Wimbledon. Roger Federer i Marin Cilić w finale

Szwajcar Roger Federer spotka się z Chorwatem Marinem Ciliciem w niedzielnym finale Wimbledonu. Tenisista z Bazylei będzie walczył o rekordowy 19. tytuł w Wielkim Szlemie, a jego rywal dopiero o drugi.

Chorwat ma wystarczające powody, żeby pokrzyżować plany Federera, bowiem rok temu w wimbledońskim ćwierćfinale przegrał z nim w pięciu setach, chociaż wcześniej miał dwie piłki meczowe. Żadnej z nich nie wykorzystał, choć do ostatniej wymiany postawił bardzo trudne warunki rywalowi. Po tym zwycięstwie Szwajcar nieoczekiwanie odpadł w półfinale, po porażce z Kanadyjczykiem Milosem Raonicem.

Reklama

- Oczywiście, że pamiętam dobrze nasz ubiegłoroczny mecz, bo był to jeden z najcięższych, jakie zdarzyło mi się rozegrać w Wimbledonie. Spodziewam się, że tym razem wcale nie będzie łatwiej. Wierzę jednak, że na moim ulubionym Korcie Centralnym będę miał szczęście i zdobędę ósmy tytuł. W ostatnich tygodniach dużo czasu poświęciłem na treningi na trawie i przygotowania do Wimbledonu, więc liczę, że to zaprocentuje - powiedział po awansie do finału Federer, który w sześciu meczach w tegorocznej edycji nie stracił jeszcze seta.

W piątek po południu Szwajcar pokonał w drugim półfinale Czecha Tomasa Berdycha (11.) 7:6 (7-4), 7:6 (7-4), 6:4. Wykorzystał drugiego meczbola po dwóch godzinach i 18 minutach gry. Poprawił w ten sposób bilans ich pojedynków na 19-6, a na trawie na 3-1.

Był to 12. półfinał Szwajcara na londyńskiej trawie, w jego 19. starcie w najstarszym i najbardziej prestiżowym turnieju w sezonie. W niedzielę po raz jedenasty wystąpi tu w finale, w którym poniósł jak dotychczas trzy porażki (2008, 2014-15). Zwyciężał za to siedmiokrotnie, w latach 2003-07, 2009, 2013.

Najlepszy tenisista w historii, mistrz Wielkiego Szlema, "król trawy", "FedEx", "Sir Roger", "Mister Perfect" to tylko najczęściej spotykane określenia Federera, który od wielu lat rozpala do czerwoności fanów tenisa. Nie tylko jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych i najlepiej zarabiających sportowców świata. Wielkim zainteresowaniem cieszy się na wszystkich kontynentach, a fani w Azji ponoć mdleją w spazmatycznych omamach, gdy tylko się tam pojawi, nawet na pokazowy mecz albo jakieś promocyjne wydarzenia.

Natomiast Cilić, choć od wielu lat utrzymuje się w czołówce rankingu ATP World Tour, do zbyt popularnych osób w sporcie, nawet tenisie, nie należy. Raczej mrukowaty, trzymający się nieco na uboczu "wielkiego świata", unikający większego rozgłosu i dość pilnie strzegący swojej prywatności.

Jego gra na przestrzeni ostatnich sezonów mocno się wzbogaciła, bo na początku kariery zwykle był kojarzony z potężnym serwisem, naturalnym przy jego wzroście (197 cm). Stopniowo jednak poprawiał inne uderzenia i obecnie śmiało można go uznać za gracza kompletnego. Najsłabszym punktem jest na pewno praca nóg, co sprawia, że pewniej się czuje na szybkich nawierzchniach, a długich wymian na wolnych kortach ziemnych w jego wykonaniu, raczej się nie uraczy.

W pierwszym piątkowym półfinale The Championships, 28-letni Chorwat wykazał się niebywałym spokojem i odpornością na stres, bo wychodził na kort centralny jako zdecydowany faworyt. Ma bowiem w dorobku wielkoszlemowe zwycięstwo w nowojorskim US Open 2014 i półfinał tej samej imprezy osiągnięty w kolejnym sezonie oraz dwa ćwierćfinały (2009 i 2012). Właśnie 1/4 finału osiągnął po raz pierwszy w Roland Garros miesiąc temu, a w Wimbledonie odpadał w tej właśnie fazie w trzech ostatnich edycjach.

Natomiast jego rywal, Amerykanin Sam Querrey osiągnął w środę życiowy sukces, bo dotychczas jego największym osiągnięciem w Wielkim Szlemie był ubiegłoroczny ćwierćfinał na londyńskiej trawie. Dwa razy, w nowojorskim US Open, był w 1/8 finału, a tak zwykle odpadał w którejś z pierwszych trzech rund. Na dodatek tenisista z USA nigdy jeszcze nie zdołał pokonać Cilicia, a teraz jeszcze pogorszył bilans ich pojedynków na 0-5, a na trawie na 0-4, choć zawsze ich mecze były zacięte.

Nie inaczej było w piątek, zanim Chorwat pokonał Querreya na majestatycznym korcie centralnym 6:7 (6-8), 6:4, 7:6 (7-3), 7:5. Zajęło mu to trzy godziny bez czterech minut.

- Cieszę się, że po raz pierwszy będę mógł zagrać w finale Wimbledonu, bo to wyjątkowy turniej, wiadomo. Trudno mi powiedzieć, czy spodziewałem się, że tego dokonam, bo pamiętam dobrze meczbole niewykorzystane przed rokiem w ćwierćfinale z Rogerem. Wtedy wdawało mi się, że jestem na tyle mocny, żeby wygrać turniej. Teraz też jestem przekonany, że stać mnie na to, ale jestem ostrożny w ocenianiu swoich szans w finale - powiedział po awansie Cilić.

- Znowu zagram przeciwko Rogerowi na jego ulubionej trawie, więc zupełnie nie wiem, jak się to może zakończyć. Spodziewam się bardzo wyrównanego meczu, możliwe, że pięciosetowego, w którym mogą decydować jedna czy dwie piłki. Zupełnie, jak kiedy przegrałem z nim tutaj przed rokiem. Tamten mecz mnie wiele nauczył, mam nadzieję, że udało mi się z niego wyciągnąć sensowne wnioski. Czy to wystarczy do pokonania Rogera w finale Wimbledonu? Z chęcią się o tym przekonam. Ale na razie przede mną dzień na odpoczynek i przygotowania - dodał.

Od pierwszej rundy cała uwaga mediów skupiała się na tym, czy Federer zdoła zwyciężyć po raz ósmy w Wimbledonie i 19. w Wielkim Szlemie i czy pokrzyżuje plany obrony tytułu przez Szkota Andy’ego Murraya. Wiele mówiło i pisało się czy Hiszpanowi Rafaelowi Nadalowi wystarczy sił, by po efektownym triumfie w Roland Garrros pokusić się o wygraną również na trawie. No i niestabilnej formie Serba Novaka Djokovicia.

Te spekulacje rozstrzygnęły środowe ćwierćfinały, w których Murray przegrał z Querreyem i niedoleczoną kontuzją biodra, a Djoković skreczował w drugim secie meczu z Berdychem w wyniku kontuzji przedramienia. Natomiast Nadalowi brakło trochę sił i szczęścia już w 1/8 finału, w której poniósł porażkę w pięciosetowym maratonie z Gillesem Mullerem z Luksemburga.

- W poprzednim meczu Gilles zmusił mnie do maksymalnego wysiłku, zanim wygrałem z nim w pięciu setach. To było świetne przygotowanie do meczu z Querreyem, bo dzisiaj od początku grałem na najwyższych obrotach. Wiedziałem, że nie mogę sobie pozwolić na chwile słabości, bo prezentów od niego nie dostane. Wykorzystałem wszystkie swoje szanse i jestem w finale - powiedział Cilić, który może zostać drugim chorwackim zwycięzcą Wimbledonu.

W 2001 roku The Championships wygrał Goran Ivanisević, który przed rokiem był trenerem rodaka. Po porażce w ćwierćfinale z Federerem stracił tę posadę.

Finał singla mężczyzn odbędzie się w niedzielę o godzinie 14.00 czasu londyńskiego. Zdecydowanym faworytem wydaje się Federer, który najlepiej czuje się na trawiastej nawierzchni, szczególnie The All England Lawn Tennis and Croquet Club. Poza tym ma korzystny bilans dotychczasowych meczów z Ciliciem 6-1, a przegrał z nim tylko w półfinale US Open 2014, w którym ten później triumfował.   

W niedzielę wieczorem zostaną jeszcze wyłonieni zwycięzcy rywalizacji w grze mieszanej. Natomiast sobota przyniesie aż trzy mecze o tytuł w gronie seniorów. Najpierw godzinie 14.00 wyjdą na kort centralny finalistka sprzed dwóch lat Hiszpanka Muguruza (14.) oraz Amerykanka Venus Williams (10.), pięciokrotna triumfatorka tej imprezy (2000-01, 2005, 2007-08).

W przedmeczowych spekulacjach wyżej stoją "akcje" Williams, nie tylko z powodu osiągnięć na trawie, ale i dlatego, że pokonała Hiszpankę już trzykrotnie na szybkich twardych kortach, a jedyną porażkę poniosła na wolnej nawierzchni ziemnej, w tym roku w maju.

Po rozstrzygnięciu tego pojedynku i ceremonii wręczenia pucharów, rozpocznie się finał debla mężczyzn z udziałem polsko-brazylijskiej pary Łukasz Kobot i Marcelo Melo (4.). Po drugiej stronie siatki staną Austriak Oliver Marach i Chorwat Mate Pavić (16.).

Wieczorem zaś o zwycięstwo w grze podwójnej kobiet Rosjanki Jekaterina Makarowa i Jelena Wiesnina (2.) zagrają z Hao-Ching Chan z Tajwanu i Rumunką Monica Niculescu (9.).

Z Londynu Tomasz Dobiecki

Dowiedz się więcej na temat: roger federer | Marin Cilić | Wimbledon

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje