​Koniec sportu w polskich Tatrach?

Drakońskie podwyżki za udział w zawodach sportowych na terenie polskich Tatr mogą spowodować, że nasze najwyższe góry odstraszą jakąkolwiek rywalizację sportową.

Zgodnie z zarządzeniem dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego z 5 stycznia 2015 roku za każdego uczestnika imprezy rekreacyjno-sportowej trzeba będzie zapłacić 20, 50 lub 100 zł. Opłata za zawody w narciarstwie zjazdowym  to dla organizatora koszt 100, 200 zł lub 500 zł.

Reklama

Szefostwo TPN zasłania się ochroną przyrody, wprowadzając tak drakońskie podwyżki.

Na oficjalnej strony Tatrzańskiego Parku Narodowego czytamy:

"W ostatnich latach wyraźnie wzrasta zainteresowanie sportami zimowymi. Coraz większe rzesze turystów przemierzają szlaki tatrzańskie na nartach. Niezwykłą popularnością cieszy się skituring, który można określić jako połączenie tradycyjnych biegówek i nart zjazdowych. Dla osób uprawiających turystykę narciarską Tatry stanowią bardzo atrakcyjne miejsce spędzenia wolnego czasu. Składa się na to gęsta sieć szlaków turystycznych, gdzie każdy może wybrać odpowiednią dla siebie trudność, jak również możliwość skorzystania z wyciągów narciarskich."

Czytając te słowa, aż trudno uwierzyć, że kilka dni temu Dyrekcja Tatrzańskiego Parku Narodowego niespodziewanie podniosła drastycznie opłaty za organizację imprez sportowych, rozgrywanych na terenie Tatr. Dotychczasowe stawki były ok. 6-10 razy mniejsze niż te, które obowiązują teraz. I tak, np. za zorganizowanie zawodów w narciarstwie wysokogórskim w 2014 roku organizator zobowiązany był uiścić do kasy TPN zryczałtowaną kwotę 800 zł za dowolną liczbę zawodników.  Dziś  zapłaci za każdego z uczestników  50 zł, co przy liczbie około stu  narciarzy wysokogórskich da sumę 5000 zł.

W Zakopanem, po ogłoszeniu nowego rozporządzenia Dyrektora Szymona Ziobrowskiego zawrzało, nie tylko w środowisku sportowym, bo przecież sport  i narciarstwo jest jednym z filarów bytu ludzi mieszkających na Podhalu.

Stolica Tatr od zawsze uznawana jest za centrum sportów zimowych a narciarstwo od ponad stu lat wpisane jest ściśle w tatrzański pejzaż. Nie da się ukryć, że od kiedy w 1954 roku powstał Tatrzański Park Narodowy żywiołowy rozwój tego sportu został znacznie ograniczony, w interesie przyrody Tatr. Ale przecież już po powstaniu TPN w  Tatrach na początku  lat 60 -tych ub. wieku odbyły się mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym,  w 1974 r. przeprowadzono też zawody Pucharu Świata w slalomie, a także rokrocznie odbywają się od kilkudziesięciu lat imprezy Pucharu Świata w skokach. Warto powiedzieć, że wszystkie te imprezy organizowano całkowicie, lub częściowo na terenach Parku Narodowego.

W chwili obecnej narciarstwo zjazdowe uprawia się w rejonach Doliny Gąsienicowej i Goryczkowej, ale od kilku lat gwałtownie spada popularność Kasprowego Wierchu wśród narciarzy. Dość powiedzieć, że liczba amatorów białego szaleństwa zmniejszyła się - według różnych szacunków - od czterech do 10 razy. Składa się na to wiele różnych przyczyn, m.in. duża dostępność innych polskich stacji narciarskich, możliwość korzystania ze stoków w Alpach, Tyrolu i Dolomitach, czy też niemałe ceny dyktowane przez Polskie Koleje Górskie.

Cieniem też kładzie się wielki problem transportu samochodowego do zimowej stolicy Polski, a także wielkie trudności w poruszaniu się autem po zatłoczonym Zakopanem. Wszystkie te czynniki  spowodowały sytuację, w której Kasprowy Wierch z tradycyjnie oblężonej twierdzy stał się jednym z wielu miejsc, w którym można pojeździć na nartach. Dodać trzeba też, że jedynym o charakterze alpejskim.

W ostatnim czasie samo narciarstwo tatrzańskie przechodzi małą rewolucję. Od kilkunastu lat, bardzo duża popularność zaczyna zyskiwać narciarstwo wysokogórskie, zwane potocznie skituringiem. Różni się ono diametralnie od obowiązującego jeszcze do niedawna wzorca opartego na wyciągach, kolejkach i sztucznych ułatwieniach. Na nartach się nie tylko zjeżdża, ale przede wszystkim podchodzi. Rozwój tej formy spędzania wolnego czasu zaowocował kilkunastokrotnym wzrostem liczby ludzi, którzy wzięli się za narciarstwo skiturowe, a po górach można chodzić dla przyjemności, ale też i w celach sportowych.

W Tatrach, na właśnie takich zawodach, zaczynała swoją  karierę  mistrzyni świata w skialpinizmie z 2012 roku - Anna Figura oraz jej starsza koleżanka Magdalena Derezińska-Osiecka, wicemistrzyni z 2002 r.

Gwałtowny rozwój w dotyczy też tradycyjnego biegania, a bieganie po górach jest jednym z najbardziej atrakcyjnych sportów ostatniej dekady. Bardzo popularne stały się  biegi górskie, o długości od kilku do nawet kilkudziesięciu kilometrów. Rozgrywane są na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Startują w nich setki biegaczy, a rozgrywanie ich nie stanowiło do tej pory żadnego zagrożenia dla przyrody tatrzańskiej.

Więcej - rygorystyczne warunki ich rozgrywania wymagane przez TPN, w tym naczelna zasada, że biega się tylko po szlakach turystycznych, spełniały wszystkie normy ścisłej ochrony ekosystemów. Ta sama zasada dotyczy też narciarstwa wysokogórskiego, które można uprawiać też tylko po wyznaczonych przez TPN trasach. I nagle okazało się, że sportowcy -  narciarze i biegacze górscy, którzy poruszają się przecież po oficjalnie dopuszczonych do turystyki szlakach w Tatrzańskim Parku Narodowym, będą musieli płacić kilkukrotnie większe sumy niż dotychczas. Doszło więc do absurdalnej sytuacji - skiturowiec czy biegacz górski z numerem na piersi  zapłaci 12-24  razy więcej niż normalny turysta, który dla rekreacji wyjdzie na narty lub zechce pobiegać po Tatrach. Tylko dlatego, że bierze udział w zawodach.


Narciarze wysokogórscy czy też biegacze górscy na zawodach nie stwarzają ani większego zagrożenia dla przyrody Tatrzańskiego Parku Narodowego, ani dla innych chodzących po szlakach turystów. Nie smrodzą, nie dymią i nie produkują ścieków ani odpadków. Z reguły są zdyscyplinowanymi i rozumiejącymi ideę ochrony przyrody tatrzańskiej gośćmi TPN-u. Ich obecność na terenie Parku nie jest nastawiona na zarobek ani zysk. Ciężko trenują, aby  pokonać własne słabości i rywali, a ich postawa jest ideowa. Aby  pobiegać po Tatrach, przyjeżdżają za własne pieniądze z najdalszych zakątków Polski i część tych pieniędzy zostawiają w formie opłat za wstęp do skarbnicy przyrody, jakim są Tatry. A to właśnie w takich jak oni wymierzone jest ostrze nowych regulacji Dyrekcji TPN-u.

Jeżeli w Tatrzańskim Parku Narodowym uznano, że obecność ludzi z numerami startowymi jest zagrożeniem dla substancji Parku, to należało postąpić tak, aby  ograniczyć liczbę imprez sportowych do pewnej liczby, bez uciekania się do drastycznych podwyżek opłat. Miałoby to dla opinii publicznej jednoznaczny wydźwięk - z  miłości do gór ( przewodnie hasło TPN) musimy wprowadzić ograniczenia ilościowe imprez sportowych. 

Decyzja Tatrzańskiego Parku Narodowego jest nieprzemyślana i błędna, i na pewno zostanie przyjęta z oburzeniem przez większość ludzi, którzy aktywnie spędzają pobyt w polskich najwyższych górach. Nie pozostaną oni obojętni na próby wyrugowania z Tatr  szlachetnych i trudnych dyscyplin, jakimi są biegi górskie i narciarstwo wysokogórskie.  Pozostaje mieć nadzieję, że Dyrekcja TPN, w której znajdują się ludzie myślący i doceniający walory sportów górskich, potrafi przemyśleć jeszcze raz swoje decyzje i  uchyli swoje fatalne rozporządzenie.

Tomasz Krzyżanowski

Prezes Stowarzyszenia Miłośników Narciarstwa Wysokogórskiego w Zakopanem

Dowiedz się więcej na temat: narciarstwo wysokogórskie | bieganie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje