego seta w pojedynku drugiej rundy z Rumunką Soraną Cirsteą upadła i zwijając się zaczęła krzyczeć z bólu. 32-letniej zawodniczce, która na otwarcie pokonała Magdę Linette, udzielano pomocy na obiekcie przez ok. 20 minut, a następnie zabrano na noszach do karetki i przetransportowano do szpitala. Obecna na trybunach partnerka deblowa charyzmatycznej Amerykanki - Czeszka Lucie Safarzova (razem wygrały pięć tytułów wielkoszlemowych) - rozpłakała się na widok poważnego stanu bliskiej koleżanki.

Reklama

Jako pierwsza do poszkodowanej podeszła Cirstea i w pierwszym momencie, gdy zobaczyła nogę Mattek-Sands, odwróciła wzrok.

- Jej kolano było w nienaturalnej pozycji. Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś takiego, może tylko w filmach. Czegoś takiego nie życzy się nawet największemu wrogowi. Spanikowałam wówczas trochę. Wszyscy jakby zastygli. W takiej sytuacji aż czujesz ból drugiej osoby. Wzywałam pomoc, ale nikt się nie pojawiał. Starałam się ją wesprzeć, jak tylko umiałam. Ona powtarzała "Sorana pomóż mi, pomóż mi", a ja powtarzałam "jestem tu, jestem tu" - relacjonowała później Rumunka.

W jej odczuciu zajęło dłuższą chwilę zanim na korcie pojawiły się służby medyczne. - Przez długi czas przy Bethanie byliśmy ja, jej mąż i mój fizjoterapeuta. Nie wiem, ile to trwało. Według mnie ok. 10-15 minut, ale dla mnie to było jak wieczność - zaznaczyła.

Organizatorzy londyńskiego turnieju zapewnili, że w ciągu niespełna minuty na obiekt wysłano wykwalifikowany personel medyczny. - Zawodniczce podano na korcie środki przeciwbólowe, a następnie zabrano to karetki i w trybie pilnym odwieziono do szpitala - poinformowali.

Organizacja WTA podała w piątek, że Mattek-Sands przejdzie w piątek kolejne badania i dopiero wtedy będzie wiadomo jak poważnego urazu doznała.

Kontuzja Amerykanki przyczyniła się do szerszej dyskusji o stanie kortów podczas tegorocznej edycji Wimbledonu. Cirstea przyznała, że trawa bywa pod tym względem bardziej niebezpieczna niż inne rodzaje nawierzchni, zwłaszcza gdy jest gorąco i bywa, że na korcie jest wiele wytartych miejsc, na których jest ślisko. Sama dwukrotnie niemal się nie przewróciła podczas czwartkowego meczu.

Na stan kortu nr 18, na którym w piątek o awans do 1/8 finału walczyć będzie Jerzy Janowicz, narzekała grająca na nim dzień wcześniej Kristina Mladenović. Zastrzeżenia już na samym początku spotkania miała zarówno Francuzka, jak i jej rywalka Amerykanka Alison Riske.

- To dość niezwykłe, gdy po dwóch gemach obie zawodniczki są zgodne co do tego, by przerwać grę w Wielkim Szlemie. Pytałyśmy sędzię, co mówią przepisy w takiej sytuacji, ale usłyszałyśmy, że niestety nic nie można zrobić i musimy grać. Do momentu aż komuś stanie się coś złego... Nie wiem, jak wygląda sytuacja z innymi kortami, czy są tak samo zniszczone. Wcześniej grałam na "trójce" i nie wyglądało to tak źle, ale to była pierwsza runda. W okolicach linii końcowej jest bardzo ślisko, nie ma tam w ogóle trawy. Nie wiem, jak to opisać, to nie jest nawet ziemia. W jednym miejscu była nawet duża dziura, którą sfotografowała sędzia. To była dziura, a nie chociaż płaski kawałek gruntu. Odczułam to, bo podczas rozgrzewki nieco podkręciłam w tamtym miejscu kostkę - relacjonowała Mladenović.

Ona również się przewróciła na korcie w czwartek.

- Bethanie nie jest jedyna, ja też nie. Wiele innych tenisistów miało to samo. Uszkodziłam kolano i mam tylko nadzieję, że to nic poważnego. Szczerze, w tym momencie nie mogłabym się mniej przejmować tym, czy dziś przegram. Chciałam po prostu być zdrowa - zaznaczyła.

Francuzka zastrzegła, że nie krytykuje w ten sposób organizatorów.

- Nie jestem ekspertem od trawiastej nawierzchni. Zgaduję, że pogoda nie pomaga - jest zbyt gorąco i słonecznie. To sprawia, że jest bardzo sucho. Taką odpowiedź dostaliśmy od oficjeli. Za sprawą takich warunków kort jest też bardzo wolny. Słyszałam wiele narzekań na korty ze strony innych zawodniczek. Nie wiem, na których obiektach grały. Agnieszka Radwańska mówiła mi, że jej kort (nr 2 - przyp. PAP) również był okropny - powiedziała na konferencji prasowej Mladenović.

Na kort nr 18 narzekała też w rozmowie z dziennikarzami Timea Bacsinszky. Kolejna rywalka Radwańskiej grała na nim w pierwszej rundzie.

- Nie twierdzę, że jest tam przez to niebezpiecznie czy coś w tym stylu, ale to był dopiero drugi dzień turnieju, a kort już był w fatalnym stanie. Zazwyczaj coś takiego widzimy po tygodniu rywalizacji. Nie wiem, co się tam stało. Nie wiem też, co się stało z innymi obiektami, ale wielu tenisistów narzeka na to. Nie jestem jedyna pod tym względem. Dlatego też odważyłam się o tym powiedzieć. Przepraszam Wimbledonie, to nie jest działanie przeciwko tobie, ale są pewne rzeczy do poprawienia. Nie wiem, z czego to wynika. Może to wina pogody - zastanawiała się Szwajcarka.

W reakcji na te komentarze organizatorzy poinformowali w czwartkowy wieczór, że obiekt nr 18 zostanie poddany inspekcji przez supervisora wielkoszlemowego i przedstawiciela sędziów, którzy "na bazie swojego doświadczenia ocenią, czy kort nadaje się do gry". W piątek rozgrywane są tam spotkania według pierwotnego planu.

Z Londynu Agnieszka Niedziałek

Dowiedz się więcej na temat: Bethanie Mattek-Sands | Wimbledon

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama