Trener kadry snowboardzistów ma przeprosić Jagnę Marczułajtis

Trener kadry snowboardzistów Paweł Dawidek znieważył olimpijkę Jagnę Marczułajtis-Walczak (obecnie posłankę PO) oraz jej męża i zgodnie z wyrokiem sądu niższej instancji, ma ich przeprosić - uznał w czwartek Sąd Apelacyjny w Krakowie. Wyrok jest prawomocny.

Sprawa dotyczy wydarzeń podczas mistrzostw Polski w snowboardzie 28 lutego 2011 r. w Jurgowie (Małopolskie). Jak poinformowała media Marczułajtis-Walczak, kiedy w walce o awans do ścisłego finału slalomu giganta równoległego upadła pod koniec trasy, usłyszała od Dawidka niecenzuralne słowa: "stara p... do domu". Później Dawidek miał powiedzieć do męża Marczułajtis, Andrzeja Walczaka: "ćwoku, do domu dzieci pilnować". Trener zaprzeczał tym oskarżeniom.

Reklama

Sąd uznał, że apelacja Dawidka była bezzasadna i utrzymał w mocy wyrok, jaki zapadł przed Sądem Okręgowym w Nowym Sączu 14 grudnia ub.r. Na jego mocy trener ma przeprosić Marczułajtis-Walczak i jej męża w oświadczeniu na stronie internetowej Polskiego Związku Snowboardu. Ponadto sąd zobowiązał Dawidka do przeproszenia Marczułajtis-Walczak za to, że pomawiał ją o kłamstwo, kiedy zarzucała tolerowanie nieprawidłowości w przeprowadzeniu Mistrzostw Polski. Zasądził również od pozwanego na rzecz Polskiego Towarzystwa Walki z Mukowiscydozą z siedzibą w Rabce Zdroju kwotę 5 tysięcy zł.

Pozew przeciwko trenerowi wniosła Marczułajtis-Walczak z mężem.

Sąd powołał się na zeznania kilku świadków, którzy słyszeli obraźliwe słowa pod adresem zawodniczki i uznał je za wiarygodne. Jak podkreślił kluczowe znaczenie dla sprawy miały słowa samego Dawidka, który podczas zawodów miał chwalić się, że obraził zawodniczkę. Sąd ocenił także, że słowo "ćwok" jest obiektywnie obraźliwe, szczególnie podczas mistrzostw Polski, w których startowali zawodnicy z różnych regionów, nawet jeżeli strona pozwana utrzymywała, że na Podhalu nie jest ono obraźliwe.

Zdaniem sądu nie ma także wątpliwości, że podczas mistrzostw doszło do nieprawidłowości, jak np. różnice w pomiarach czasu, sędziowanie przez członków jednej rodziny członka zarządu Polskiego Związku Snowboardu i fakt, że zawodnicy i sędziowie nie znali ani nie posiadali regulaminu zawodów, bo jedyny egzemplarz miał prezes związku.

W tej samej sprawie przed Sądem Rejonowym w Zakopanem toczył się proces karny z prywatnego aktu oskarżenia olimpijki i jej męża. Tamtejszy sąd w listopadzie uniewinnił Dawidka od zarzutu zniesławienia olimpijki, ale uznał, że jest on winny obrażenia jej męża. Odstąpił jednak od wymierzenia kary, uznając, że to zachowanie męża olimpijki spowodowało reakcję trenera. Wyrok jest nieprawomocny.

Po zawodach w Jurgowie Marczułajtis-Walczak złożyła zawiadomienie do prokuratury w sprawie manipulacji wynikami mistrzostw, ale śledczy umorzyli postępowanie. Z kolei Polski Związek Snowboardu skierował do sądu w Krakowie pozew o ochronę dóbr osobistych przeciwko Marczułajtis-Walczak i jej mężowi. Związek domaga się przeprosin za pomówienia, zasądzenia na cel społeczny oraz zadośćuczynienia na łączną kwotę 200 tys. zł. Proces trwa.

Jagna Marczułajtis-Walczak jest czternastokrotną mistrzynią Polski, dwukrotną mistrzynią świata juniorek oraz mistrzynią i wicemistrzynią Europy. W igrzyskach w Salt Lake City w 2002 r. zajęła czwarte miejsce w slalomie równoległym. W 2004 roku była siódma w klasyfikacji końcowej Pucharu Świata. Obecnie jest posłanką Platformy Obywatelskiej.

Dowiedz się więcej na temat: Jagna Marczułajtis-Walczak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje