Grzegorz Filipowski - polski mistrz sprzed lat

Nazwany polskim solistą wszech czasów przyciągał przed telewizory miliony Polaków. Grzegorz Filipowski w latach 80. sięgał po medale mistrzostw Europy i świata w łyżwiarstwie figurowym. Dziś wielu nie pamięta, że istnieje taka dyscyplina sportu, a o sukcesach w niej "Biało-czerwonych" przed igrzyskami w Soczi możemy tylko pomarzyć.

Urodził się latem 1966 roku, ale postawił na sport bardziej kojarzący się z zimą. Od najmłodszych lat zdradzał nieprzeciętny talent, dostrzeżony szybko w kraju i za granicą. "Z zadziwiającą łatwością uczył się skoków i, zdaniem fachowców, wykazywał wyjątkową zdolność do szybkiej rotacji"  - można przeczytać o Filipowskim na stronie Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Reklama

Po wodzą trenera Stefana Pawłowskiego, a potem Barbary Kossowskiej-Pieńkowskiej młody zawodnik wykonywał swe pierwsze próby na lodzie. Gdy miał 12 lat podczas zawodów w Holandii docenili go dziennikarze, przyznając nagrodę dla najbardziej obiecującego zawodnika. Zanim skończył 14 lat, był już czołowym juniorem Europy i świata. Wówczas wystąpił na swych pierwszych seniorskich mistrzostwach świata w Dortmundzie, gdzie zajął 15. miejsce.

Mimo znakomitego wstępu do wielkiej kariery, kolejne lata nie były dla Filipowskiego udane. Mówiono, że znakomicie spisuje się na treningach, lecz nie potrafi przełożyć tego na zawody, krytykowano go za kiepską choreografię i muzykę, które stały w sprzeczności z jego charakterem oraz znakomitą techniką.

W 1985 roku zawodnik wreszcie osiągnął wymarzony sukces na seniorskiej imprezie.  W Goeteborgu został brązowym medalistą mistrzostw Europy. Po 51 latach przerwy Polska mogła znów cieszyć się z medalu ME w łyżwiarstwie figurowym. W światowym czempionacie Filipowski zbliżył się do ścisłej czołówki, zajmując siódme miejsce na MŚ w Tokio.

W 1986 roku Filipowski wraz ze swą trenerką Barbarą Kossowską- Pieńkowską przeniósł się do Stanów Zjednoczonych, gdzie miał zdecydowanie lepsze warunki do trenowania. Dwa lata później był już piątym zawodnikiem igrzysk olimpijskich w Calgary. Nikt z polskich zawodników w tej dyscyplinie sportu nigdy nie zajął wyższego miejsca na igrzyskach.

O wynikach w zawodach łyżwiarzy figurowych często, zwłaszcza na igrzyskach, decydowała polityka. Nie ukrywał tego też nasz zawodnik, który mówił, że Calgary było jego najlepszym występem w karierze, ale pewnych rzeczy nie dało się przeskoczyć. Zresztą mało przejrzysty i sprzyjający nieprawidłowościom system oceniania sportowców w łyżwiarstwie figurowym często był powodem narzekań wielu zawodników.

Filipowski tuż po kanadyjskich igrzyskach wystartował w mistrzostwach świata w Budapeszcie, gdzie zajął czwarte miejsce, choć po programie obowiązkowym był drugi i miał otwartą drogę do medalu.

Rok później nasz łyżwiarz wreszcie udokumentował swój wielki talent, zdobywając  srebrny medal mistrzostw Europy w Birmingham, a potem brąz mistrzostw świata w Paryżu.

Filipowski wystartował jeszcze na igrzyskach w Albertville w 1992 roku, a potem zakończył amatorską karierę. Przeniósł się do Kanady, gdzie startował wśród zawodowców (został nawet mistrzem Kanady) oraz występował w rewiach na lodzie.

Dziś jest trenerem młodych łyżwiarzy w York Region Skating Academy w Toronto, gdzie współpracuje między innymi ze swą życiową partnerką Tracy Wainman. Kanadyjkę poznał już w wieku 13 lat na mistrzostwach świata. Parą zostali dopiero po kilkunastu latach.

Grzegorz Filipowski był jednym z niewielu, którzy wznieśli polskie łyżwiarstwo figurowe na poziom światowy. Po nim byli jeszcze Dorota i Mariusz Siudkowie, również medaliści mistrzostw świata i Europy. Dziś nie możemy już liczyć na międzynarodowe sukcesy w tym sporcie.

Autor: Waldemar Stelmach

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje