Wimbledon. Serena Williams: Nie czuję, że muszę wygrać

Serena Williams, która w czwartek zagra o pierwszy po przerwie macierzyńskiej finał na wielkim szlemie, twardo stąpa po ziemi. - To dopiero mój czwarty turniej. Nie czuję presji - zapewniła po zwycięstwie z Camilą Giorgi 3:6, 6:3, 6:4 amerykańska tenisistka, która najwyraźniej wychodzi z założenia, że będzie, co ma być.

Podchodząc do turnieju, Williams plasowała się pod koniec drugiej setki rankingu. Dzięki półfinałowi na Wimbledonie wirtualnie wskoczyła na 51. miejsce w rankingu.

Reklama

- Cóż, to lepszy ranking niż 183. Ale "Serena Williams, 51" też mi nie pasuje. 1 owszem, ale nie 5. Tak że muszę dalej pracować - podkreśliła.

Amerykanka straciła pierwszego seta w turnieju, jednak szybko odzyskała kontrolę nad wydarzeniami na korcie.

- Za każdym razem Giorgi pokazuje podobny poziom, więc zdawałam sobie sprawę z tego, że to nie będzie łatwy pojedynek. Nie byłam zaskoczona tym pierwszym setem. Wiedziałam, co muszę zrobić. Wychodziłam z założenia: "no dobrze, to będą trzy sety". I dalej walczyłam. Czułam się dobrze z moją grą - mówiła.

- Nie bałam się, że przegram ten mecz. Nawet po tym jak przegrałam pierwszego seta, powtarzałam sobie, że ona gra znakomicie, ale ja też dużo rzeczy robię dobrze. Nie miałam wrażenia, że wypuściłam zwycięstwo z rąk. Z tego meczu mogę wyciągnąć lekcję dla mojej córki, że nigdy nie można się poddawać, że zawsze trzeba walczyć. To bardzo ważne w życiu, niezależnie od tego, co się przechodzi, żeby nigdy nie odpuszczać - dodała.

W półfinale Serena Williams zmierzy się z Julią Goerges, która na kortach All England Clubu już osiągnęła życiowy wynik. Amerykanka też podchodzi do tego meczu spokojnie. - Nie czuję presji. Nie czuję, że muszę wygrać. Czuję, że wróciłam, ale jeszcze długa droga przede mną - stwierdziła Williams.

Dowiedz się więcej na temat: Wimbledon | serena williams

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje