Pjongczang 2018. Mateusz Ligocki: Ostatnie igrzyska, ale nie kończę kariery

Dla snowboardzisty Mateusza Ligockiego start w zimowych igrzyskach w Pjongczangu będzie czwartym występem na ZIO. Jak zadeklarował w piatek, nie będzie raczej zabiegał o start w kolejnych. Jednak po imprezie w Korei Południowej nie zakończy jeszcze kariery.

Zamierza wziąć udział w przyszłorocznych mistrzostwach świata, które zostaną przeprowadzone nieopodal Salt Like City. Bardzo mu zależy na tym starcie, gdyż do tej pory pamięta, iż był bardzo blisko startu w igrzyskach olimpijskich w USA w 2002.

Reklama

- Przez niedopatrzenie działaczy zostałem wówczas w domu. Miałem wówczas zrobioną kwalifikację. Byłem jednak młody, niedoświadczony. Nie wiedziałem, jak to kontrolować - powiedział PAP zawodnik urodzony 18 czerwca 1982 r. w Cieszynie.

Zastrzegł, że w sporcie nigdy nic nie wiadomo i być może przedłuży karierę o dłużej niż rok. Po jej zakończeniu chce się aktywnie włączyć w promowanie snowboardu.

W piątek przyjmował gratulacje od władz Cieszyna za wywalczenie prawa startu w ZIO (będzie rywalizować w snowcrossie). W tym samym dniu wyjechał do Austrii na zgrupowanie.

- Właśnie tam jest odwzorowany olimpijski tor crossowy. Dlatego będą tam trenować kilka dni. Potem jeszcze mam starty w Pucharze Świata w Feldbergu. Po nich wracam na dwa dni oddechu w Cieszynie, piątego i szóstego lutego. Na siódmego jest już zaplanowane ślubowanie olimpijskie w Warszawie, a potem czeka mnie wylot do Korei Południowej. Bardzo często słyszę pytanie o wynik, który mnie zadowoli. Odpowiem tak - wystarczy trzecie miejsce – powiedział w piątek dziennikarzom o planach przed igrzyskami Ligocki.

Jego zdaniem tor w Azji jest „specyficzny”. Chodzi mu o to, że jest długi, zawodnicy zjeżdżają prawie dwie minuty, osiągając przy tym duże prędkości: - Myślę, że „złamiemy” 80 km na godzinę. Są też duże przeszkody. Ciekawa jest też platforma startowa; niespotykana, trudna technicznie. Polega to na tym, że po odepchnięciu się od bramki spadamy prawie jak kamień w dół siedem metrów, po czym jest podjazd pod bardzo stromą ścianę. Chcę w Austrii opanować do perfekcji ten element wyścigu.

Przyznał, że przez problemy zdrowotne walkę o start w czwartych swoich igrzyskach musiał zaczynać niemal od zera. Wypadł z kadry, przez długi czas trenował i startował za pieniądze własne, rodziny, przyjaciół. Teraz jest już jest objętym opieką Polskiego Związku Narciarskiego.

W przeszłości wziął udział w igrzyskach w Turynie, Vancouver i Soczi. Nie ma ulubione momentu związanego z rywalizacją na ZIO.

- Dużym przeżyciem jest już samo otrzymanie nominacji olimpijskiej, a następnie ślubowanie w PKOl. Na pewno jednak niezwykłym przeżyciem jest zawsze ceremonia otwarcia, której towarzyszy wielka radość sportowców – uważa snowboardzista.

Dowiedz się więcej na temat: mateusz ligocki | Igrzyska olimpijskie w Pjongczangu

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama