Michał Pawlikowski wrócił do Polski po poważnym wypadku

Michał Pawlikowski, reprezentant Polski w speed snowboardingu, wraca do zdrowia po poważnym wypadku we francuskich Alpach. Zawodnik przewrócił się podczas testów nowego sprzętu przy prędkości około 100 kilometrów na godzinę. Ze stoku został przetransportowany helikopterem do szpitala w Gap, gdzie został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej.

W niej był utrzymywany przez kolejnych 9 dni. W tym czasie przeszedł operację złamanej nogi.

Reklama

Po zawodnika Mazda Sky Speed Team pojechał do Francji Jędrzej Dobrowolski, rekordzista Polski w narciarstwie szybkim.

- Już jesteśmy w domu. Najważniejsze, że Michał wyszedł ze szpitala i dochodzi do siebie. W jego przypadku możemy mówić o sporym szczęściu. Jest na najlepszej drodze do pełni zdrowia. Widzę, że już myśli o powrocie do sportu i kolejnym sezonie. A to najlepszy objaw z możliwych - mówił Dobrowolski.

Jego słowa potwierdził sam zainteresowany.

- Czuję się coraz lepiej. Już wróciłem do domu i dochodzę do siebie. Jednak dziewięć dni w śpiączce robią swoje. To jedna czarna dziura. Z samego wypadku nic nie pamiętam. Powoli wraca to, co było chwilę wcześniej. Śnieg był bardzo miękki, wciągnęło przód deski i to spowodowało upadek. Musiałem konkretnie uderzyć skoro konsekwencje były takie a nie inne. Ale na szczęście kask zrobił swoje i głowa jest cała - powiedział najszybszy snowboardzista Polski.

- Teraz tylko trzeba doprowadzić kontuzjowaną lewą nogę do porządku. Złamałem kość strzałkową, chodzę o kulach i czeka mnie rehabilitacja. A potem już rozpocznę przygotowania do kolejnego sezonu. Mimo czasu wyrwanego z życiorysu wiem dobrze, jak przebiegały zawody Speed Masters w Vars. Mój wynik 158,033 km/h pozostaje drugim rezultatem na świecie. Przy okazji Edmund Plawczyk nie zdołał pobić rekordu świata" - stwierdził Pawlikowski.

Także Jędrzej Dobrowolski śledził dokładnie rywalizację w Speed Masters. Rekordzisty Polski zabrakło w Vars z powodu kontuzji ścięgna Achillesa. Legitymujący się wynikiem 244,233 km/h rywalizację najszybszych narciarzy świata śledził z zainteresowaniem.

- Warunki były bardzo ciężkie, miękki śnieg nie pozwalał na zawrotne prędkości. Zawody nie należały do najszybszych, nie został pobity rekord świata. Wygrał Francuz Bastien Montes z wynikiem 251,397 km/h. Potem zawody zostały odwołane z powodu niekorzystnych warunków pogodowych: było zbyt ciepło. Nie zabrakło chwil grozy: Francuz Simon Billy zaliczył upadek przy blisko 220 km/h. Na szczęście nic poważnego się nie stało. Ma zwichnięty łokieć, jest poparzony w wyniku tarcia kombinezonu z nawierzchnią. Ten wypadek potwierdza, że organizatorzy robią wszystko, żeby było jak najbezpieczniej" - mówi Jędrzej Dobrowolski.

Sezon już się zakończył ale Jędrzej Dobrowolski i Michał Pawlikowski już mają plany na przyszłość. Obaj zawodnicy Mazda Sky Speed Team, kiedy tylko snowboardzista wróci do pełni sił, wezmą udział w testach w tunelu aerodynamicznym w Instytucie Lotnictwa w Warszawie.

Informacja prasowa
Dowiedz się więcej na temat: Michał Pawlikowski | Jędrzej Dobrowolski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama