MP w łyżwiarstwie szybkim - Goss: Przegrałam z wirusem

- Przegrałam z wirusem, nie byłam w stanie wyjść na lód - przyznała Aleksandra Goss (Stegny Warszawa), która nie wystąpiła w poniedziałkowych wyścigach mistrzostw Polski w łyżwiarstwie szybkim. W tym sezonie jednak przebojem wdarła się do reprezentacji.

- Nie spałam całą noc z niedzieli na poniedziałek, bardzo źle się czułam, wymiotowałam. Przegrałam z wirusem, niestety dziś nie byłam w stanie wyjść na lód i rywalizować o medale. Mam nadzieję, że moje zdrowie poprawi się na tyle, abym we wtorek stanęła do walki na dystansie 3000 m. To moja ulubiona konkurencja i w niej mam największe szanse - powiedziała Goss, która - jeśli wystartuje - pobiegnie w ostatniej parze z Luizą Złotkowską (Sparta Grodzisk Mazowiecki), triumfatorką zmagań na warszawskim torze Stegny na 500, 1000 i 1500 m.

Reklama

25-letnia Goss jest odkryciem sezonu poolimpijskiego, w kadrze narodowej udanie zastępuje kontuzjowane Katarzynę Bachledę-Curuś i Natalię Czerwonkę. Te dwie zawodniczki wraz ze Złotkowską i Katarzyną Woźniak zdobyły srebro olimpijskie w Soczi, wcześniej sięgnęły też po brąz igrzysk w Vancouver i srebro ubiegłorocznych mistrzostw świata, również w Soczi.

- Skład drużyny mocno się zmienił, rezerwową obecnie jest Angelika Fudalej, a ja wykorzystują swoje pięć minut. Oczywiście, życzę koleżankom jak najszybszego powrotu do zdrowia, bo wtedy polski zespół będzie jeszcze mocniejszy. Nic tak nie pomaga, jak mocna rywalizacja krajowa - dodała panczenistka ze stolicy.

Mimo osłabionego składu, "Biało-czerwone" w tym sezonie zajęły drugie miejsce w wyścigu drużynowym w zawodach Pucharu Świata w Berlinie oraz były trzecie w Heerenveen, a także piąte w japońskim Obihiro.

- Dostaję mnóstwo gratulacji za wyniki zespołowe. Tymczasem moje rezultaty indywidualne są gorsze niż w poprzednim roku, mimo że wtedy nie byłam ani na olimpiadzie, ani nie startowałam w PŚ. Na szczęście ten sezon jeszcze potrwa i jest szansa na przełamanie się. Zwłaszcza, że przede mną debiut w styczniowych mistrzostwach Europy w wieloboju w Czelabińsku, a potem lutowe mistrzostwa świata na dystansach w Heerenveen - przyznała Goss.

Podopieczna trenera Norberta Kwiatkowskiego uważa, że o wiele lepiej czuje się startując "na świeżości" niż po piekielnie ciężkich przygotowaniach. Mówi o sobie, że nie potrzebuje dużo treningów, aby dojść do wysokiej formy.

- W poprzednim sezonie mało trenowałam, trzy-cztery razy w tygodniu, bowiem skupiałam się głównie na nauce, gdyż kończyłam studia na wydziale administracji Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Wraz z trenerem zastosowaliśmy trochę zasadę na "wyczucie". Teraz mam lepsze warunki do pracy, znalazłam się w kadrze, jeżdżę po zagranicznych halach i chyba muszę się do tego przyzwyczaić - podkreśliła Goss, która w reprezentacji współpracuje z Krzysztofem Niedźwiedzkim.

Praca magisterska nosiła tytuł: "Postępowanie dyscyplinarne wobec sportowców stosujących doping". Zastrzegła jednak, że nie bazowała na żadnych konkretnych nazwiskach.

- Zajęłam się głównie aspektem prawnym, a bardzo mi pomógł mój promotor Marcin Wielec, kibic łyżwiarstwa szybkiego - zauważyła.

W MP na Stegnach Goss pozostały występy na 3000 m i w biegu drużynowym. Na półmetku 500 m była czwarta, zaś na 1500 m zajęła szóste miejsce.

- Zmieniła się formuła zawodów i nie ma 5000 m, a na tym dystansie też mogłam sporo nadrobić w punktacji wielobojowej - zakończyła sportsmenka z podwarszawskiego Konstancina, która specjalizuje się też w jeździe na... wrotkach. W dorobku ma triumf w zawodach PŚ.

Dowiedz się więcej na temat: Aleksandra Goss | łyżwiarstwo szybkie | mistrzostwa polski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje