1. liga żużlowa: Carbon Start Gniezno próbuje wyjść na prostą

Niewiele brakowało, by gnieźnieńscy żużlowcy w tym sezonie nie przystąpili do jakichkolwiek rozgrywek. Na szczęście władzom klubu udało się dojść do porozumienia z wierzycielami i niemal zupełnie nowy zespół w niedzielę rozpocznie walkę na zapleczu ekstraligi.

Jak się okazało, poprzedni sezon, pierwszy po 13 latach w ekstralidze, okazał się dla Startu niezwykle bolesny. Pod względem sportowym dlatego, że tylko trzy zwycięstwa oznaczały szybko powrót do pierwszej ligi. Jeszcze gorzej wyglądał bilans finansowy ubiegłego roku - klub zakończył go z potężnymi długami, a finał tej sprawy miał miejsce w sądzie. Władzom Startu udało się porozumieć z wierzycielami, którzy zagłosowali za przyjęciem propozycji układowej.

Reklama

"Z dużą ulga przyjęliśmy sam moment zawarcia układu. Porównując do sportowej walki, jaką toczyliśmy o awans do Ekstraligi w sezonie 2012, to ta przed sądem była zdecydowanie trudniejsza. Kosztowała nas więcej nerwów i była bardziej niepokojąca. Podziękowania należą się władzom polskiego żużla oraz oddanym sponsorom, którzy wspierali nas w tej walce" - powiedział sternik klubu Arkadiusz Rusiecki.

Jak dodał, często zadawał sobie pytanie, czy w takiej sytuacji, warto było bić się o upragnioną ekstraligą.

"Zadawaliśmy sobie je przez ostatnie miesiące i to jeszcze w trakcie poprzedniego sezonu. Bez wątpienia nie byliśmy w stanie skutecznie bić się o utrzymanie w ekstralidze. Można by się doszukiwać jakiś przyczyn, jak choćby zmniejszenie liczby drużyn, przez co degradacja dotykała aż trzy zespoły. Z drugiej strony mieliśmy kontakt z najsilniejszą ligą świata, z najlepszymi klubami. Wiele się nauczyliśmy i podpatrzeliśmy. To była ważna lekcja dla nas i dla tych osób, które może w przyszłości będą rządzić klubem. Ta lekcja była jednak brutalna i bardzo bolesna" - ocenił.

W tej sytuacji klub, który przez blisko trzy lata będzie musiał spłacać około trzymilionowe zadłużenie, bardzo oszczędnie gospodarował środkami na najbliższy sezon.

Z pewnością mocnym punktem niemal zupełnie nowego zespołu będzie Duńczyk Bjarne Pedersen, który w Carbon Starcie będzie jeździł już trzeci rok. Na kolejny sezon zostali Damian Adamczak i Maciej Fajfer, po roku przerwy wrócił do drużyny Adam Skórnicki, a po trzech latach - wychowanek klubu Adrian Gomólski.

Nowe w twarze to m.in. Szwedzi Jonas Davidsson (ostatnio Stelmet Falubaz Zielona Góra) i Kim Nilsson (po raz pierwszy w Polsce), Rosjanin Wadim Tarasienko (Lokomotiv Daugavpils) i Czech Matej Kus (Speedway Wanda Kraków) oraz Australijczyk Rohan Tungate (debiut w polskiej lidze).

Szkoleniowcem Carbon Startu został natomiast Dariusz Śledź, pracujący przez ostatnie pięć sezonów w PGE Marmie Rzeszów.

Rusiecki ostrożnie wypowiada się na temat oczekiwań i celów na najbliższy sezon.

"Nasze największe oczekiwania nie dotykają warstwy sportowej. Chcemy odzyskać stabilizację i płynność finansową. Musimy odbudować wizerunek, który ostatnio mocno ucierpiał. Oczywiście dobry wynik sportowy może w tym pomóc, ale będzie o niego bardzo trudno. Zdajemy sobie sprawę, w którym szeregu stoi nasz klub - nie jesteśmy w pierwszej linii, nie jesteśmy też kandydatem do czołowej czwórki. Mamy młody zespół plus chłopaków, którzy mają coś do udowodnienia przede wszystkim samym sobie. Możemy pokusić się o kilka niespodzianek" - podsumował szef gnieźnieńskiego klubu.

Pierwsze spotkanie gnieźnianie rozegrają na wyjeździe z GKM Grudziądz.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama