Wimbledon. Syn Djokovicia nie mógł obejrzeć finału z trybun

Novak Djoković przyznał, że jego największą motywacją w finale Wimbledonu była chęć obejrzenia na trybunach syna, który cieszy się z sukcesu taty.

W niedzielnym finale Novak Djoković pozbawił złudzeń Kevina Andersona, wygrywając bez straty seta 6:2, 6:2, 7:6 (7-3).

Reklama

- Nie mówiłem o tym, ale to była moja największa motywacja w tegorocznym Wimbledonie. Wyobrażałem sobie, jak on przychodzi na trybuny i dzieli ten moment z moją żoną, ze mną i ze wszystkimi - powiedział Novak Djoković.

Stefan Djoković ma 3 lata, co oznacza, że nie mógł oglądać z trybun samego pojedynku. Na Wimbledonie obowiązuje zakaz wejścia na trybuny kibiców poniżej 5. roku życia. Ale w czasie turnieju mały Stefan zebrał już pierwsze szlify na korcie. Wziął udział w jednym z treningów taty i nawet odbił parę piłek. - Przez te dwa tygodnie to był mój najlepszy sparingpartner - żartował mistrz Wimbledonu, który jednak trochę żałował, że Stefan nie mógł obejrzeć z trybun samego meczu.

- On nigdy nie widział na żywo żadnego mojego meczu. Miałem nadzieję, że uda się to na Wimbledonie, ponieważ jest już wystarczająco duży i potrafi wysiedzieć w ciszy przez 30 minut - przyznał Novak Djoković. Po raz pierwszy tatę w akcji na Wimbledonie Stefan Djoković będzie mógł obejrzeć za dwa lata.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje